Tak tu cicho – Podkowa Leśna

Długość trasy: 75 kilometrów.

Kolejna nasza próba odwiedzenia Podkowy Leśnej, tym razem udana. A warto było, bo okolica piękna i relaksacyjna.

Wiosna wreszcie przypomniała sobie, że bycie pośredniczką między zimą a latem oznacza także: słońce, kwitnienie, zieloność. My korzystając z łaskawości primavery ruszamy w poszukiwaniu połączenia zieleni i architektury. Pomysłodawcą idei miasta – ogrodu był urbanista Ebenezer Howard. Na początku dwudziestego wieku, w książce „Miasta ogrody jutra”, przedstawił wizję połączenia zalet miasta i uroków wsi. Pomysłu do którego można tęsknić i dzisiaj. Miasto: rozrywka, dużo usług, duże możliwości znalezienia pracy i wieś: świeże powietrze, niskie koszty życia, spokój. Miasta – ogrody miały mieć z góry zaplanowaną wielkość i być otoczone zielenią i polami uprawnymi.

Niezależnie od siebie idea ta realizowana była w okolicach Warszawy, między innymi w Ząbkach i Podkowie Leśnej. W Ząbkach byliśmy, pora na Podkowę.

Ruszamy przez Most Poniatowskiego i dalej prosto Alejami Jerozolimskimi.

Za Łopuszańską skręcamy w ulicę Jutrzenki, biegnącą skośnie do Alej. Mijamy Salomeę i Środkową, przejeżdżamy przez Opacz. W okolicy głównie rozkopy pod brakujący odcinek obwodnicy S2 i gwizd samolotów, które w hurtowych ilościach właśnie teraz lądują nad naszymi głowami.

Potem jedziemy przez Michałowice. Marcin jest zauroczony kolorystycznym pięknem mijanego domu. Jak na dłoni widać upodobania kolejnych właścicieli.

Przychodzi nam do głowy by kawałek pojechać wzdłuż torów WuKaDki. Duży błąd. Co prawda jest malowniczo, jednak okolica bardziej przypomina bagna, niż jakąkolwiek drogę. Marcin nieomal traci but, a jego rower nabiera pustynnych barw ochronnych.

Przez Stawy Pęcickie jedziemy w stronę Komorowa. Tu już zaczynają się piękne zadrzewione aleje i pomniki przyrody.

Przez Komorów dość długo jedziemy ulicą Mikołaja Reja. Przejazd na wprost przez ulicę Główną wydaje się niemożliwy. Decydujemy się skorzystać z podpowiedzi. Od jakiegoś czasu Mapy Google mają opcję planowania tras dla rowerzystów. Postanawiamy zawierzyć elektronice i skorzystać z propozycji firmy z Kalifornii. Wjeżdżamy w uliczkę Opłotki - nazwa wyjątkowo trafnie opisuje miejsce. Przesmyk ma tak małą szerokość, że ledwo mieścimy się na rowerach.

Łąkową dojeżdżamy do WuKaDki i już bez przeszkód - wzdłuż torów, raz po jednej stronie, raz po drugiej, wjeżdżamy do Podkowy.

W Podkowie wita nas zabytkowa aleja, jakich mnóstwo tu wkoło.

Na pewno mieszka się tu wspaniale, pośród drzew, z kameralnie zaprojektowanymi ulicami, z niezłą kolejową komunikacją z Warszawą. W przeciwieństwie do Ząbek, tu pomysł miasta – ogrodu został zrealizowany do końca. Teren, na którym powstała Podkowa należał do Stanisława Lilpoppa. W 1922 roku została powołana spółka Elektryczne Koleje Dojazdowe (protoplasta dzisiejszej WKD), a w 1925 spółka „Miasto-Ogród Podkowa Leśna”. Projekt miasta – ogrodu wykonał architekt Antoni Jawornicki. W 1981 roku Podkowa Leśna w całości została wpisana do rejestru zabytków, wraz z układem urbanistycznym architektury i zieleni. O innych miastach – ogrodach w Polsce i na świecie można poczytać na stronie www.miastaogrody.pl.

Przez Podkowę jedziemy Wiejską, Bukową i Jana Pawła II. Zwraca naszą uwagę ładny pałacyk, mieszczący Wyższą Szkołę Humanistyczno-Teologiczną, założoną przez Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. Szkoła oferuje ciekawe kierunki, a otoczenie jest naprawdę miłe.

Wracamy JPII w stronę Alei Lipowej i zagłębiamy się w uliczki Podkowy. Miasto jest zbudowane koncentrycznie wokół stacji WKD. Jedziemy malowniczą Słowiczą, która prowadzi nas do rezerwatu przyrody Parów Sójek. Jakieś ptaki podśpiewują, ale nie wiemy czy to na pewno sójki.

Okolica jest zaiste niesamowita. Z jednej strony linia kolejowa, wokół lasy, park miejski i kilka rezerwatów przyrody. I pośród tego mieszkają ludzie. Niektóre domy przypominają pałace, inne to po prostu jednorodzinne domki.

Zaglądamy do domu - dzisiaj muzeum - Iwaszkiewiczów. Wita nas niezbyt zachęcająca tablica, ale to pewnie efekt kradzieży portretu byłych właścicieli pędzla Witkacego, dokonanej kilka lat wstecz.

Wracamy w stronę stacji i siadamy na kawce w małej kawiarence. Otoczenie jest nieco dziwne. Obok jest plac zabaw i kościół. Mieszają się dźwięki dziecięcego gwaru, kawiarnianych rozmów, modlitw i jeszcze czegoś krzykliwego. To po dachu kościoła dumnie maszeruje paw.

Po kawce (obaj), ciachu (Piotrek) i zupie (Marcin) zbieramy się w drogę powrotną. Brwinowską jedziemy do Obwodnicy, potem Warszawską w stronę Pruszkowa i dalej Alejami Jerozolimskimi do Warszawy. Sprawdzamy jakie czasy podają Google w swoich opisach tras rowerowych. Z Podkowy do nas na Grochów wychodzi im 1 godzina 35 minut. Nam zajmuje to godzinę dwadzieścia, jednak do granic Warszawy stale jedziemy 30 km/godzinę. Chyba Google trochę przesadzają. To nie jest przyjemna prędkość przy krajoznawczym jeżdżeniu, a poza tym nie chodzi o to, by dojechać na miejsce mokrym od potu. Teraz marzymy już tylko o prysznicu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Miasto – ogród #Salomea #Opacz #Michałowice #Komorów #WKD #Stawiska #Iwaszkiewicz

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis