Klejnoty Warsa i Sawy

Długość trasy: 60 kilometrów.

Celem Pierwszej Polskiej Zimowej Expedycji Korona Warszawy jest zdobycie w stylu alpejskim, w sezonie zimowym 2015, sześciu najwyższych wzniesień znajdujących się na obszarze Warszawy. Przeczytaliśmy i podjęliśmy wyzwanie.

Zdarza nam się korzystać z inspiracji, jednak ta wydała się nam szczególnie kusząca. Może my też zdobędziemy Koronę Warszawy w stylu własnym czyli rowerskim i latem, bo to znacznie przyjemniejsze niż podczas zimowej zawiei. A wyzwanie stawiamy sobie równie duże: planujemy zdobyć sześć szczytów jednego dnia.

Ruszamy zatem w stronę Starówki. Najpierw przez Pragę i Jagiellońską w stronę Mostu Gdańskiego. Pogoda jest ładna: słonecznie, niezbyt wietrznie, idealna do szybkiego ataku szczytowego. Pokonujemy Wisłę i dalej jedziemy u podnóża skarpy wiślanej. Nie widać na razie pierwszego celu naszej wyprawy - Góry Gnojnej. Mijamy pusty o tej porze Park Fontann. Woda nie sika, za to widać ornamentykę odwołującą się do rowerowej infrastruktury.

Postanawiamy zaatakować szczyt z rozpędu. Ale warunki są przeciw nam. Z Wybrzeża Gdańskiego rozpoczynamy wspinaczkę brukowaną, nomen omen, ulicą Boleść. Potem skręcamy w równie nierówną Brzozową. Wysokość gwałtownie rośnie. Mijamy Centrum Interpretacji Zabytku Stare Miasto i dom, w którym Pola Gojawiczyńska napisała „Dziewczęta z Nowolipek”.

I otworzył się nam widok na pierwszą górę. A zaraz jak ją zdobyliśmy, swoje uroki odkryła prawobrzeżna strona stolicy.

Na barierce na Górze Gnojnej wisi rząd kłódek. To wciąż nowa, ale już utrwalona, świecka tradycja. Zawieś kłódkę, klucz wrzuć do rzeki, a twa miłość będzie trwać na wieki, czy jakoś tak. Nas zainteresowała szczególnie kłódka firmy Abus, bo jak wiadomo produkuje ona doskonale zapięcia do rowerów. Marcin jest dumnym posiadaczem takiego ustrojstwa, ważącego kilka kilogramów. Waga jest o tyle istotna, bo zdobywanie szczytów z czymś takim jest dodatkowo utrudnione.

Góra Gnojna, jeszcze w XIX wieku wysypisko śmieci, siedlisko szczurów i fabryka smrodu, jest obecnie nie tylko punktem widokowym, ale też miejscem randek dającym sposobność kontemplacji sztuki.

Nie delektujemy się zbytnio pierwszą zdobyczą. Dawną dojeżdżamy do Jezuickiej i Kanonią dostajemy się na pl. Zamkowy. Chyba nigdy jeszcze podczas naszych wycieczek nie wjeżdżaliśmy na Stare Miasto, to zbyt oczywiste. A Starówka o poranku jest cicha i cudna. Prawie nie ma ludzi, a ruch samochodowy jest śladowy.

Zygmunt III Waza odział się w kibicowskie barwy. Na słupach wisi jeszcze wspomnienie szczytu NATO. Zastanawiamy się dokąd 10 lipca rano może zmierzać pan ze szturmówką.

Senatorską dostajemy się na pl. Bankowy, a potem zmierzamy al. „Solidarności”, Lesznem i Górczewską w stronę Moczydła. Tam czeka nasz kolejny cel – Górka Moczydłowska. Mamy wolę ją także zdobyć z marszu.

Górka Moczydłowska stawia opór. Piotrek wspina się z wielkim trudem na rowerze na sam szczyt. Marcin dostojnie maszeruje. Górkę usypano z ruin, zburzonej podczas II Wojny Światowej, Warszawy. W latach osiemdziesiątych był tam wyciąg narciarski. Teraz zostały po nim smętne słupy oświetleniowe. Jednak widok z góry wynagradza starania.

Wzmocnieni kolejnym sukcesem ruszamy w stronę trzeciego klejnotu w Koronie Warszawy. Jedziemy Deotymy, Elekcyjną i Ordona. Na wysokości Gniewkowskiej odbijamy w stronę Armatniej. Tu, na tyłach PKP Energetyka i obok wjazdu do tunelu al. Prymasa Tysiąclecia, zachowały się Odolany jakich już nie ma. W przeciągu dosłownie kilku lat Odolany bardzo szybko się zmieniają i zabudowują; mają tu swoje żniwa deweloperzy. Na Armatniej, jest jeszcze XIX wiek. Są domy kolejarzy i wiadukt dawnego węzła kolei warszawsko-wiedeńskiej. Ogródki domów są zadbane, widać w nich stoły przy których spożywane są posiłki. Gdzieniegdzie na fasadach domów znaleźć można ślady kul.

Armatnią przedostajemy się nad tunelem, w którym biegnie aleja Prymasa Tysiąclecia. Obok widać Dworzec Zachodni, panoramę Woli i Śródmieścia.

Prymasa Tysiąclecia, Bohaterów Warszawy i Drawską dostajemy się do Parku Szczęśliwickiego. Nasz kolejny cel - Górka Szczęśliwicka powstała w wyniku kombinacji znanych w Warszawie technik górotwórczych: tworzą ją ruiny Warszawy i składowane śmieci. Można pozjeżdżać na nartach na igielicie lub na śniegu. Stok jest czynny cały rok. Zjeżdżać można też na pontonach. Zimą działa wyciąg, czy także latem - nie zauważyliśmy. W ogóle na ostatnich metrach przed szczytem wpadliśmy w jakieś chaszcze i zatrzymał nas płot ze stalowej siatki. I słabo było widać, ale to normalne przy tak trudnym szczycie. Oczywiście o jeździe nie było mowy, rowery wpychaliśmy z mozołem.

To połowę szczytów mamy za sobą. Teraz kierujemy się na południe Warszawy. Dickensa, Pawińskiego i Pruszkowską jedziemy do Żwirek. A potem Etiudy Rewolucyjnej dojeżdżamy do Woronicza. I dalej Suwak dostajemy się na teren Mordoru. Oni tu mają nawet swoje wewnętrzne drogi. Całkiem jak w jakimś prawdziwym mieście. Jednak Orków na ulicach nie widać.

Rzymowskiego dojeżdżamy do Puławskiej i dalej jedziemy wzdłuż muru Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. Mur stale żyje dzięki nieustannie tworzonym graffiti.

Skręcamy w Pileckiego i gdzieś na wysokości Kazury szukamy naszego kolejnego celu: Monte Kazury zwanej też Górą Trzech Szczytów. To pierwszy dzisiaj tak rozległy szczyt. Nie wiemy na którą część się wspinać, by rzeczywiście mieć zaliczoną górę. Potem może okazać się, że ktoś będzie robił nam wymówki czy kwestionował osiągnięcia. Tym razem nawet nie próbujemy jazdy, od razu pchamy maszyny na górę. Zastanawiamy się, czy jednak nie powinniśmy zacząć przygotowywać się kondycyjnie do wspinaczki. Tym bardziej, że przy Monte Kazury zainstalowano specjalne urządzenie po temu.

Piekielną wspinaczkę wynagradza sprzęt wypoczynkowy na szczycie i widoki. I wszystko to za darmo. A tyle mówi się o komercjalizacji wspinaczki, o zagubieniu szlachetnego ducha rywalizacji.

Niedaleko czeka na nas kolejna góra – Kopa Cwila, nosząca imię na cześć swojego pomysłodawcy, inżyniera Henryka Cwila. On to wpadł na pomysł usypania wzniesienia z ziemi pozostałej z wykopów pod budowę bloków i dróg na terenie Ursynowa. Na górę trafiały też uszkodzone prefabrykaty. Tu też zainstalowano wyciąg narciarski, są nawet na szczycie jego resztki. Tutaj wjazd jest dogodny, bo cywilizacja zadbała o wygodne chodniki prowadzące niemal na sam szczyt. Tak więc zwycięstwo nie jest może wielkie, jednak chwała pozostaje.

Przed nami ostatni już szczyt. Podnieceni perspektywą kolejnego wyzwania mkniemy Doliną Służewiecką ku Czerniakowskiej. Skręcamy w Nehru i kierujemy się ku Bluszczańskiej. Grupy AK Północ dojeżdżamy do Bartyckiej i Aleją Godziny „W” docieramy do Kopca Powstania Warszawskiego.

Na szczyt wiodą schody, my jednak wybieramy drogę wyżłobioną przez downhill'owców, którzy pędem mijają nas podczas ataku szczytowego. Powoli, jednak skutecznie i nieustępliwie wjeżdżamy na górę.

I oto jesteśmy na szczycie. Hurra! Zdobyliśmy koronę Warszawy. Czujemy dumę i satysfakcję.

I to wzniesienie powstało z gruzów zniszczonej Warszawy. Zwożono tu także śmieci. O kopcu mówiono „Zwałka”, „Śmieciara”, „Kopiec Czerniakowski”. Z inicjatywy ppłk. Eugeniusza Ajewskiego ps. „Kotwa” uporządkowano kopiec, a na początku XXI wieku nadano mu dzisiejszą nazwę.

Spoglądamy z góry na Warszawę i dumamy nad jej największymi wzniesieniami. Wszystkie one to albo górki śmieciowe lub zwałowiska gruzów, lub kombinacja jednego i drugiego.

Nam najbardziej spodobała się Górka Moczydłowska. Zjeżdżamy na dół i kierujemy się do Czerniakowskiej. Wisłę pokonujemy Mostem Świętokrzyskim i za chwilę jesteśmy na Grochowie.

ten wpis na Facebooku

#NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Sromów.

Długość trasy: 110 kilometrów.

Jak zatytułować opis przejażdżki do Sromowa? Wpadają nam do głowy pomysły banalne lub głupawe. Zostaje więc Sromów i kropka! A nawet z kropką.

Cały wpis

Kroczym na Zakroczym

Długość trasy: 81 kilometrów.

Najpierw miasto nazywało się Kroczym i leżało blisko Wisły, blisko przeprawy przez rzekę. Liczne powodzie wymusiły przenosiny miasta w wyżej położone miejsce, a przy okazji zmieniła się też nazwa miejscowości. Dzisiaj celem jest Za-kroczym.

Cały wpis

Łazienkowskim na Wyczółki i Okęcie

Długość trasy: 40 kilometrów.

Otworzyli Łazienkowski - to jedziemy sprawdzić jak wygląda najnowsza warszawska rowerowa przeprawa. Przy okazji, choć nie po drodze, jedziemy popatrzeć na Okęcie.

Cały wpis