Wojna i Wolność. Warszawskie forty

Długość trasy: 55 kilometrów.

Sztuka wojenna splata się ze swobodą tworzenia. Artyzm staje się politycznym i społecznym przesłaniem. A rower jest wehikułem do przemieszczania się w czasie i przestrzeni.

Zima nam ostatnio dopiekła. Planujemy więc trasę po mieście by mieć szansę na szybkie i łatwe znalezienie miejsca do ogrzania się.

Ruszamy Grenadierów i Poligonową w stronę Balatonu. Omijamy jeziorko, dojeżdżamy do Fieldorfa, potem do Wału Miedzeszyńskiego i jesteśmy na Moście Siekierkowskim. Jest znacznie sympatyczniej niż ostatnio, można nawet uznać, że aura jest rowerowa: mało wieje i jest ciepło jak na zimę.

Przejeżdżamy przez Wisłę, mijamy Czerniakowską i wjeżdżamy w Idzikowskiego. Natrafiamy na nasz pierwszy cel podróży: Fort Piłsudskiego. Vis á vis działek, za niepozorną bramą z blachy falistej kryje się część fortyfikacji Twierdzy Warszawa. Rosjanie wznosili te fortyfikacje na dużą skalę w XIX wieku, między innymi jako narzędzie dominacji nad zbuntowanym narodem polskim. Poza Twierdzą budowano także system fortyfikacji wokół Warszawy: część oglądaliśmy przy okazji wycieczek do ModlinaRadzymina, część w samej Warszawie.

Fort od strony ulicy Idzikowskiego jest praktycznie niewidoczny; obaj wielokrotnie przejeżdżaliśmy obok fortu i nigdy nie zwróciliśmy na niego uwagi. To zresztą nie ostatnie nasze dzisiejsze zdziwienie. Najlepiej fort widać na mapie, gdzie pojawia się fosa i charakterystyczny kształt misy z jednym, centralnie umieszczonym wejściem.

Wjeżdżamy na tyły fortu od strony Imielińskiej. Tu pośród domków jednorodzinnych fosa wygląda jak strumyk. Sielska atmosfera osiedlowej uliczki kontrastuje z murami militarnej budowli.

U podnóża Królikarni jedziemy Piaseczyńską i Konduktorską do Dolnej. Wspinamy się Dolną w stronę Puławskiej. Dolna jest malowniczo położona na wiślanej skarpie, ale to nie rekompensuje Piotrkowi wysiłku, jaki wkłada w podjeżdżanie stromą ulicą. Oczywiście miło jest spojrzeć ze szczytu Dolnej w dół, ale jednak trzeba się na nią wdrapać.

Do Alej Niepodległości jedziemy Racławicką, potem Dąbrowskiego dojeżdżamy do Lipskiego. Uliczka na rogu z Wiktorską kończy się malowniczą bramą.

Wjeżdżamy między domy i Racławicką przecinamy Wołoską. Na wysokości Maratońskiej są pozostałości Fortu Mokotów. Tu również zachował się charakterystyczny kształt fortyfikacji, tym razem odwzorowany w układzie okolicznych ulic. Na terenie byłego fortu bałagan i śmietnisko. Widać, że nikt nie ma pomysłu na zagospodarowanie tego miejsca. Jest tu kilka zakładów usługowych, ale wszystko wygląda nieciekawie.

Kręcimy się wokół fortu po okolicznych uliczkach i na Miłobędzkiej wpada nam w oko ciekawy budynek. „Plomba” jest wciśnięta między dwa budynki i widzimy tylko jej front. Budynek ma zwartą formę, minimalistyczną wręcz. Wystające cegły trochę nawiązują do pobliskiego fortu. Całość jest oszczędna, jednak bardzo przyciąga wzrok. Ciekawe, jak zaprojektowano ten budynek wewnątrz?

Wyjeżdżamy na Racławicką i jedziemy w stronę Żwirki i Wigury. Po drodze mijamy Marinę, współczesne osiedle broniące się przed ludźmi jak XIX-wieczny fort. W sposobie zagospodarowania otoczenia domów widać jeszcze układ Fortu Mokotów.

Mijamy Żwirki i Wigury i Mołdawską, dojeżdżamy do Grzeszczyka i Parku Forty Korotyńskiego. Tu kształt forteczny zachował się jedynie w układzie wałów międzyfortowych, które harmonijnie zostały włączone w założenie parkowe.

Korotyńskiego przejeżdżamy na drugą stronę Grójeckiej i przez Park Szczęśliwicki dojeżdżamy do Śmigłowca. I tu kolejne zadziwienie tego dnia, w połowie Śmigłowca jest dróżka prowadząca prosto do Fortu Szczęśliwice. Na mapie znowu widać znajomy kształt misy-czapy. W tym forcie znowu mamy obraz nędzy i rozpaczy. Miejsce służy za noclegownię dla bezdomnych. Kiedyś - widać, że niedawno - było jakimś biurem, sądząc po wystroju wnętrz. Znajdujemy elementy pseudo sztuki i całkiem formalne druki asygnat. Po wdrapaniu się na szczyt fortu widać pobliskie Aleje Jerozolimskie.

Zostawiamy fort za sobą i wjeżdżamy w Aleje Jerozolimskie. Na rogu z Prymasa Tysiąclecia jakiś zakapturzony młody człowiek trenuje żonglerkę. Nie wiemy czy dla sportu, czy dla pieniędzy.

Drogą dla rowerów jedziemy wzdłuż Prymasa w stronę Powązek. Między Kasprzaka a Wolską, zaraz za Rondem (Wolnego) Tybetu, napotykamy galerię sztuki na świeżym powietrzu. Na podporach estakady jest mnóstwo malowideł związanych z walką o wolny Tybet. Niektóre murale są zaskakująco dobre, inne tylko poprawne.

Przy skrzyżowaniu z Kasprzaka też galeria sztuki zaangażowanej; tym razem tematem są stereotypy związane z ludźmi poruszającymi się na wózkach inwalidzkich.

Przy skrzyżowaniu z Górczewską kolejna galeria, tym razem to ściana dedykowana akcjom Amnesty International. Grafitti zachęcają do wzięcia udziału w akcji pisania listów w obronie ludzi uwięzionych: od działacza białoruskiej opozycji, poprzez więźnia w Guantanamo, aż po członkinie kapeli Pussy Riot. Wola wyraźnie ma szczęście do sztuki tworzonej z przesłaniem społecznym. Ma na swoim terenie swoistą galerię wolności.

Jedziemy nadal wzdłuż Prymasa, mijając bazar na stadionie Olimpii. Mimo święta ruch duży jak w każdą niedzielę.

Okazuje się jednak, że Święto Objawienia Pańskiego skutecznie pozamykało kawiarnie i nie ma gdzie napić się kawy.

Wjeżdżamy nad tory kolejowe i Obozową, dalej drogą obok Lasku na Kole i widzimy kolejny cel wycieczki: Forty Bema. Z kładki nad Trasą Toruńską widać jaki to gigantyczny teren: rozpina się między trasą ekspresową S-8, Powązkowską, Obrońców Tobruku, Księcia Bolesława. Widać też niestety, że mocno zaniedbany.

Forty Bema, a właściwe Fort Parysów powstał pod koniec XIX wieku. W latach dwudziestych ubiegłego wieku była tam fabryka amunicji. Teraz teren w części należy do Legii Warszawa, a w części do Dzielnicy Bemowo.

Legia ma tu swoją sekcję bokserską i ciężarową. Jednak widać, że brak tu prawdziwego gospodarza.

Teren jest mocno zaniedbany, chociaż widać wspomnienia świetności. Obok typowo fortecznej zabudowy widać też budynki, które mogły w przeszłości być zapleczem fabryki lub budynkami mieszkaniowymi. Dosłownie kilka budynków jest wyremontowanych, ale lwia część straszy oczodołami okien lub kratami. Natrafiamy też na dzieła sztuki, jednak kompletnie niewyeksponowane.

W pewnej chwili czujemy zapach pieczonego jedzenia. Nad kilkoma cegłami unosi się smużka dymu. Okazuje się, że w dziurze w ziemi zakamuflowany jest grill i coś się na nim pichci. Za chwilę pojawili się właściciele jedzonka. Wydaje się, ze teren fortu jest też schroniskiem dla ludzi bezdomnych.

Znajdujemy też akcent rowerowy, ale wygląd tablicy i budynku sugerują, że Towarzystwo raczej nie jest aktywne.

Na budynku będącym siedzibą Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów wisi groźna tablica z zakazem przechodzenia. Ale jak widać i ten gospodarz zaniechał jakichkolwiek prac.

W jednym z fortów odkrywamy wspaniałą galerię sztuki. To projekt 40/40, wspólne przedsięwzięcie Urzędu Dzielnicy Bemowo i Fundacji Sztuki Zewnętrznej, realizowane dzięki przychylności Stołecznego Konserwatora Zabytków.

Wnętrze fortu zostało oddane w ręce artystów zajmujących się grafitti. Niektóre prace są genialne. Wszystkie mają wielki rozmach. A sama lokalizacja przywodzi na myśl sztukę więźniów w kazamatach i jednocześnie naskalne malowidła naszych przodków. Galeria jest czynna całą dobę i działa cały rok. A sztuka jest szalenie ulotna, bo narażona na niszczenie jej, czy choćby zmienianie.

Teren fortów jest wspaniałym miejscem do rekreacji i spacerów. Część fortów została zagospodarowana przez Dzielnicę Bemowo jako park. Są w nim place zabaw, park linowy, alejki do biegania.

Forty opuszczamy z mieszanymi uczuciami. Budowla poraża wielkością, a teraz jest u schyłku. Wokół zagospodarowany teren, a same forty mocno zaniedbane. I jakoś żal potencjału, jaki tu drzemie.

Wyjeżdżamy na ulicę Obrońców Tobruku, potem Powązkowską i Krasińskiego jedziemy do placu Wilsona. Tu czeka na nas ostatni dzisiaj fort: Fort Sokolnickiego. To jedyny zagospodarowany w pełni teren. Władze Dzielnicy Żoliborz zrewitalizowały fort i park. Jest teraz pięknie, miejsce żyje, odbywają się tu liczne imprezy.

Na placu Wilsona siadamy na kawkę i ciacho. Od niedawna plac ma wreszcie kawiarniane życie, zamiast wszechobecnych kiedyś banków. I w dodatku dwie kawiarnie otwarte są nawet w Trzech Króli.

Posileni ruszamy w stronę domu. Jedziemy Mickiewicza, Andersa, przez plac Bankowy i Most Śląsko-Dąbrowski. Potem przeskok uliczkami obok praskiej katedry, Zamoyskiego, Grochowską i do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Twierdza Warszawa #Fort Piłsudskiego #Mokotów #Fort Szczęśliwicki #Tybet #Fundacja Aktywnej Rehabilitacji #Pussy Riot #Olimpia #Forty Bema

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis