Grochów i okolice

Długość trasy: 35 kilometrów.

Niektórym warszawiakom przejazd na prawy brzeg Wisły jawi się jako niebezpieczna wyprawa do innego świata. Niektórzy sądzą, że cała prawobrzeżna Warszawa to jednolity obszar o nazwie Praga. Ale są tu tak odrębne i niepodobne do siebie osiedla jak: Saska Kępa, Tarchomin, Wawer czy wreszcie Grochów.

Obaj mieszkamy na Grochowie, ale rzadko urządzamy sobie wyprawy po jego terenie; dzisiaj pora to naprawić. Zaczynamy, a jakże, od toru kolarskiego, a w zasadzie od jego smętnych resztek. Warszawa miała przed wojną tor kolarski na Dynasach na Powiślu, ale w czasie wojny został doszczętnie zniszczony. Nowe Dynasy, tor RKS Orzeł, powstały na Grochowie, przy Mińskiej, na początku lat siedemdziesiątych. O ile tor na Dynasach był drewniany, o tyle ten nowy zbudowany został z betonu. Jak na owe czasy był naprawdę nowoczesny. Dzisiaj straszy chaszczami, zdemolowaną nawierzchnią i ruinami zabudowań zaplecza. Tor zajaśniał jeszcze chwilę w 1980 roku, gdy w „Misiu” Barei zagrał Klub Tęcza. Nędzę toru szczególnie mocno widać w porównaniu z eleganckim lekkoatletycznym stadionem Orła.

Od stadionu Orła jedziemy Podskarbińską w stronę Grochowskiej. Na rogu Podskarbińskiej i Kobielskiej, obok dawnego Instytutu Weterynarii, znajdują się domy Towarzystwa Osiedli Robotniczych. Zbudowane pod koniec lat trzydziestych, zapewniały dość dobre warunki życia. Co prawda mieszkania są nieduże i składają się w większości z pokoju z kuchnią, ale za to wyposażone były w bieżącą wodę i gaz. W łącznikach między domami mieściły się pralnie i suszarnie. Jak na owe czasy osiedle miało wysoki standard i to dostępny dla robotników. Osiedle to przypomina inne robotnicze osiedle, na Kole, zbudowane wzdłuż Obozowej.

Na przeciwległym narożniku znajduje dom zwieńczony ozdobną wazą. To fragment wybudowanego w latach dwudziestych osiedla dla bezdomnych. Narożnik zajmowała administracja osiedla, pozostała część to jednopokojowe klitki ze wspólnymi łazienkami i toaletami. Ciekawe jak dzisiaj wyglądają te mieszkania? Piotrek nie wspomina zbyt dobrze tego miejsca: przed laty w domu z ozdobną wazą był na komisji wojskowej, która uznała go za zdolnego do obrony ojczyzny.

Naprzeciwko domów Towarzystwa Osiedli Robotniczych jest pięknie zagospodarowany skwer. Dzieciaki mają tu place zabaw, młodzież wielofunkcyjne boisko, lubiący odpoczynek znajdą tu mnóstwo ławek, a zwolennicy mięsiwa z rusztu mogą pogrilować wśród drzew.

Jeszcze sto lat temu w miejscu skweru znajdował się targ koński, a obok zaplecze weterynaryjne, które dało początek Instytutowi Weterynarii. Obecnie w byłym już wydziale SGGW schronienie znalazła Sinfonia Varsovia, orkiestra powstała w połowie lat osiemdziesiątych. Jej pierwszym gościnnym dyrektorem był legendarny skrzypek Yehudi Menuhin.

Na Podskarbińskiej kiedyś znajdowało się kino 1. Maj. Grochów swego czasu miał dwa kina, dzisiaj straciły swoja funkcję i pozostały tylko budynki. W jednym mieści się Ośrodek Pomocy Społecznej, w drugim sklep sieci Marcpol.

Jedziemy w stronę Terespolskiej. Na rogu Rybnej i Kamionkowskiej jest fajna naleśnikarnia otwarta 7 dni w tygodniu. Jej główną klientelę stanowią studenci i studentki Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Naleśniki dość tanie i dobre, kawa przyzwoita.

Po drugiej stronie Rybnej stoi dom z przedziwnymi wykuszami.

Nieco dalej na Grochowskiej jest sklep rowerowy i serwis Marceli. Można tam znaleźć nietypowe elementy wyposażenia roweru i usłyszeć ciekawe rowerowe historie. Jadąc do Marcelego mijamy budynek Polskich Zakładów Optycznych - fabryki precyzyjnych urządzeń optycznych, założonej przed wojną i działającej do początku lat dwutysięcznych . Dzisiaj PZO umarło. Budynki się sypią, a właściciel chce je przerobić na modne teraz lofty. Jeszcze jakiś czas temu w budynkach po PZO były pracownie młodych awangardowych artystów; teraz budynek stoi opuszczony. PZO to przykład kolejnego miejsca, które straciło bezpowrotnie swoją świetność. Niestety Warszawa pełna jest przykładów takiego marnotrawstwa.

Przeskakujemy Grochowską i wjeżdżamy na bulwar Stanisława Augusta otaczający Kanał Wystawowy. Kanał zawdzięcza swą nazwę przedwojennym terenom wystawy krajowej. Dojeżdżamy do Jeziorka Kamionkowskiego zostawiając z boku Park Skaryszewski, chyba najładniejszy, no może poza Łazienkami, park w Warszawie. Po jeziorku można popływać rowerami wodnymi. Nad jeziorkiem górują zakłady Wedla. Przy dobrych wiatrach nad całą okolicą snuje się wyraźnie wyczuwalny zapach czekolady. "Wedel się zesrał" - mówiły w takie dni grochowskie dzieciaki jeszcze pokolenie wstecz.

Jak się okazało, niektórzy pracownicy Wedla przyjeżdżają do pracy na rowerze.

Wedel już w zasadzie jest na Kamionku, który był świadkiem mnóstwa wydarzeń związanych z historią Warszawy. Przy Alei Wedla stoi pomnik poświęcony przedwojennym działaczom partii socjalistycznych i komunistycznych, walczących o prawa klasy robotniczej. Dalej, przy samych zakładach Wedla, stoi głaz upamiętniający miejsce urodzin Romana Dmowskiego. I tak kaprys historii umieścił obok siebie wspomnienie o niegdysiejszych wrogach.

Kościół na Kamionku pamięta XIII wiek. Co prawda wtedy kościół był drewniany; obecna świątynia pochodzi z lat dwudziestych XX wieku. Przy drewnianym kościółku założono cmentarz, który dotrwał do czasów potopu szwedzkiego. Do dzisiaj przykościelne mogiły są najstarszymi w Warszawie.

Nieopodal kościoła można zobaczyć ładnie odrestaurowane rogatki; w jednej z nich mieści się wedlowska pijalnia czekolady. Rogatki powstały w latach dwudziestych XIX wieku. W jednej z rogatek był posterunek carskiej policji, w drugiej pobierano opłaty za wywóz z Warszawy różnych towarów. Tu bowiem kończyło się miasto, a zaczynał trakt brzeski wiodący zgodnie z nazwą do Brześcia, wzdłuż dzisiejszej Grochowskiej i Płowieckiej. W 1916 roku, gdy Grochów przyłączono do Warszawy, w jednej z rogatek mieściła się stacja wąskotorowej kolejki jabłonowskiej kursującej z Jabłonny, przez Warszawę, do Karczewa i Starej Miłosnej.

Dalej jedziemy w stronę Dworca Wschodniego zahaczając jeszcze o wyremontowany Teatr Powszechny.

Dworzec Wschodni to taka śluza między Grochowem a Pragą (Północ). Wjeżdża się w tunel od strony Lubelskiej, a wyjeżdża na Kijowskiej po praskiej stronie. I widok zamyka najdłuższy w Warszawie blok, podobno postawiony by zakryć widok przedwojennej zabudowy.

Jedziemy wzdłuż Kijowskiej, która kończy się na trawniku, ale to nie przeszkadza tramwajowi, który przez trawę dziarsko jedzie w kierunku bazyliki na Kawęczyńskiej.

My podążamy wzdłuż torów w stronę Naczelnikowskiej. Przy Kawęczyńskiej Marcin pokazuje pięknie zadbany skwer, dość niespodziewany widok obok torów kolejowych, a potem boisko praskiego ośrodka sportu.

Dalej jedziemy Naczelnikowską i Zabraniecką by odbić w stronę torów kolejowych i dojechać do rezerwatu Olszynki Grochowskiej. Na wysokości Niesulickiej skręcamy w uliczkę, która nominalnie jest Wiatraczną; gdyby nią pojechać do końca dotarlibyśmy do samego Ronda Wiatraczna. Oczywiście uliczka nie ma żadnej tabliczki, a droga to wydeptana ścieżka poprzecinana torami kolejowymi. Wreszcie zostawiamy tory za sobą (a tak naprawdę to jesteśmy gdzieś w samym środku torów okolic stacji Olszynka Grochowska) i wyjeżdżamy na drogę wyłożoną betonowymi płytami. Jedziemy ulicami Kozia Górka i Dudziarska mijając Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, dziesiątki torów, zabudowania kolejowe i ogródki działkowe.

Dojeżdżamy do osiedla bloków socjalnych Dudziarska. Jacyś artyści pomalowali boki bloków w czarne kwadraty. Nie wiadomo, czy mieszkańcom się to spodobało - nam nie. Co prawda z drugiej strony budynków ściany pomalowano w kolorowe kwadraty, ale widać je głownie z okien przejeżdżających pociągów - widok od ulicy nie napawa optymizmem. Osiedle fizycznie odcięte jest od miasta - wokół sieć torów, blisko brak jakiejkolwiek infrastruktury, autobus dojeżdża tu od 2007 i są pory, że kursuje z częstotliwością co dwie godziny.

Dalej jedziemy Chłopickiego, mijając znowu kolejne zakłady naprawcze, i Szeroką docieramy do pomnika poświęconego bitwie na Olszynce Grochowskiej podczas Powstania Listopadowego. Wzdłuż ulicy Traczy poustawianych jest kilkadziesiąt obelisków upamiętniających dowódców, żołnierzy, poetów czasów powstania.

Na rogu Traczy i Chełmżyńskiej czeka nas miła niespodzianka - sklep i serwis rowerowy. Natykamy się też na niemiłą niespodziankę: okazuje się, że latarnie stojące wzdłuż ulicy tylko udają żeliwne.

Wracamy Traczy do Szerokiej i wjeżdżamy w las. Mgła snuje się nad rowami i można sobie wyobrazić, jak wyglądała walka na bagnety na grochowskich groblach między żołnierzami rosyjskimi i polskimi.

Wokół chaszcze i rury ciepłownicze biegnące po ziemi od elektrociepłowni Kawęczyn. Trochę drogą, gdzieniegdzie ścieżkami, docieramy do kolejnych torów i wiaduktu, który przenosi rury nad torami. Dzięki temu i my możemy przejść przez tory. Ciekawie wygląda sam wiadukt, a i widok z góry zajmujący. Wszystko w sosie industrialno-dekadenckim.

Docieramy do Makowskiej i dalej Szaserów. Te okolice przed wojną zasiedlane były przez piłsudczykowskich oficerów. To część willowa Grochowa. Grochów i prawobrzeżna Warszawa miały szczęście - w dużej mierze niezniszczone przetrwały działania wojenne. W tych okolicach można zobaczyć prawdziwą przedwojenną architekturę, tym ciekawszą, że pochodzącą głownie z lat trzydziestych XX wieku - jednego z najlepszych okresów dla polskiej myśli architektonicznej.

Dojeżdżamy do Placu 1831 roku, potem do Placu Szembeka i bazaru Szembeka. Bazar Szembeka to jeden z najciekawszych warszawskich bazarów; działa od 1944 roku. Początkowo handlowano głownie artykułami spożywczymi, dzisiaj handluje się wszystkim. Przez cały tydzień można tu spotkać kwiaciarki. Piotrek tak lubi tę okolicę, że napisał o niej tekst do przewodnika "Moje miejsce magiczne".

Kręcimy się jeszcze uliczkami wokół bazaru Szembeka i kończymy wycieczkę pod obeliskiem upamiętniającym budowę szosy brzeskiej: na rogu Grochowskiej i Podskarbińskiej.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Orzeł #Towarzystwo #Osiedli Robotniczych #Instytut Weterynarii #Sinfonia Varsovia #PZO #Wedel #Kamionek #Dudziarska #Olszynka Grochowska #Szosa Brzeska

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis