Łomianki z pętelką

Długość trasy: 87 kilometów.

Dzisiejszy pomysł na trasę podrzuca Marcin. Jak mówi trasa baaaardzo orientacyjna.

W czasie jazdy okazuje się, że orientacyjność trasy polega na jeździe w kierunku północnym i gdzieś w okolice Kampinosu. Z tym, że Marcin trasę jasno widzi do Łomianek, a potem się zobaczy.

Ruszamy zatem w stronę Mostu Gdańskiego, podziwiając przy okazji nowy łącznik umożliwiający jazdę tam, gdzie wcześniej był przejazd przez trawnik.

Z mostu zjeżdżamy na rowerostradę (rowerową trasę szybkiego ruchu) i jedziemy w stronę Centrum Olimpijskiego. Po drodze mijamy Roberta Kubicę, który zatrudnił się przy pilnowaniu stacji paliw. Rowerostrada ma piękną asfaltową nawierzchnię. Po remoncie nabrzeży Wisły trasa stanie się częścią drogi dla rowerów łączącą dzielnice północne z południowymi.

Zbliżamy się do Mostu Grota. Wieść gminna niesie, że wreszcie na moście będą drogi dla rowerów. Elementy budowanych konstrukcji wydają się to potwierdzać. Piotrek trzy razy w życiu zaryzykował jazdę przez Grota – dwa razy był bliski rozjechania przez szarżujące samochody.

Jadąc nadal wzdłuż Wisły osiągamy Most Północny oficjalnie zwany Mostem Marii Skłodowskiej-Curie. Omijamy łukiem budowę najdłuższej w Polsce podrzecznej rury i po chwili odbijamy w Papirusów, w stronę Parku Młocińskiego. Przejeżdżamy przez park, o tej porze pustawy, z kilkoma dzielnymi joggerami – i już Buraków.

Warszawską docieramy do centrum Łomianek. Zastanawiamy się czy nie wziąć udziału w rajdzie rowerowym, jednak okazuje się, że rajd jechał wczoraj. Przez chwilę podziwiamy bohaterów minionej dobranocki i jedziemy dalej.

Przy końcu Warszawskiej zatrzymują nas posągi z Wyspy Wielkanocnej.

W Łomiankach nie ma zbyt wielu zachęt dla rowerzystów. Droga dla rowerów potrafi kończyć się krawężnikiem, a i wybór kierunków jest ograniczony.

Piotrek testuje nową torebkę na telefon. Ma ułatwiać nawigację w czasie jazdy, chronić telefon przed deszczem; ma także miejsce na zewnętrzny akumulator doładowujący telefon. Na razie wiadomo, że przy ostrym słońcu ekranu nie widać; może wieczorem torebka będzie się przydawała bardziej.

Warszawska wyprowadza nas na Kolejową, czyli drogę nr 7, znaną wszystkim zmotoryzowanym wielbicielom wakacji nad polskim morzem. Zwykle nie jeździmy obok tak ruchliwych tras, tym razem ryzykujemy. Nie my jedni, choć to raczej przedstawicielka lokalesów.

Zachwyca nas Stylowe Wnętrze. Jeśli tak wygląda otoczenie, to w jakim stylu jest wnętrze?

Twardo jedziemy wzdłuż siódemki, raz po lewej stronie, raz po prawej. Za Czosnowem skręcamy w stronę Dębiny i generalnie Kampinosu.

Potem dojeżdżamy do drogi 579 i do Czeczotek. I tu lokalna ludność używa rowerów.

Tradycyjnie zaczyna się też festiwal nazw.

Przejeżdżamy przez Janów-Mikołajówkę i Dobrzyń i kierujemy się z powrotem w stronę Łomianek. Dla odmiany w tych okolicach ludność porusza się za pomocą letniej wersji nart biegowych. Przecinamy siódemkę i jesteśmy w Cząstkowie Polskim.

Gdzieś w okolicach Dziekanowa Polskiego odnajdujemy niezwykle oryginalny obiekt gastronomiczny. To protoplasta tak teraz popularnych food truck'ów.

Do Łomianek wjeżdżamy Rolniczą, potem znowu jedziemy przez Park Młociński i jadąc w górę Wisły znowu jesteśmy przy Moście Gdańskim. Chwila jazdy Jagiellońską, Grochowską i jesteśmy na Grochowie.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Centrum Olimpijskie #Łomianki #Czosnów #Dziekanów Polski #Park Młociński

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Niby integracja

Długość trasy: 46 kilometrów.

Marcin mówi, że odwiedzane przez nas zimą miejsca mają potencjał na letnie wypady. Piotrek na to: – Chodź, pokażę Ci jak zmienił się Targówek Przemysłowy, latem lepiej widać.

Cały wpis

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis