Pierwszy jesienny wypad

Długość trasy: 108 kilometrów.

Jesień przyszła, pora się ruszyć. Zdobyć Pułtusk.

Jedziemy w stronę Bródna. Jagiellońską a potem Starzyńskiego do Ronda Żaba. Wzdłuż kirkutu i cmentarza katolickiego, potem Wysockiego i Marywilską. Za Kanałem Królewskim skręcamy w Płochocińską i zaczynają na nas machać. Sami faceci; machają i machają. Zastanawiamy się, na którego z nas tak machają? I czemu tylko faceci? Sprawa wyjaśnia się gdy dojeżdżamy do Żerania. Jak co niedziela odbywa się tu giełda samochodowa i ci machający to handlarze, którzy chcą kupić samochód jeszcze przed wjazdem na giełdę. I machają nie do nas, tylko na samochody za nami. Policja też macha, ale chyba w innej sprawie niż handlarze. Nic z tego merkantylnego zamieszania nie robią sobie mewy.

Jedziemy nadal Płochocińską z biegiem Kanału w stronę Nieporętu. Po drodze mijamy podwójne rondo zastanawiając się nad inwencją drogowców.

Dojeżdżamy do Zalewu Zegrzyńskiego i zaczynamy odczuwać chłód. Niby nie jest zimno, a jednak chłodek włazi pod ubranie. Zwyczajnie jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do niższych temperatur, ale pewnie jesienna aura zafunduje nam przyspieszoną adaptację. Wchodzimy na kawę do restauracji innej niż wszystkie; jest okazała – piętrowa z windą i oddzielną toaletą dla niepełnosprawnych. Pan zamawiający jedzenie do samochodu konsultuje menu z psem. To się nazywa partnerski związek.

Przejeżdżamy most nad Narwią i przez Zegrze kierujemy się w stronę Serocka.

Nie chcemy jechać wzdłuż drogi krajowej 61 więc pakujemy się w jakieś krzaki. Ścieżka jest dość szeroka by potem, jak to zwykle bywa, zmienić się w ścieżynkę i wreszcie w ledwo widoczny ślad między krzakami. Na koniec zaś zamienia się w chaszcze zagrodzone zwalonym drzewem. Rowery dołem, my górą - tak pokonujemy przeszkodę.

Mimo wysiłku znowu lądujemy obok „krajówki”. Pojawia się niby to droga dla rowerów. Doprowadza nas do jakiejś kładki. Po drugiej stronie drogi nagle kończy się i znowu trafiamy na jakąś estakadę. Wreszcie z tego błądzenia jedziemy chwilę pod prąd zjazdem na sześćdziesiątkę jedynkę. No nudne to i nużące.

Mamy dość drogowców i ich nowych dróg bez miejsca dla ludzi na rowerach. Gdzieś, na wysokości miejsca gdzie Bug łączy się z Narwią, odbijamy w stronę miejscowości Dębinki. A potem przez Pobyłkowo Duże jedziemy do Łosewa.

Klimaty iście Mazowieckie: magiczne rzeczki i zakątki towarzyszą zapiaszczonym drogom, które pokonujemy z mozołem.

A i malowniczy sklepik się znajdzie, a potem Maryjka kamieniem otoczona i jeszcze krowa ze stoickim spokojem patrząca na świat.

I jakby mało było tych doznań, to pośrodku niczego napotykamy brukowaną drogę, Piotrek jest zdania, że przedwojenną, i na miejscowość o szczególnej nazwie. Marcinowi kojarzy się z matecznikiem znanej partii, Piotrkowi z tatecznikiem kiedyś znanego polityka z zupełnie innej opcji.

Przez Pokrzywnicę, ulicą Pułtuską, kierujemy się w stronę Pułtuska. Jesień coraz śmielej przypomina o sobie – nie tylko aurą, ale też kolorami.

Kilka kilometrów przed Pułtuskiem, chcąc nie chcąc, trafiamy znowu na krajową 61. I zaczyna się trąbienie, a nawet wygrażanie pięściami przez przedstawicieli bratniego narodu litewskiego. Wjeżdżamy do Pułtuska i kierujemy się w stronę rynku – ponoć jednego z najdłuższych w Europie.

W Pułtusku festyn patrona miasta – św. Mateusza i zabawa na całego. Wszędzie porozstawiane stragany, gra muzyka, tłumy ludzi. Można zjeść naturalną wędlinę, uwolnić książkę, popatrzeć na samochody terenowe. Są też przedstawiciele Urzędu Pracy, Lasów Państwowych i związków hodowców królików. Szczególnie króliki robią na nas wrażenie - niektóre są ogromne.

Zjeżdżamy w stronę zamku – Domu Polonii i zatrzymujemy się na przystani nad Narwią. Tu jest trochę mniej ludzi, ciszej i bardziej klimatycznie.

Początki Pułtuska sięgają XII wieku. Jednak miasto nie miało szczęścia – niemal wszystkie wojny toczone na Mazowszu przewalały się też przez Pułtusk. Zaczęli Jaćwingowie i Prusowie. Potem w XIV wieku gród spalili Litwini. Potem dołożyli się Szwedzi, Napoleon wespół z Rosjanami i Druga Wojna Światowa, która zniszczyła miasto w 85%. Jak głosi legenda, w tym miejscu wznosiła się osada zwana Tuskiem. Po wielkim pożarze i spaleniu połowy miasta, osadę zaczęto nazywać Pułtuskiem. Gdzieniegdzie widać jeszcze stare kamienice, ale o niektórych mieszkańcach Pułtuska zaświadczają tylko pomniki.

Kierujemy się w stronę Nasielska, bo stamtąd mamy pociąg do domu. Po drodze mijamy rondo tragicznie zmarłego prezydenta RP.

Droga do Nasielska dłuży się Piotrkowi – wiatr daje mu się we znaki i trochę ma już dość jazdy. Marcin dzielnie jedzie i nawet pogwizduje. Napotkany po drodze przystanek autobusowy okazuje się areną twórczości literackiej, a stacja benzynowa rezerwuarem ciekawych reklam.

W Winnicy mijamy okazały kościół św. Trójcy.

Jeszcze parę kilometrów i jesteśmy w Nasielsku. A w Nasielsku nie ma stacji, to znaczy istnieje stacja o nazwie Nasielsk, ale parę kilometrów za Nasielskim. Dworzec jest typowym przykładem brzydkiej architektury czasów minionej epoki.

Kupujemy bilety (dzisiaj tańsze, bo to dzień bez samochodu), czekamy trochę na stacji. Wreszcie wsiadamy w pociąg i do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Pułtusk #Żerań #Kanał Królewski #Zalew Zegrzyński #Serock #Bóg #Narew #Moczydło #Dom Polonii #Nasielsk

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis