Kilka słów o cmentarzach holenderskich kolonistów w Puszczy Kampinoskiej

Publikujemy tekst nadesłany przez czytelnika naszego bloga, będący ad vocem do wpisu o poszukiwaniu porzuconych cmentarzy.

Za pomocą Facebooka skontaktował się z nami Maciej Suski, warszawski rowerzysta. Oddajemy mu głos.

Cześć!

W nawiązaniu do Waszej relacji zatytułowanej Poszukiwacze zaginionej nekropolii piszę kilka słów o cmentarzach holenderskich kolonistów zlokalizowanych na terenie Puszczy Kampinoskiej, na które natknąłem się podczas moich rowerowych wycieczek w roku 2008.

O ich formie materialnej niech opowiedzą same zdjęcia dołączone do posta. Ja bardziej skupię się na tym co odczuwałem w okolicach tych miejsc. Miejsc bardzo odosobnionych, którymi już w pełni zawładnęła przyroda. Nitki leśnych drużek prowadzących do cmentarzyków, stopniowo - im dalej od punktów łączenia z główniejszymi drogami, tym bardziej - rozmywają się w krajobrazie, są coraz mocniej zarośnięte i wyboiste. Jechałem więc bardzo wolno co i rusz odgarniając z twarzy liczne pajęczyny rozpostarte w poprzek.

W Farmułkach wypłoszyłem z pomiędzy nagrobków stadko saren. Jeśli chodzi o Karolinów, to jedyną pozostałością po cmentarzu jest drewniany krzyż i tablica informacyjna. W krajobrazie okolic obydwu cmentarzyków - tak jak zresztą wielu miejsc położonych na terenie Puszczy Kampinoskiej - wciąż można się doszukać śladów (a może bardziej ech) ludzkiej obecności. Ech - bo nieraz bardziej się je wyczuwa niż widzi. Zarastające polany - o czasem zaskakująco "geometrycznych" kształtach - to niegdysiejsze poletka uprawne; wgłębienia wzdłuż traktów - to miejsca po chałupach; podłużne i proste jak od linijki wybrzuszenia, pojawiające się nieoczekiwanie wśród drzew, to dawne groble. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu rodziły się tutaj dzieci, kury piały, psy szczekały, a wzdłuż dróg toczyły się skrzypiąc wozy załadowane sianem...

Czułem się nieswojo - tak trochę jak bym był "obserwowany" przez coś lub kogoś. Uczucia takie są szczególnie dojmujące w miejscach pochówków - już taka jest widać ludzka natura. W Karolinowie, tuż przy resztkach cmentarzyka znajduje się krzyż z białą tabliczką upamiętniający nieszczęśnika ograbionego i zamordowanego (na tym odludziu!) w roku 2002. Sprawcy - jak wynika z napisu - nadal się cieszą wolnością - wolnością urągającą sprawiedliwości oraz uczuciom najbliższych ofiary.

Poniżej podaję współrzędne obydwu miejsc:

Pozdrawiam :)

Dziękujemy za podzielenie się swoimi odkryciami. Jeśli też takie macie, napiszcie do nas.

ten wpis na Facebooku

#NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk

Komentarze

Ostatnie wpisy

Filmiki

Czyli nasze rowerstwo w ruchu. Zapraszamy na kanał nwr.bike na YouTube

Cały wpis

Wywiad w Radio Hobby

W pewien upalny letni dzień udzieliliśmy wywiadu na żywo. Niedługo potem radio utraciło koncesję na nadawanie.

Cały wpis

Artykuły w gazetach

Byliśmy opisywani, ale też pisaliśmy.

Cały wpis