Łochów, nie Wyszków

Długość trasy: 87 kilometrów.

Piaszczysty cross, szusująca sarna i sypiący się dworzec.

Planujemy wyjazd do Wyszkowa, skąd wracać chcemy pociągiem. Jednak okazuje się, że powrót pociągiem (plus komunikacja zastępcza autobusem) zajmuje ponad dwie godziny. Szukamy w pobliżu innej stacji i wybór pada na Łochów.

Najpierw trzeba przebić się z Grochowa na Targówek. Wybieramy przejazd Wiatraczną przez tory. Trzeba trochę kluczyć między nitkami torowisk i kierować się w kierunku Zabranieckiej.

Przecinamy jakiś fragment Makowskiej a potem Koziej Górki. Chwilę znowu jedziemy Wiatraczną i docieramy do Zabranieckiej. Z Zabranieckiej skręcamy w Księcia Ziemowita i potem jedziemy jej przedłużeniem - Swojską. Dalej Janowiecką i Warszawską wjeżdżamy do Ząbek. Droga podmiejsko-ogródkowo-działkowa. Już w Ząbkach podążamy Piłsudskiego, 3. maja i Wyzwolenia. Tu dla odmiany królują wille, niektóre całkiem okazałe. Przy Langiewicza napotykamy budowę Willi Arkada, która ma być wkomponowana w nowoczesny kompleks budynków. Jednak na budowie chyba nic się nie dzieje – całość wygląda na opuszczoną.

Następnie księdza Skorupki i drogą nr 634 jedziemy w stronę Zielonki. Potem jedziemy Chopina, Kopernika i Leśną. Zaskakuje nas miejski szlak rowerowy wydzielony na ulicy.

Lipową i Wolności dojeżdżamy do Długiej, potem znowu Piłsudskiego (tym razem w Markach) i drogą numer 631 jedziemy w stronę Jeziora Czarnego. Skręcamy w lewo, w las w poszukiwaniu jeziora. Po chwili widać taflę wody prawie w całości porośniętą trzcinami.

Na piasku,na brzegu jeziora widać ślady butów prowadzące do wody. Martwi nas, że nie widzimy takich samych śladów prowadzących w drugą stronę.

Potem ulicami Wesołą i Główną jedzie w stronę Ceglanej. Napotykamy czerwony szlak rowerowyz napisem cross. Trochę nim jedziemy, ale nie bardzo wiemy dokąd dokładnie prowadzi.

Brniemy przez mazowieckie piaski, wspinamy się na wydmy spotkając co jakiś czas oznaczenia szlaku. Potem jedziemy Kręta, Dużą, Górską i Wydmową.

W pobliżu drogi 631 napotykamy AKowski grób z czasów drugiej wojny światowej.

Drogą 631 jedziemy w stronę Nadmy. W pobliżu drogi E 67 docieramy do miejsca postojowego na terenie Nadleśnictwa Drewnica i rezerwatu przyrody "Łęgi Czarnej Strugi".

Potem Ceglaną, Pólko i Kozią Górą jedziemy w stronę Nowego Janikowa. Następnie przez Helenów i Rzyska jedziemy w stronę Starego Kraszewa. Za Starym Kraszewem mijamy zabudowania przepompowni paliw, a na bocznicy znajdujemy dwie lokomotywy firmy paliwowej. Stoją trochę jakby porzucone. Piotrek wdrapuje się na jedną z nich, ale w środku nikogo nie ma.

Ruszamy wzdłuż torów; na wysokości Michałowa zaczyna się gehenna. Jedziemy, a w zasadzie grzęźniemy na piaszczystej ścieżce. Nie przypuszczaliśmy, że będziemy pchać sprawne rowery. Męczymy się tak kilka kilometrów. Drogę umilają piękne widoki.

Na polu widzimy biegnącą sarnę. Biegnie z gracją i znika pośród drzew.

Dalej wzdłuż torów, przez Rasztów i Orzesznik dojeżdżamy do Kruszy. Potem do Wólki Kozłowskiej, Mokrej Wsi i Jadowa. W Jadowie próbujemy napić się kawy, ale są tylko lody.

Z Jadowa drogą nr 50 jedziemy do Łochowa. W Łochowie sypiący się dworzec pamięta lepsze czasy. A i miejscowość nie wygląda na zbyt ruchliwą.

Wsiadamy w pociąg i po półtorej godziny jesteśmy na Wileńskiej.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Kozia Górka #Ząbki #Zielonka #Jezioro Czarne #Nadma #Czarna Struga #Jadów #Wólka Kozłowska

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Niby integracja

Długość trasy: 46 kilometrów.

Marcin mówi, że odwiedzane przez nas zimą miejsca mają potencjał na letnie wypady. Piotrek na to: – Chodź, pokażę Ci jak zmienił się Targówek Przemysłowy, latem lepiej widać.

Cały wpis

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis