Radiowo – magiczne przedmieście

Długość trasy: 44 kilometry.

Dzisiaj lajtowo. Obaj jesteśmy trochę zmęczeni tygodniową jazdą.

Z Grochowa jedziemy przez centrum do Górczewskiej. Po drodze zahaczamy o sklep Wygodny Rower. Na wystawie klasyczne holenderskie rowery: Batavus, Gazelle. Piękne, rasowe miejskie bicykle. Dostojne i duże. Chwilę się zachwycamy i dalej w drogę; my jednak wolimy bardziej turystyczne sprzęty.

Z Górczewskiej skręcamy w Powstańców Śląskich, a potem w Radiową. Przy skrzyżowaniu ulic Kaliskiego i Kutrzeby stoi pomnik Ignacego Boernera, ojca osiedla Boernerowo.

Boerner, w latach trzydziestych dwudziestego wieku minister poczt i telegrafów, zainicjował budowę osiedli łącznościowców. Domy jednorodzinne, jak na ówczesne czasy, były świetnie wyposażone: wszystkie skanalizowane i z instalacją elektryczną, a niektóre nawet z centralnym ogrzewaniem. W 1932 roku stało już ponad 50 domów; osiedle dokończono już po śmierci Boernera. Warszawa wchłonęła Boernerowo dopiero na początku lat piećdziesiątych.

W pobliżu pomnika Boernera przy ulicy Westerplatte dojeżdżamy do pętli tramwaju nr 20.

Kiedyś trasa dwudziestki prowadziła prawie wyłącznie jednym torem, pośród drzew i krzaków, zupełnie jak w jakimś zapomnianym mieście. Tramwaje przepuszczały się na licznych mijankach. Teraz po remoncie trasy i likwidacji mijanek, tor przed pętlą daje ślad wyobrażenia jak kiedyś wyglądała tutaj przejażdżka tramwajem.

Westerplatte dojeżdżamy do Grotowskiej róg Natalii, na której kiedyś była osiedlowa knajpka Natalka. Dom stoi, knajpki nie ma, na płocie straszy napis: zły pies. Za to w pobliżu, na skraju lasu, natykamy się na pomnik Powstańców Obwodu AK "Żywiciel". Ponieważ jest to czas Bożego Ciała, pomnik zasłonięty jest ołtarzem. O dziwo, podczas jazdy nie natknęliśmy się na żadną procesję.

Kręcimy po małych uliczkach i leśnych ścieżkach, a między drzewami przeziera duża otwarta przestrzeń – lotnisko Bemowo, chociaż na tablicach informacyjnych napisane jest Warszawa–Babice. Lotnisko trochę zapyziałe, ale jednocześnie intrygujące. Pierwszy raz jesteśmy tak blisko wieży kontrolnej. Co więcej, na jej parterze ulokowała się knajpka Zeppelin.

Co chwila staruje lub ląduje jakiś samolocik; generalnie jednak jest dość leniwie. Wkoło pełno tablic szkół pilotażu, ale nie wiemy czy w startujących samolotach są przyszli adepci sztuki latania. Niesamowite, jak blisko lotniska są domy mieszkalne; jedno z osiedli wydaje się wchodzić w pas startowy. Korzystając z otwartego szlabanu próbujemy wjechać na pas startowy, czym doprowadzamy do palpitacji serca pana z ochrony.

Znowu wjeżdżamy w Radiową i obok Fortu Babice wjeżdżamy do lasu. To niby tylko las miejski, ale klimaty niemal puszczańskie.

Potem ni stąd ni zowąd, wyjeżdżając z lasu, trafiamy na tabliczkę Latchorzew. Chwila konsternacji i orientujemy się, że jedziemy po pasie ziemi niczyjej między Warszawą a Blizne Jasińskiego.

Kierujemy się na najbardziej oczywisty w tej okolicy punkt orientacyjny, czyli Pałac Kultury. Fort Blizne oferuje nam znowu leśną atmosferę w postaci zarośniętej fosy, kiedyś pewnie mającej znaczenie obronne.

Po chwili wpadamy w zupełnie industrialne klimaty węzła Lazurowa i magia Radiowa zostaje zupełnie za nami.

Wycieczkę kończymy już po naszej stronie Wisły w Parku Skaryszewskim.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Boernerowo #Żywiciel #WAT #lotnisko #Babcie #Radiowa #Blizne #Latchorzew

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Niby integracja

Długość trasy: 46 kilometrów.

Marcin mówi, że odwiedzane przez nas zimą miejsca mają potencjał na letnie wypady. Piotrek na to: – Chodź, pokażę Ci jak zmienił się Targówek Przemysłowy, latem lepiej widać.

Cały wpis

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis