Kross Warsaw, czyli wycieczka na małym rowerku

Długość trasy: 38 kilometrów.

Ostatnimi czasy Piotrek sporo pracuje poza Warszawą. Szczególnie dużo czasu spędza w Kaliszu. Dużo wyjazdów przekłada się na mniej czasu na jazdę na rowerze. Jedynym wyjściem stało się kupienie roweru, który można by zapakować do samochodu i zabierać na wyjazdy. I tak Piotrek stał się posiadaczem Krossa Flex.

Wybieramy się na objazd roweru. Przez Most Poniatowskiego ruszamy na drugą stronę Wisły. Słoneczko dopiero pnie się ku górze, pięknie barwiąc niebo.

Skrótem obok Liceum Zamoyskiego dojeżdżamy do ulicy Kopernika. A tam na skrzyżowaniu z Tamką wyrosło rondko, które powinno ułatwić jazdę także rowerzystom. Na pobliskim skrzyżowaniu Świętokrzyskiej i Nowego Światu ma także powstać rondo. To wartość dodana prac związanych z budową metra.

Piotrek początkowo ma kłopot z jazdą na składaku. Przyzwyczajony jest do innej pozycji na rowerze – na co dzień jeździ na góralu. W Krossie kierownica jest wyżej, rower jest krótszy, trudniej się przyspiesza.

Jedziemy przez Plac Krasińskich w stronę Żoliborza. Wjeżdżamy na wiadukt obok Dworca Gdańskiego i skręcamy w Zajączka.

Na Śmiałej zatrzymuje nas ciekawa willa, w której mieści się galeria autorska i Teatr Well Art Bogny Lewtak-Baczyńskiej.

W na tyłach Mierosławskiego plac zabaw ciekawie kontrastuje z forteczną architekturą Cytadeli. Przez takie sąsiedztwo wojskowe zabudowania straciły swój militarny charakter.

Kaniowską przecinamy Krasińskiego i kręcimy się na tyłach placu Wilsona. Dziennikarski Żoliborz pełen jest urokliwych willi.

W tle, przy Mickiewicza, widać Szklany Dom - modernistyczne dzieło zaprojektowane przez Juliusza Żórawskiego.Na dachu domu zorganizowano przyjęcie dla Pablo Picassa podczas jego wizyty w 1948 roku.

Kross Flex jest składakiem, ma małe kółeczka i wygląda trochę jak rowerek dziecięcy. Po płaskim jedzie się nieźle, ale nawet na niewielkich podjazdach Piotrek musi się sporo natrudzić. Rower nadaje się tylko do miejskiej jazdy. Jednak mimo swoich wad, ma też wiele zalet. Przede wszystkim składa się i mieści się w bagażniku. Poza tym jest zwrotny i lekki.

Mickiewicza zjeżdżamy na Marymont. Przy Cząstkowej ciekawie prezentuje się Biker Studio, które reklamuje się jako kolorowe ostre koło.

Kręcimy się trochę po Marymoncie. Przy Lektykarskiej Polski Związek Jeździecki straszy końmi.

Przy Gdańskiej zatrzymujemy się przy kościele pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski. Kościółek stoi na wzgórzu, od którego wzięła nazwę cała okolica. Marymont czyli wzgórze Marii. Pierwotnie dzisiejszy kościół przy ulicy Gdańskiej był przeznaczony na letnią rezydencję królowej Marii Kazimiery. Jan III Sobieski, z myślą o żonie, kupił folwark gdzie zbudowano pałacyk, nazwany Marymontem.W pałacyku urządzono kaplicę, która przetrwała do 1864 roku, kiedy to wszystkie budynki dołączono do obiektów Cytadeli. Na murach kościoła umieszczono patriotyczne tablice.

Naszą uwagę zwróciły poręcze na kościelnych schodach – najwyraźniej zrobione z kanalizacyjnych, stalowych rur.

Do dzisiaj ze wzgórza rozciąga się ładna panorama.

Wracamy w stronę placu Wilsona. Wpadamy na kawę do Klubu Podróżnika, który mieści na parterze Hostelu Wilson przy Felińskiego. Marcin był w tym klubie na spotkaniu z Zosią i Jackiem z United Cyclists.

Przy placu Wilsona stoi składak, może trochę mniej zaawansowany technicznie od roweru Piotrka. Jest „przypięty” do stojaka przeciętą linką.

Mickiewicza i Andersa jedziemy do placu Bakowego. Potem Senatorską i Nowym Przejazdem kierujemy się na Most Śląsko-Dąbrowski. Za Wisłą skręcamy obok Szpitala Praskiego i wjeżdżamy w Kępną.

A tam pan wyprowadza na spacer gęś. Po chwili okazuje się, że to nie spacer tylko, godne podziwu, zabiegi chroniące gęś przed wpadnięciem pod przejeżdżające samochody. Piotrek dzwoni do Eko Patrolu Straży Miejskiej. Pan strażnik najpierw pyta czy gęś jest ranna, i gdy słyszy, że nie, odmawia przysłania patrolu. Po namowach Piotrka jednak przyjmuje zgłoszenie. My nie czekamy na efekt telefonu i zostawiamy gęś pod opieką lokalnej ludności.

Dojeżdżamy do Zamoyskiego, a stamtąd już prosta droga do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Flex #Teatr Well Art #Dziennikarski Żoliborz #Cytadela #Szklany Dom #Żórawski #Marymont #Baker Studio #United Cyclists

Komentarze

Ostatnie wpisy

Niby integracja

Długość trasy: 46 kilometrów.

Marcin mówi, że odwiedzane przez nas zimą miejsca mają potencjał na letnie wypady. Piotrek na to: – Chodź, pokażę Ci jak zmienił się Targówek Przemysłowy, latem lepiej widać.

Cały wpis

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis