Wiosna w mieście

Długość trasy: 73 kilometry.

Mieć ciastko i zjeść ciastko. Tak trochę wygląda nasz plan. Jeździć w mieście i poza miastem. Trochę popedałować i jednocześnie nie oddalić się zbytnio od Warszawy.

Ruszamy w stronę Mostu Świętokrzyskiego, a po przekroczeniu Wisły jedziemy w stronę Czerniakowa. Jest piękny poranek, mocno przed siódmą rano. A na barce zacumowanej przy brzegu zabawa trwa w najlepsze. I nie wygląda by obsługa czy zabawowicze przyszli na poranną zmianę.

Porzucamy zabawę i bierzemy się do pracy. Czerniakowską jedziemy do Witosa i Idzikowskiego, potem Rolną do KENu i wreszcie Herbsta do Poleczki. Kawałek energicznej jazdy za nami. Poleczki nie wygląda jakoś imponująco, jednak jest częścią całkiem długiej trasy rowerowej z Ursynowa na Okęcie.

Zatrzymujemy się na wiadukcie Poleczki i podziwiamy widoki. Byliśmy tu niedawno, jednak w słoneczku wygląda tu wszystko lepiej. Zjeżdżamy na Wirażową, ale nie w stronę Fortu Zbarż, lecz w stronę pasa startowego lotniska.

Jedziemy teraz wzdłuż płotu lotniska z centralnym widokiem na startujące samoloty. Nie my jedni lubimy się na nie gapić. Pan z długą lufą przyjaźnie nam macha.

Skręcamy w stronę Dawidów. Krajobraz serwuje nam lekko schizofreniczną syntezę. Uprawne pola, ledwo utwardzone drogi, samoloty na niebie, samoloty na lotnisku.

Przejeżdżamy nad S7 i wjeżdżamy do Dawid. Z tyłu Warszawa, na wyciągnięcie ręki wydaje się. I dalej prujemy Długą, która prowadzi do Podolszyn, a potem, jako Polna, do Lesznowoli.

Krajobraz robi się wiejski z lekka i leśny,nawet widać, że ktoś strzela tu do zwierząt. I zaraz, jak to u nas, w środku niczego pojawia się alejka szeregowców.

Za Lesznowolą jedziemy drogą 721 w stronę Sękocina. I tu następuje seria widoków, które trudno nam nazwać. Fotki załączamy.

Jak już minęliśmy Magdalenkę, drogę na Kraków, Instytut Badawczy Leśnictwa, Lasy Sękocińskie i „Gierkówkę” to zajeżdżamy do sławnego chińskiego centrum handlowego. Kolorowo tu i światowo.

Jedziemy w stronę Paszkowa i potem Sokołowa, co oznacza, że teraz już zbliżamy się do Warszawy. Przejeżdżamy przez Michałowice i dojeżdżamy do Opaczy.

Potem w Salomei wjeżdżamy w ulicę Jutrzenki i docieramy do węzła Łopuszańska. A tu witają nas fioletowe majtasy, jak ludność nazywa zdobienia estakady. A dalej to już nuda: jedziemy Alejami Jerozolimskimi do Prymasa Tysiąclecia i dalej Prostą i Kasprzaka.

Potem na chwilę wpadamy na Dworzec Centralny, by podziwiać do niczego niepotrzebną antresolę.

I wracamy już do domu, jadąc Świętokrzyską, Tamką w dół, przez Most Świętokrzyski na drugą stronę Wisły. Grochów wita nas po kilku godzinach nieobecności.

ten wpis na Facebooku


Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Blisko domu

Długość trasy: 40 kilometrów.

Wydaje się nam, że Warszawę zjeździliśmy już całą. Paradoksalnie więc dzisiaj przyglądamy się najbliższej okolicy. I co? Wycieczka jest jednak nieoczywista.

Ostatni taki las

Długość trasy: 183 kilometry.

Do lasu nas gna. I to nie do byle jakiego – ruszamy do Puszczy Białowieskiej. Na stronie Lasów Państwowych można przeczytać, że „Puszcza Białowieska jest dla leśników skarbem. Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od ponad 90 lat. W 1929 roku ich starania doprowadziły do zerwania kontraktu z angielską firmą The Century ETC, tzw. Centurą, która prowadziła rabunkową wycinkę puszczy”. Dla nas Puszcza też jest skarbem.

Poszukiwacze zaginionej nekropolii

Długość trasy: 93 kilometry.

Gdy na naszym blogu wpisać w pole wyszukiwania „cmentarz”, to pojawia się informacja, że ta fraza pasuje do 42 wpisów. Czyli prawie 40% naszych wycieczek ociera się o śmierć. Pół biedy kiedy tytuł posta brzmi Warszawa cmentarna, ale pisać o cmentarzu przy okazji Niedzielnego spaceru? Dzisiaj ruszamy w poszukiwaniu mennonickiego cmentarza.