Bez czarnego kota
Długość trasy: 27 kilometrów.
Czy celem podróży może być pustka? A ideą przyświecającą rowerowej przejażdżce brak czegoś? Otóż tak. Patronem dzisiejszego spaceru jest pusty plac.
Zbiórka dzisiaj jest przy drodze dla rowerów na Moście Gdańskim. Widok mostu nieco zapaćkany, bo budują tu kolektor Wiślany, jak głosi napis na płocie. Na stronie Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK) można przeczytać, że kolektor, to część długiej na 9 kilometrów rury do odprowadzania ścieków. Budują ją metoda mikrotunelingu, czyli nie będzie dziur w Wisłostradzie, a w każdym razie nie za dużo. I najważniejsze, dzięki kolektorowi będzie możliwa czasowa retencja, czyli w razie burzy ścieki nie polecą do Wisły, tylko przeczekają nawałnicę i spokojnie popłyną do oczyszczalni Czajka. I jak podaje MPWIK: „inwestycja jest wynikiem m. in. obserwacji zmian klimatycznych – pozwoli na minimalizowanie ryzyka powstawania takich zjawisk jak zalewiska i podtopienia w czasie gwałtownych opadów”. Takie cuda!

Międzyparkową, Stawkami i Okopową zbliżamy się do celu podróży. Ten oto pusty plac, w okolicy ronda Babka (dla zmyłki nazwanego przez warszawskich radnych Rondo Zgrupowania AK „Radosław”) to symbol całkowitej klęski i zwycięstwa zarazem. W zasadzie to podwójnej klęski. Najpierw właściciele hotelu Czarny Kot My Warsaw Residence, bez pozwolenia, rozbudowywali przez dwadzieścia pięć lat parterowy budynek do rozmiarów siedmiopiętrowego gargamela. Potem władze Warszawy przez dwadzieścia parę lat walczyły o rozbiórkę samowoli budowlanej. Wreszcie kilka lat trwała rozbiórka tego brzydactwa. Nagle otworzył się widok na Powązkowską i kościół Karola Boromeusza. Warszawa chce sprzedać plac po hotelu i sfinansować budowę szkoły, a w miejscu Kota powstanie pewnie wielki biurowiec.




Mijamy Stare Powązki, Tatarską i trafiamy na Żoliborz Artystyczny, prestiż tu mieszkać - jak mówi Marcin. Są tu ulice Dygata, Jędrusik. Ficowskiego. Jak pisze deweloper w swoich materiałach, odbywa się tu synergia sztuki i architektury.



Mają tu też miejsca dla rowerów. Coś tu nie pykło, bo obok u-kształtnych porządnych stojaków, są też wyrwikółka.

Krasińskiego, Przasnyską, Rydygiera jedziemy w stron Placu Grunwaldzkiego. A potem do JP2 (czyli Jana Pawła Drugiego) i znowu do ronda Babka.




Dawne przemysłowe tereny zabudowują się już całkiem. To żadne zaskoczenie, że tam, gdzie kiedyś był przemysł, jest teraz zabudowa mieszkaniowa. Nawet tereny kolejowe zabudowywane są niemal do samych torów. Niemniej, jest w nas jakaś nostalgia. Może to kwestia tempa zmian?
Przy Okopowej, mniej więcej na wysokości Kolskiej, ostatnia w okolicy fabryczka, kiedyś własność Towarzystwa Akcyjnego Fabryki Garbarskiej Temler i Szwede, czeka na wyrok.

Po drugiej stronie ulicy, mural na bloku wieszczy przyszłość tych terenów. Z punktu widzenia estetycznego Piotrek woli fabryczkę.


Przed Anielewicza podjeżdżamy do serwisu i salonu Krossa. Co prawda dzisiaj niedziela, ale mamy nadzieję popatrzeć chociaż przez szybę. Ale nic z tego – szyby są czarne. To chyba jakiś nowy trend – rowerowy dark store. Czyżby dało się zamówić rower z dostawą do domu w piętnaście minut? Jadąc potem Lesznem w stronę Górczewskiej, spotykamy jeszcze jeden taki rowerowy ciemny sklep.


Elekcyjną jedziemy do Kasprzaka. Zatrzymujemy się przy Żelaznej, by popatrzeć na fabrykę Norblina. Kiedyś była to fabryka metarulgiczna, gdzie zatrudniano kilkaset osób. Pod koniec XIX wieku fabryka miała walcownię metali kolorowych, a sieć sklepów firmowych działała w Królestwie Polskim oraz w kilkunastu największych miastach Cesarstwa Rosyjskiego. Produkowano tu także użytkowe srebra, na przykład sztućce. Fabryka bardzo ucierpiała w czasie II Wojny Światowej. Po wojnie odbudowana i znacjonalizowana, działała do lat siedemdziesiątych, a potem została przeniesiona na Młociny. W budynkach był teatr, było muzeum drukarstwa. Przetrwała wystawa samochodów. A teraz jest kompleks biurowo-usługowy, kino, biobazar, restauracje. Teren dawnej fabryki jest otwarty, zachowano część zabytkowych budynków. Fabrykę można zwiedzać z mobilną aplikacja i przewodnikiem, kilkoma trasami.








Są też rowerowe akcenty. Napotkaliśmy, jeszcze nie działający, automatyczny podziemny parking rowerowy – chyba pierwszy w Polsce.


Świętokrzyską jedziemy do Nowego Światu. Przeskakujemy przez teren Uniwersytetu, Oboźną i Zajęczą zjeżdżamy nad Wisłę. Na Dynasach trwa nadbudowa zabytkowej rotundy, mają tu być „wyjątkowe apartamenty”. Mamy obawę, że to pierwszy krok ku zabudowie dawnego terenu toru kolarskiego.

Nad Wisłą machamy Warszawskiej Syrence. Ona nam też, choć myśleliśmy, że zobaczymy ja w ukraińskich barwach.

Wskakujemy jeszcze na Jazdów, by popatrzeć na remont Trasy Łazienkowskiej. Po remoncie powinno się dać wreszcie dojechać na rowerze do samego placu na Rozdrożu.


Trochę się gapimy na samochody, żegnamy się: Piotrek wraca na Grochów, Marcin na Ochotę.