Jest nam bardzo ciepło
Długość trasy: hm, mało kilometrów, za to bardzo upalnych.
Marcin 20. czerwca napisał: "wybieram się za tydzień na to". A tam informacja, że przy okazji wystawy Bez trzymanki. Jak rower zmienia Warszawę, Muzeum Woli organizuje rowerową pojazdówkę po Woli w jej granicach z 1916 roku. No to jedziemy, się wie.
Spotykamy się godzinę wcześniej, by pogadać, wypić kawkę. Żar się z nieba leje. Ale w cieniu daje się przeżyć. Wola też ma się nie najlepiej w ten upał.
Podjeżdżamy pod Muzeum, a tam pustka.
Chyba coś przegapiliśmy. Grzebiemy w necie, a tam na fejsie muzeum info, że wycieczka przełożona, bo upał. Trochę nam uszło powietrze. Co tu robić, panie premierze? To może jednak przejazd powoli po Woli i po mieście; taki cruising po infrastrukturze rowerowej.
No to w stronę Alej Jerozolimskich. Spotyka nas, już chyba ikoniczny, widok Żagla Libeskinda i PKIN. Dwie całkiem różne ikony architektoniczne. Marcin mówi, że Daniel Libeskind projektując swój Żagiel zadbał o przestrzeń dla PKINu. Patrząc z perspektywy ulicy Złotej, tak chyba rzeczywiście było.
Dojeżdżamy do Ronda Czterdziestolatka. Aleje rozkopane, bo remontują tory. Ale czemu zagrodzili przejazd rowerowy? Udało im się z pieszymi, z rowerującymi poszło znacznie gorzej.
Objeżdżamy kwartał ulic i na wysokości Poznańskiej wjeżdżamy pod PKIN. Tu Żagiel i PKIN jakby są dalej od siebie.
Upał nas coraz bardziej dopada. Na termometrze Piotrka jest ponad 40 stopni.
Miasto Warszawa wystawiło beczkowozy z „kranówką” – super pomysł!
Oglądamy Plac Centralny; czy on jeszcze jest Placem Defilad? Na betonowym słupie widać jak przed 1939 rokiem zabudowane było Śródmieście w miejscu dzisiejszego PKINu: 22 kamienice, ulice Złota, Wielka, Zielna; środek żyjącego miasta.
Można też zobaczyć, jak w tę siatkę ulic Niemcy wpisali getto.
Kolejna odsłona tego miejsca to 1955 rok, gdy zakończono budowę PKINu. Do zniszczeń spowodowanych przez Niemców (wysadzili w kosmos teren całego getta) dołożono bryłę radzieckiego daru imienia Józefa Stalina. Niesamowite jest oglądać kompletną przemianę naszego miasta.
Na koniec zeszłoroczne modyfikacje Placu w ramach tak zwanego Nowego Centrum Warszawy.

Plac Centralny zmienia Warszawę. Posadzono wiele drzew i krzewów. Odbetonowano sporo przestrzeni. Paradoksalnie teraz widać, że to wszystko mało, że zieleni potrzeba znacznie więcej.
Po drugiej stronie Marszałkowskiej zmienia się ulica Złota. Zlikwidowano tunel pod jezdnią, nasadzono drzewa i krzewy, rozpłytowano przestrzeń. Zrobiono przejście i przejazd rowerowy spod PKINu na Złotą.
Prace jeszcze trwają, ale zaraz będzie można się przespacerować. Tu też widać, że zieleni mogłoby być więcej. Ale i tak, zmiana jest ogromna.
Jedziemy drogą dla rowerów wzdłuż Marszałkowskiej. Piękna trasa południe – północ urywa się na Placu Bankowym, przed Aleją Solidarności – mamy klasyczny teleport.
A my chcemy dalej, na Żoliborz. A teleport ma gigantyczną wielkość, bo ciągnie się aż do Nowolipek.
Jedziemy w stronę Anielewicza. Po drodze mijamy pomnik żołnierza 1 Armii Wojska Polskiego. Odsłonięto go 12. października 1963 roku, w 20. rocznicę bitwy pod Lenino. Autorem jest Xawery Dunikowski. Na cokole widać daty i nazwy miast szlaku bojowego 1. Armii. Piotrkowi się wydaje, że nigdy nie widział tego pomnika, ale to przecież niemożliwe.
Droga dla rowerów przecina Anielewicza i elegancko prowadzi do Stawek. Kiedyś wzdłuż Andersa jechało się przez parkingi.
Dawniej droga dla rowerów prowadziła jedynie po wschodniej stronie ulicy, teraz jest po obu stronach wiaduktu przy dworcu Gdańskim. A przejazd przecinający ulicę Alka Dawidowskiego jest bardzo elegancki.
Za ulicą generała Zajączka droga dla rowerów niestety się kończy, a my uznajemy, że upał ma na nas wpływ. Zatrzymujemy się na kawę i w poszukiwaniu cienia.
Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie ruszamy z powrotem. Ulicą Alka Dawidowskiego zawijamy pod wiaduktem i wjeżdżamy w Bonifraterską.
Przy Hotelu IBIS jest symboliczna linia wyznaczająca granice getta. Podobne są w kilku miejscach miasta, w tym na Placu Centralnym. Z tej perspektywy widać jak wielki teren Śródmieścia Północnego obejmowało getto.
Jedziemy Bonifraterską do Placu Krasińskich.
Przy Placu Krasińskich jest skromny pomnik poświęcony kobietom Powstania Warszawskiego. Bardzo kontrastuje z ogromnym monumentem po drugiej stronie placu.
Wchodzimy do parku Krasińskich, a tam urodziny Jana z Czarnolasu, coroczne święto książki. Szwendamy się między straganami, dużo literackiego dobra. Ale upał straszny – uciekamy.
Jedziemy w stronę cmentarza żydowskiego na Okopowej. Skrótem wzdłuż muru cmentarnego dojeżdżamy do ulicy Gibalskiego.
A tam wciąż istnieje Rower od A do Z, jeden ze starszych sklepów i serwisów rowerowych w Warszawie.
Lesznem przeskakujemy do Górczewskiej.
Zatrzymuje nas tłok przy Parku Wodnym Moczydło.
Tłumy ludzi chcą zażyć ochłody.
Ale ani ludzie, ani samochody nie pomieszczą się tu dzisiaj. Limit osób został osiągnięty, nie wspominając już o parkingu — samochody stoją w kolejce do wjazdu na prawym pasie Górczewskiej.
Schładzamy się owiewającym nas wiaterkiem. Przez Park Szymańskiego przeskakujemy do Wolskiej.
A potem wracamy do Prymasa Tysiąclecia.
Kasprzaka, obok gazowni, wracamy w stronę Śródmieścia.
I jeszcze mały odskok na Dworzec Zachodni.
Motocyklowy klub, który zawsze był pośrodku niczego, jest teraz w centrum pasażerskiego ruchu.
My pniemy się na podjazd, który wydaje się nie trzymać żadnych norm dostępności dla osób z niepełnosprawnością.
Przy okazji, jest tu kolejny teleport; grzecznie wpychamy rowery po kładce.
Wędrujemy nad torami i spotyka nas niespodzianka: wjechać rowerem nie można, ale zjechać tak.
Lekko zdziwieni i mocno przegrzani wracamy do domu. Marcin na Włochy, Piotrek na Grochów.
Nie wiemy, czy spróbujemy wybrać się na wycieczkę z Muzeum Woli, kolejny termin 12. lipca.