Olenderskim szlakiem po Warszawie

Długość trasy: 63 kilometry.

Ponad rok temu penetrowaliśmy okolice Sochaczewa w poszukiwaniu śladów Holenderskiego osadnictwa. W kwietniowej Gazecie Stołecznej Piotrek przeczytał artykuł o olenderskich osadnikach w Warszawie. Zainspirowani artykułem postanowiliśmy sprawdzić, co nam zostało po Olendrach.

Wiedzieliśmy już, że mazowieckie wierzby posadzili nam Holendrzy. Jednak w artykule padały nazwy i adresy konkretnych miejsc.

Ruszamy do Dworca Wschodniego, tradycyjną już trasą: Stanisławowska, Chodakowska, Żupnicza. Dworzec pięknieje podczas remontu. A przed dworcem, prawie ukończony, stoi dworzec autobusowy - chyba zarazem pętla miejskich autobusów i dworzec PKS. Elegancko zadaszony, ze stojakami na rowery i siecią dróg rowerowych wokół.

Całkiem przypadkiem wjeżdżamy na podwórko obok dworca. Okazuje się, że to zadbane podwórko ciągnie się całkiem długo wzdłuż Skaryszewskiej i wychodzi na zapomniany fragment ulicy Lubelskiej. W jednym z budynków siedzibę ma Straż Miejska, więc strażnicy mają codziennie okazję cieszyć swoje oczy zadbaną przedwojenną architekturą.

Skaryszewską jedziemy do Targowej i korzystając z dość wczesnej pory jedziemy ulicą. Jest w miarę pusto i uliczna jazda nie grozi nam utratą zdrowia. Jednak jakiś autobusiarz trąbi na nas i coś pokrzykuje, ale nie dajemy sobie popsuć humoru.

Dalej Jagiellońską jedziemy w stronę Ronda Starzyńskiego. Na Jagiellońskiej "podziwiamy" drogową myśl techniczną - seria dróg rowerowych, które jak okresowe rzeki w Australii: to pojawiają się, to znikają.

Wzdłuż Starzyńskiego dojeżdżamy do Ronda Żaba. Potem Odrowąża i Wysockiego osiągamy Bartniczą i Rembielińską. Przeskakujemy Toruńską i Białołęcką, jedziemy w stronę Kanału Królewskiego.

Białołęka w tych okolicach zachowała wiejski charakter, sporo tu pól i pojedynczych domów.

Jedziemy z biegiem kanału i skręcamy w ulicę Kobiałka, potem w ulicę Ruskowy Bród - szukamy holenderskiego cmentarza. Na skrzyżowaniu z Mańkowską znajdujemy nowy, całkiem ładny plac zabaw.

Ale gdzie jest cmentarz? Kręcimy się po placu. Nagle Marcin potyka się o kawałek betonowej belki. Okazuje się, że to resztki cmentarza (na poniższym zdjęciu krzaki po prawej stronie).

Mogiły są zdewastowane, wszystko zarośnięte krzakami, obraz totalnego zniszczenia. Straszny widok, kontrastujący z dobrze utrzymanym placem zabaw. Czujemy się bardzo dziwnie. Jak można zadbać o plac zabaw i jednocześnie kompletnie zlekceważyć mogiły, znajdujące się o metr od urządzeń do zabawy?

A mogłoby to być świetne miejsce nauki o białołęckim osadnictwie.

Następnym olenderskim celem jest dom na terenie Tarchomina. Wracamy do Kobiałki, przecinamy Kanał i jedziemy wzdłuż Płochocińskiej.

Skręcamy w Szamocin, potem Wałuszewską i Bohaterów dojeżdżamy do stacji Warszawa Płudy.

Piotrek pamięta jeszcze zapyziałą stacyjkę i przejazd ze szlabanem; teraz rośnie tu elegancki wiadukt.

Dalej Klasyków przecinamy Modlińską, Aniceńską na chwilę wjeżdżamy w miły zagajnik i Milenijną dojeżdżamy do Światowida. Potem Mehoffera, Nowodworską, Odkrytą i jakąś uliczką bez nazwy wjeżdżamy na wał przeciwpowodziowy. Na wysokości Sprawnej widać "Chatę Trapera" w starej chałupie. To chyba w zasadzie ogródek piwny, ale za to urokliwe położony.

Dojeżdżamy do ulicy Kępa Tarchomińska, naszego następnego celu. Tu na pagórku stoi olenderskie domostwo. Już wiemy, że ten pagórek to terpa, usypany specjalnie aby chronić gospodarstwo podczas powodzi. Wisła płynie tu bardzo blisko, a pewnie w czasie stawiania domu nie było jeszcze wału przeciwpowodziowego. Dom jest ładnie zachowany, co jest miłą odmianą po zdewastowanym cmentarzu.

Nasz następny cel to dom na Saskiej Kępie, też wzniesiony na terpie. Saska Kępa to też w dużej mierze zasługa Olendrów. To oni ją osuszali i meliorowali.

Jedziemy szczytem wału w stronę Żerania. Po drodze mijamy Wyższe Seminarium Duchowne i domek gdzie pomieszkiwał Kardynał Wyszyński gdy odwiedzał seminarium.

Dalej przemykamy się pod przęsłami mostu Marii Skłodowskiej-Curie.

Za mostem natrafiamy na lekko apokaliptyczny krajobraz. To składowisko popioło-żużla - efekt pracy elektrociepłowni Żerań.

Przebijamy się przez przeorane wielotonowymi ciężarówkami pole i w cieniu rurociągów wjeżdżamy w Zarzeczną.

Zarzeczną dojeżdżamy do Modlińskiej, na wysokości Mostu Grota zjeżdżamy nad Wisłę na ścieżkę rekreacyjną.W górę Wisły jedziemy do Wału Miedzeszyńskiego. Na Saskiej Kępie trwają przygotowania do corocznego święta tej części miasta.

My jedziemy na ulicę Walecznych, zobaczyć kolejny dom na terpie. Okazuje się, że wiele razy mijaliśmy te zabudowania. Jednak nie wiedzieliśmy, że to olenderskie dzieło.

Skrótem obok domu dojeżdżamy do ulicy Dąbrówki, potem Angorską do Międzynarodowej i do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Holender #Warszawa Wschodnia #Rondo Żaba #Kanał Królewski #Białołęka #Tarchomin #Płudy #holenderski cmentarz #Wyższe Seminarium Duchowne #elektrociepłownia Żerań

Komentarze

Ostatnie wpisy

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis

Czy nas zachwyca Falenica?

Długość trasy: 41 kilometrów.

Zastanawiamy się ile czasu można mieć pandemię za punkt odniesienia. Marcin mówi, że home office w zasadzie nic w jego pracy nie zmienił. Co najwyżej ma więcej skupienia, bo nikt z kolegów czy koleżanek przy biurku nie stanie i głowy nie zawróci. Piotrek codziennie prowadzi szkolenia online i ma już dość wbijania skupionego wzroku w monitor. I takie to koronarozmowy nam towarzyszą podczas jazdy.

Cały wpis

Niekontrolowana rekreacja

Długość trasy: 30 kilometrów.

Zaraza trwa. Jednak władza poluzowała – wolno nam poszaleć. Zatem delikatnie się rozprężamy.

Cały wpis