Trochę zieleni i bardzo długa prosta

Długość trasy: 79 kilometrów.

Tropimy ślady Napoleona i podejmujemy wyzwanie długiej, asfaltowej prostej w drodze do Garwolina.

Spotykamy się rano i pada sakramentalne: dokąd dzisiaj? I okazuje się, że żaden z nas nie ma konkretnego planu. Marcin rzuca: pomyślałem o Garwolinie. Pytanie: dlaczego Garwolin? jest całkiem nie na miejscu - wszak to nieoczywiste wycieczki; startujemy więc bez zbędnej zwłoki.

Meandrując niespiesznie po Grochowie dojeżdżamy w okolice zajezdni Ostrobramska i słyszymy muzykę. Jest 6:30, my jeszcze niezbyt obudzeni, ale żeby słyszeć głosy, to lekka przesada. Na chodniku, w luźnym szyku, stoi sobie orkiestra dęta i gra. Tamburmajorka maszeruje w miejscu i macha buławą, a orkiestra z OSP Pułtusk wyraźnie ćwiczy przed występem. Być może ma przygrywać pielgrzymce wychodzącej do Częstochowy.

Obok na przykościelnym placu trwa właśnie pakowanie bambetli do samochodów.

Zostawiamy pielgrzymów i orkiestrę i ruszamy w stronę węzła Marsa. Drogą dla rowerów jedziemy wzdłuż Płowieckiej w stronę otwockiej linii kolejowej, a potem obok torów w stronę Międzylesia.

Skręcamy w Żegańską, potem Pożaryskiego i dalej jedziemy Traktem Napoleońskim. Nie wiadomo, czy ulica ta widziała kiedyś Napoleona jak szedł na Moskwę, ale jak to w Warszawie zwykle bywa, wystarczy zjechać w bok od głównej drogi, by zrobiło się malowniczo. Traktem Napoleońskim, który raz jest ulicą, a raz ścieżyną, dojeżdżamy do Izbickiej.

Izbicką jedziemy do końca ulicy i w las, w stronę Wiązownej. Widoki są sielskie, jednak czasem natrafiamy na objawy schamienia ludności w postaci dzikich wysypisk śmieci.

Przeprawiając się przez jakiś lokalny strumyk widzimy znany nam już z innych części Mazowsza obrazek, olenderską wierzbę, czyli symbol naszego województwa.

Jadąc przez Mazowiecki Park Krajobrazowy natrafiamy na niebieski szlak rowerowy, dowcipnie wskazujący nam drogę.

Jeszcze chwilę jedziemy przez las i w Wiązownej wyjeżdżamy na drogę prowadzącą do Lublina.

Przed nami świetlany cel: 40 kilometrów asfaltu do Garwolina. Marcin zachwycony, bo oponki jego roweru kochają asfalt, a on sam potrzebuje bardzo długiej prostej. Piotrka mniej pobudza perspektywa jednostajnego pedałowania, tym bardziej, że wsiadł na rower pierwszy raz po dwutygodniowym urlopie.

Droga prosta, słoneczko świeci, asfalt milutko grzeje. Nudę pedałowania urozmaicają widoki zwierząt hodowlanych, niedoszłych karczm i reklam lokalnych przedsiębiorców. Poza tym szosa idzie lekko pod górkę.

Mała chwila i widzimy obwodnicę Garwolina. Potem jeszcze dosłownie moment i wjeżdżamy do miasta. Herb Garwolina upamiętnia byłych właścicieli miasta: rody Godziembów i Ciołków.

Przy samym wjeździe do Garwolina wita nas droga dla rowerów. Okazuje się, że biegnie ona przez główny ciąg ulic miasta: Kościuszki, Legionów, Lubelską - praktycznie przez większą część Garwolina.

Myśleliśmy, że Garwolin jest większy, a miasto liczy około 17 tysięcy mieszkańców i zajmuje obszar 22 km2. W samym mieście niespieszna atmosfera. Napotykamy sporo głazów, które wykorzystywane są jako pomniki, dużo zieleni, wystawę o Powstaniu Warszawskim i ciekawie wykorzystany cytat z Białoszewskiego.

Miasto przecina rzeka Wilga, na której urządzane są spływy kajakowe.

Chwilę szwendamy się po mieście w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia i zasiadamy w restauracji przy ul. Kościuszki. Obok ogródka stoi zaparkowana błyszcząca Gazela.

Do Warszawy zamierzamy wrócić pociągiem. Pani kelnerka informuje nas, że stacja w Garwolinie (a właściwie w Woli Rębkowskiej) owszem jest, ale wszyscy jeżdżą do Pilawy. Wsiadamy więc na nasze maszyny i ruszamy w stronę Warszawy. Po dziesięciu kilometrach jesteśmy w Pilawie, łapiemy pociąg i po godzinie jesteśmy na Wschodniej.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Napoleon #Garwolin #OSP Pułtusk #Mazowiecki Park Krajobrazowy #Wiązowna #Wilga #Miron Białoszewski #Pilawa

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Smyczym śladem

Długość trasy: 71 kilometrów.

Tak jak lubimy, jedziemy bez celu - celem jest jeżdżenie samo w sobie. Tydzień wcześniej były kominy, dzisiaj jest rzeka i las.

Cały wpis
 Nowy wpis

Nagie kominy

Długość trasy: 48 kilometrów.

Od wielu lat robimy wycieczki w okresie bożonarodzeniowym. Już od dawna w tym czasie nie ma śniegu, aura przypomina wczesną wiosnę. A niektórzy wciąż sądzą, że klimat się nie zmienia.

Cały wpis

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis