Stare samochody i stare rowery - Otrębusy

Długość trasy: 47 kilometrów.

Przeczytaliśmy kiedyś, że w kolekcji Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach są nie tylko samochody, ale też rowery. Dzisiaj to sprawdzamy.

Dotąd przed wyprawą powstrzymywał nas jednak brak pomysłu na spokojny dojazd do muzeum – z mapy wynikało, że w zasadzie skazani jesteśmy na ruchliwe ulice. Próbujemy jednak ominąć zatłoczone drogi i szukamy alternatywnego dojazdu.

Przez Most Poniatowskiego i Śródmieście przedostajemy się chodnikami i mało o tej porze uczęszczanymi ulicami. Od Towarowej jedziemy drogą rowerową wzdłuż Alej Jerozolimskich. Chcąc uniknąć coraz bardziej ruchliwych Alej, Przy Rondzie Zesłańców odbijamy w Bohaterów Września (cóż za patriotyczne nazwy) i Opaczewską. Potem jednak lądujemy znowu przy Alejach i halsujemy w Śmigłowca, Drawską, Włodarzewską. Tym razem zatrzymują nas tory kolejowe; pokonujemy je wiaduktem wzdłuż Alej i z ulgą wjeżdżamy w ulicę Jutrzenki. A tu spokój, cisza, sielskość, mimo że to tylko 200 metrów od Jerozolimskich. Aleje są jak jakiś trakt handlowy, który przejął cały ruch, pozostawiając Jutrzenki jak ścieżynę w lesie.

Miłą podróż ulicą Jutrzenki przerywa nam węzeł Łopuszańska. Potem znowu Jutrzenki, Środkową dojeżdżamy do Opaczy, Jesionową przecinamy tory kolejki WKD i jesteśmy w Michałowicach. Gdzieś w oddali majaczy Ursus. Próbujemy jechać wzdłuż torów, ale to się nie udaje i tory służą nam jedynie jako punkt orientacyjny. Co chwila drogę przecina nam budowa południowej obwodnicy Warszawy. W szczerym polu stoją samotnie wiadukty – nie bardzo wierzymy, że kiedyś będą stanowiły całość uzupełnioną drogami. Cywilizacja przypomina nam o sobie również w postaci latających nisko nad głową samolotów.

O tym, że Polska jest krajem samochodów, przypomina stojący na dachu betonowej chałupki, mały Fiat.

W Michałowicach, w okolicach cmentarza, wjeżdżamy na nowiutką drogę rowerową poprowadzoną wzdłuż Alei Topolowej.

Tym razem na dachu budynku widzimy helikopter. To chyba jakaś nowa świecka tradycja.

Przejeżdżamy obok stawów Pęcickich, gdzie, jak głosi napis na nieotynkowanym budynku, pływa karp. Potem dojeżdżamy do Pruszkowa i Lipową jedziemy w stronę Komorowa. Obaj znamy trochę inny Pruszków, ten przecięty Aleją Wojska Polskiego – bardzo ruchliwą drogą do Milanówka i Grodziska Mazowieckiego. Lipowa zaś zachowała klimat małego miasteczka.

Natrafiamy na rozsypujący się ceglany mur. To ogrodzenie zaniedbanego cmentarza żydowskiego. Coś tu się jednak zmienia, bo Gmina Pruszków i prywatny sponsor odbudowują ogrodzenie.

W Komorowie mijamy elegancki plac zabaw i skatepark, którego budowę współfinansowały Norwegia, Lichtenstein i Islandia. Jakiś czas udaje się nam jechać wzdłuż torów, ale radość nie trwa długo. W Nowej Wsi zatrzymują nas mokradła. Decydujemy się jechać drogą do Grodziska. W Kaniach mijamy fabrykę kosmetyków i wypasiony hotel wybudowany naprzeciwko Biedronki.

Po chwili jesteśmy u celu podróży – w Muzeum Motoryzacji i Techniki.

Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze. Bardzo dużo eksponatów stłoczonych na małej powierzchni. Są tu samochody osobowe, wozy bojowe, ciężarówki, autobusy, ale też stare radia, riksze czy wózki dziecięce. Widać, że muzeum prowadzą ludzie, którzy kochają starocie. Niestety, rowery wiszą wysoko na ścianach i trudno je dokładnie obejrzeć. Muzeum na pewno przydałoby się duże wnętrze, gdzie wszystkie te skarby miały by odpowiednią ekspozycję.

Stare samochody to istne dzieła sztuki. Niemiecki Adler do dzisiaj robi wrażenie.

Niektóre wnętrza nawet dziś wyglądają bardzo bogato i nowocześnie. Długo zachwycaliśmy się Fordem Thunderbird'em, a to przecież samochód z lat sześćdziesiątych poprzedniego stulecia.

Spod sterty rupieci wygląda sterana Syrenka.

Licznie reprezentowane są wytwory radzieckiej myśli technicznej (nieco wsparte naśladownictwem amerykańskich konstruktorów). Wielka i dostojna Czajka czy ZIS kabrio nadal mogą zachwycać, choć ich paliwożerność dzisiaj byłaby do zniesienia chyba tylko w krajach Zatoki Perskiej.

Piękny biały Horch oferuje wewnątrz mnóstwo przestrzeni – luksus dzisiaj w zasadzie nieosiągalny.

Cudowne są też znaki firmowe - to małe arcydzieła. Generalnie kiedyś produkowano samochody bardziej wyraziste, dzisiaj wszystkie się do siebie upodobniają.

W muzeum można też zobaczyć samochód Praga – najstarszy montowany w Polsce pojazd, ale też poczciwą "garbatą" Warszawę.

Przemarźliśmy, eksponaty są na wolnym powietrzu lub w nieogrzewanych wnętrzach, jemy obiad w restauracji Amigo, chyba jedynej w okolicy. Potem na stacji w Otrębusach wsiadamy w pociąg kolejki WKD i wracamy do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Muzeum Motoryzacji i Techniki #Jutrzenki #WKD #Michałowice #Pruszków #Adler #Czajka #ZIS #Syrena #Horch

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis