Pierwsza stówka

Długość trasy: 107 kilometrów.

Sentymentalna podróż, zaginięcie rowerzysty na bagnach, ślady bobrów, piękne krajobrazy i wszystko to podlane pierwszą setką.

Na znanej nam stronie zmiana.org.ru znajdujemy anons jak przejechać pierwszą stówkę bez napinki. Pomysł ciekawy; my sami nigdy nie przejechaliśmy naraz stu kilometrów, choć wielokrotnie byliśmy bardzo blisko takiego dystansu. Decydujemy się, tym bardziej, że "zmianowe" wycieczki są zawsze bardzo miłe. Poza tym planowana trasa wiedzie przez Zalew Zegrzyński, a to był cel naszej pierwszej NWRowej wycieczki niemal równo rok temu. Szykuje się więc podróż nie tylko ciekawa, ale też nieco sentymentalna.

Spotykamy się pod Centrum Nauki Kopernik - jest nas niemal trzydzieści osób. Ludzie w bardzo różnym wieku, na różnych rowerach: szosowych, trekingowych, miejskich, górskich, poziomych. Krzysiek przyjeżdża z córką w przyczepce rowerowej.

Marianna przygotowała świetną szprychówkę, mówiła, że zainwestowała nawet w laminatorkę, aby profesjonalnie przygotowywać kolejne.

Krzysiek i Bohdan jak zwykle przemawiają na początku wycieczki i zgodnie ze świecką tradycją przekonują nas, że nie są organizatorami. Potem Krzysiek rzuca sakramentalne: - to ja jadę. Więc ruszamy.

Wzdłuż Wisły jedziemy ścieżką rekreacyjną, potem przez Park Praski, Ratuszową i 11 Listopada do Ronda Żaba i dalej obok muru cmentarnego. Potem Rembielińską i Annopol dojeżdżamy do Kanału Królewskiego; droga obok kanału prowadzi nad sam Zalew.

Jedziemy po prawej stronie kanału. Na wysokości Kobiałki przejeżdżamy mostkiem na drugą stronę i mamy pierwsze straty osobowe. W jednym z rowerów odpada korba(!). Bez serwisu nic nie da się poradzić. Właściciel roweru wraz z solidarną towarzyszką idą w stronę szosy w poszukiwaniu powrotnej podwózki.

Dojeżdżamy do Nieporętu i robimy krótki popas przy Remizie Strażackiej, która jest też siedzibą biblioteki i kawiarenki.

Potem zahaczamy o sklep i jadąc obok zalewu kierujemy się w stronę Zegrza Południowego. W jednym z portów w Zegrzu robimy dłuższą przerwę; wyciągamy kanapki i batony. Niektórzy zamawiają kawę i frytki - pełen wypas.

Po napełnieniu brzuszków ruszamy w stronę Narwi i wspinamy się na wał biegnący wzdłuż rzeki.

Wałem jedzie się całkiem dobrze, tylko Krzysiek ma problem z jazdą z przyczepką. A w zasadzie to jego córka ma problem, bo przyczepka podskakuje na wybojach.

W pewnym momencie Krzysiek decyduje się zjechać z wału i rusza drogą biegnącą równolegle. My jedziemy górą. Za chwilę drogę od wału oddziela kanał i wkrótce robi się na tyle szeroki, że Krzysiek nie może się już przez niego przeprawić. Droga jest zablokowana drzewami, ściętymi przez bobry.

Krzysiek nie chce się cofać, więc wjeżdża do lasu, jeszcze moment i znika nam z oczu.

Zatrzymujemy się i czekamy, może się pojawi. Reszta koleżeństwa już nam daleko odjechała. Ruszamy i my, próbując przebić wzrokiem gęstwinę drzew. Zaczynamy niepokoić się nie na żarty, gdy widzimy bagno, przez które Krzysztof naszym zdaniem nie ma szans się przeprawić. Marcin dzwoni do Krzyśka, ale nie ma zasięgu. Ruszamy więc na dobre, po drodze widząc wyraźne ślady pracy bobrów.

Potem już na mapie zauważamy, że jedna z ulic w okolicy nosi nazwę Bobrzej, czyli te sympatyczne gryzonie są tu już od dłuższego czasu. Mijając malownicze bagna, osiągamy zaporę w Dębe.

Zastanawiamy się dokąd pojechała wycieczka, decydujemy się jednak jechać nadal wzdłuż Narwi.

Wybór okazuje się słuszny i po pewnym czasie spotykamy resztę wycieczki.

Krzyśka nadal nie widać, ale dowiadujemy się, że dzwonił do Bohdana i prosił, byśmy jechali dalej. Z biegiem rzeki dojeżdżamy w okolice Okunina.

Robimy krótką przerwę i decydujemy, że w stronę Warszawy wracać będziemy przez Łomianki. A na razie pojedziemy do Nowego Dworu Mazowieckiego. Już mamy ruszać, gdy dogania nas Krzysiek z córką – są cali i zdrowi. Witają ich brawa.

Odbijamy w lewo od Narwi i ulicą Rzeczną dojeżdżamy do drogi nr 631 i potem do Nowego Dworu Mazowieckiego. W Nowym Dworze wycieczka poszukuje czegoś do zjedzenia, ale natrafiamy na pustynię gastronomiczną. Ktoś zna niezłą pizzerię w Czosnowie i ustalamy, że coś tam zjemy. Wydaje się nam, że chyba nas po drodze trochę ubyło, ale nie mamy pewności.

W Nowym Dworze przejeżdżamy Wisłę, chwilę jedziemy wzdłuż drogi E7, a potem Warszawską osiągamy Czosnów. Tu wycieczka decyduje się na pizzę. Część grupy postanawia jednak jechać od razu dalej, w tym my. Jest nas w małym peletonie dziesiątka. Ruszamy w stronę Dziekanowa, jedziemy równym, dość szybkim tempem. Widać wszystkim dały się we znaki wertepy i trochę szosy wyraźnie nas uskrzydla. Nasz peletonik maleje - cztery osoby zostają w tyle. Prujemy Wiejską i Rolniczą w stronę Łomianek. Mijamy Jezioro Dziekanowskie i za chwilę jesteśmy w Burakowie. Potem przez Park Młociński dojeżdżamy do drogi rowerowej wzdłuż Pułkowej. Pod mostem noblistki Skłodowskiej-Curie wjeżdżamy na drogę obok Wybrzeża Gdyńskiego i drogą nad Wisłą kierujemy się ku początkowi dzisiejszej trasy. Na deptaku nad Wisłą mnóstwo spacerowiczów. Za chwilę jesteśmy pod Centrum Nauki Kopernik. Trochę zmęczeni, ale zadowoleni żegnamy się z resztą wycieczkowiczów.

Pijmy virgin mojito i rozprostowujemy nogi. Potem, już w żółwim tempie, jedziemy na Saską Kępę coś przekąsić i na kawę. W czasie kiedy pijemy kawę, ekipa która została w Czosnowie na pizzy dobija do Warszawy.

Wracamy do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Centrum Nauki Kopernik #Kanał Królewski #Nieporęt #Zalew Zegrzyński #Narew #bobry #zapora Dębe #Nowy Dwór #Czosnów #Łomianki

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Wyrostek robaczkowy

Długość trasy: 35 kilometrów.

Jak wiadomo słowo appendix oznacza dodatek, ale też wyrostek robaczkowy. Nasz dzisiejsza trasa jest właśnie taka: krótka, szczątkowa, uzupełnia tę sprzed tygodnia i zaczyna się na ślepym dzisiaj Nowym Świecie.

Cały wpis
 Nowy wpis

Debiuty

Długość trasy: 50 kilometrów.

Dzisiaj prawdziwe nowe otwarcie: pierwsza wycieczka po przeprowadzce Marcina na Ochotę, pierwsza wycieczka po roku od ostatniej naszej wycieczki, pierwsza wycieczka po złamaniu ręki Marcina, wreszcie pierwsza wycieczka po dziesiątej rocznicy naszego bloga.

Cały wpis

Draśnięci pazurem odległości

Długość trasy: 133 kilometry.

W dobie pandemii jest w nas potrzeba pożądanego przewentylowania płuc, a i nasze rowery potrzebują dłuższego przetarcia. Włocławek zatem wydaje się być dobrą destynacją.

Cały wpis