Niezobowiązująca Pięćdziesiątka - Gassy

Długość trasy: 63 kilometry.

Marcin przysłał email z tematem jak w tytule z linkiem do wydarzenia na Facebooku i z dopiskiem "może fajne?".

A tam napisane, że ludzie związani z akcją Polska na Rowery organizują przejażdżkę do Gass nad Wisłą. Nienerwową, spokojną, spacerową. Jak napisali "Niezobowiązująca - bo nie ma organizatorów, którzy coś zapewniają, nie będzie ambulansów, ani wożenia za kimś bidonów." Droga w obie strony to właśnie 50 kilometrów. Myślimy - czemu nie. Marcin chce poznać ludzi związanych z Polska na Rowery, Piotrek nie ma nic przeciw temu.

Przejeżdżamy przez Wisłę, która mocno wylała - nie ma śladu po nadbrzeżnych plażach. Spotykamy się przy kościele Bernardynów na Czerniakowskiej. Okazuje się, że jest nas dobrze ponad dwadzieścia osób. Ludzie w bardzo różnym wieku. Także dzieci w przyczepkach i w fotelikach. Tata dziewczynki w foteliku ma dobrze, córka przez całą jazdę drapie go po plecach specjalną drapaczką.

Ruszamy Bernardyńską w stronę Jeziorka Czerniakowskiego i elektrociepłowni Siekierki. Przemieszczamy się uliczkami Siekierek i Augustówki. Zero ruchu samochodowego. Świat trochę jeszcze pamiętający "Złego" Tyrmanda, ale już bardzo dużo nowych domów, nowoczesnych osiedli.

Na początku ustalamy, że Krzysiek jadący z córką w przyczepce zamyka peleton, bo jedzie najwolniej. A Bogdan jedzie na przedzie bo nie ma obciążenia i zna trasę. Jest dokładnie na odwrót. Krzysiek zasuwa na przedzie a my staramy się dotrzymać mu kroku. Peleton się rozciąga i tak już jest do samych Gass. Marcin ze względu na tempo i meandryczność trasy robi zdjęcia prawie wyłącznie nie zatrzymując roweru.

Droga kręci niemiłosiernie, nie wiemy jak Krzysiek trafia w te wszystkie uliczki. Jednak trasa łatwa, do samych Gass prowadzi utwardzonymi drogami w większości asfaltowymi.

Po minięciu oczyszczalni ścieków Południe docieramy do Wału Zawadowskiego biegnącego nad samą Wisłą. Na wysokości Wilanowa odbijamy od wału w stronę Jeziorka Powsińskiego i mijamy Królewski klub golfowy Wilanów. Potem lokalnymi dróżkami wśród pól dojeżdżamy do Kępy Okrzewskiej. Droga cały czas wije się. Na drodze co jakiś czas mijamy rowerzystów szosowych, którzy najwyraźniej urządzają sobie przejażdżki dobrej jakości drogami. Z jednej strony te okolice to klasyczna wieś, traktory na drodze, wkoło uprawne pola, a z drugiej tylko kilkanaście kilometrów do Warszawy i wypasione wille.

Potem przez Okrzeszyn i Obórki znowu docieramy do Wału Zawadowskiego. Chwilę jedziemy wzdłuż Wisły i znowu odbijamy, tym razem w stronę Opaczy. Potem przez Habdzin, Łęg, Czernidła już prosto do samych Gass. Po drodze mijamy jeszcze lądowisko do helikopterów, zdaje się, że służące głównie zamożnym mieszkańcom Konstancina.

W Gassach cała wycieczka zaopatruje się w produkty na piknik. Wiejski sklepik chyba dawno nie przeżywał takiego oblężenia. Popas robimy sobie nad samą Wisłą, jak się okazuje na skraju rezerwatu przyrody. To zadziwiające, że dwadzieścia kilka kilometrów od Warszawy można trafić na tereny chronione i w dodatku bardzo piękne.

Leżymy, gadamy, pojadamy. Niektóre dziewczyny próbują się nawet opalać. Pod drzewem trafiamy na rower, który najwyraźniej ktoś porzucił, a Wisła zaopiekowała się nim na swój sposób. Chyba rzeka była w tej okolicy dość wysoko.

Wypoczęci i trochę rozleniwieni ruszamy do domu. Żegnamy się z wycieczką - oni wracają do Warszawy przez Konstancin, a my ruszamy najkrótszą drogą wzdłuż Wisły. Jeszcze dwie dziewczyny decydują się na powrót Wałem Zawadowskim. Wracając mijamy jeszcze kolejny rezerwat: Wyspy Zawadowskie, kolejne piękne miejsce i docieramy w okolice Mostu Siekierkowskiego. Nagle Marcin za sobą słyszy krzyk i szuranie - Piotrek wywalił się na śliskiej trawie wału, ale bez większych konsekwencji. Przez Most Siekierkowski dojeżdżamy na Saską Kępę. Pijemy kawkę w bistro Mamma Mia na Berezyńskiej i wracamy do domu. Dla nas Niezobowiązująca Pięćdziesiątka skończyła się niezobowiązującym wynikiem 63 kilometrów.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Polska na rowery #Jeziorko Czerniakowskie #Siekierki #Cibor #Zmiana Organizacji Ruchu #Wał Zawadowski #Wilanów #Konstancin #Łęgi #Okrzeszyn

Komentarze

Ostatnie wpisy

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis

Niekontrolowana rekreacja

Długość trasy: 30 kilometrów.

Zaraza trwa. Jednak władza poluzowała – wolno nam poszaleć. Zatem delikatnie się rozprężamy.

Cały wpis