Zalecana zasada ruchu

Długość trasy: 80 kilometrów.

Zwiedzanie to ważny aspekt naszych wycieczek, może najważniejszy. Nieoczywiste jednak bywają miejsca do zwiedzania. Dzisiaj oglądamy tak różne rzeczy jak most, puszczę i miasteczko powiatowe.

Warszawa się zmienia – to oczywistość. Nie wszystkie zmiany da się konsumować; Piotrek do dzisiaj nie przejechał się drogą dla rowerów na Moście Grota. Ruszamy w tę stronę. Przez Pragę i Bródno dojeżdżamy w okolice ulicy Toruńskiej. Jechaliśmy tędy niedawno do siedziby Radia Hobby. Po drodze widzimy dalsze prace remontowe przy Cmentarzu Żydowskim na rogu Odrowąża i Wincentego. Na zwieńczenie cmentarnego ogrodzenia wróciły gwiazdy Dawida. Poprzednie zostały rozkradzione co do jednej.

Dojeżdżamy do mostu Trasy AK i szukamy drogi dla rowerów. Wjazd na most wcale nie jest oczywisty. Nie ma drogowskazów i nie wiadomo jak przejechać na drugą stronę Wisły. Nie wiemy czy trasa wiedze wzdłuż obu nitek mostu, a może tylko po jednej stronie?

Na razie droga biegnie po lewej stronie mostu jadąc w kierunku Śródmiejskiej strony miasta. Jest elegancka, z dobrą nawierzchnią, szeroka. To wielka odmiana jeśli przypomnieć sobie jak było przed remontem. Kiedyś drogi dla rowerów nie było i jeździło się ulicą. Piotrek spróbował chyba tylko trzy razy i za każdym razem ryzykował życie, a na pewno zdrowie. Szaleni kierowcy gnali na złamanie karku, nie pozwalali zmienić pasa, krzyczeli i wyzywali – przeżycie dla wielbicieli skoków adrenaliny.

Widoki z mostu są industrialne i panoramiczne. Na pierwszym planie widać stację Warszawa Toruńska, tereny parowozowni Praga i bocznicy FSO. Dalej otwiera się panorama na warszawskie city.

Po praskiej stronie można zobaczyć kościół św. Floriana i św. Michała Archanioła. Dumnie pręży się komin Elektrociepłowni Żerań. Kontenery wyglądają jak elementy dziecięcej układanki. A słoneczko odbija się w oknach blokowiska.

Na wysokości Jagiellońskiej droga prowadzi nas w dół. A na dole nieoczywiste przejście pod mostem. Przejazd pod ślimakami na Modlińskiej (droga w budowie), a potem wjazd na górę już po przeciwnej stronie mostu.

Przy okazji okazało się, że podziemne przejście dla pieszych przy pętli autobusowej jest zasypane na amen.

Jedziemy teraz północną stroną Mostu Grota. Podczas wycieczki nad Jezioro Dziekanowskie przeciskaliśmy się ścieżką dla pieszych, nie dość że wąską, to jeszcze zastwioną słupami latarń. Tu na drodze stoi nam tylko zalecana zasada ruchu.

Wisełka wije się w dole. Wody w niej mało i widać wyraźne kamienne progi. Z drzew wyrastają wieże Kościoła Pokamedulskiego na Dewajtis.

Nad Wisłą, mimo wczesnej pory, życie już się toczy. Na barce jedzą śniadanie i na brzegu też coś jedzą. I popijają biały płyn ciemnym płynem z puszki Coca-Cola. I nawet nam machają.

Przy Wisłostradzie droga schodzi w dół, by znowu wspiąć się w górę przy kanałku na Kępie Potockiej. I nawet znaki stoją przy drodze dla rowerów – chyba budowniczowie przewidują w tym miejscu duży ruch.

Wzdłuż kanałku na Kępie Potockiej są chyba dzikie działki. Mamy okazję popatrzeć na życie działkowe od zaplecza.

Jedziemy w stronę Podleśnej. Droga nadal jest elegancka. Wszystko jest nowe i świeże; prace nadal trwają.

Kierujemy się w stronę Bemowa: jedziemy Schroegera, Przybyszewskiego, Wólczyńską. Koło Cmentarza Wawrzyszewskiego skręcamy w Kwitnąca i Księżycową wjeżdżamy w Las Bemowo. Księżycowa jest trochę dziwna – najpierw wygląda jak zwykła miejska ulica, potem jest aleją w lesie, a następnie, przy wylocie na Arkuszową, ponownie staje się miejską Księżycową.

Mijamy Mościska i Laski – znane ze szkoły dla osób niewidomych. Pojawiają się tablice witające nas w Kampinoskim Parku Narodowym. Trafimy na Cmentarz Wojenny, któremu patronuje, nieistniejące z górą 10 lat, liceum PAX.

Ruszamy w stronę Truskawia. Skuszeni reklamą Biker Pub skręcamy w stronę Stanisławowa. W tę samą stronę prowadzi Kampinoski Szlak Rowerowy.

Minęliśmy Stanisławów, ale pubu nie zauważyliśmy. Za to na tablicy ogłoszeń w Borzecinie jest informacja o rowerowej imprezie – w zasadzie moglibyśmy się wybrać.

Przez Umiastów i Ołtarzew mamy zamiar pojechać do Ożarowa. Po drodze informacja, że zobaczymy kolejny cmentarz wojenny. I za chwilę rzeczywiście jest cmentarz.

Skręcamy w stronę Ożarowa Mazowieckiego. To dwudziestotysięczne miasteczko jest siedzibą Powiatu Warszawskiego Zachodniego i gminy wiejsko-miejskiej. Nas jednak sprowadza tu fama najlepszej przed Warszawą (jadąc od Poznania) kawy.

Ożarów Cafe to chyba jedyna w mieście kawiarnia. Miejsce jest nowe, otwarte kilka miesięcy temu. Serwują rzeczywiście dobrą kawę, smaczne gofry, dobre ciasta. Można tu przyjść z dziećmi, ale też napić się piwa. Posileni nieco ruszamy w stronę Warszawy.

Wracamy przez Zatorze, Jawczyce i węzeł Konotopa. Po drodze spotykamy figury jak ze złego snu.

Otrzeźwia nas widok ładnie odremontowanego dworca kolejowego w Piastowie.

Przez Reguły wjeżdżamy do Warszawy, mijamy Ursus, Włochy i Ochotę. Potem jeszcze Aleje Jerozolimskie i Most Poniatowskiego i znowu jesteśmy na Grochowie.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Trasa AK #FSO #Dewajtis #Modlińska #Mościska #Laski #Wawrzyszew #Kampinoski Szlak Rowerowy #Piastów #Ożarów Mazowiecki

Komentarze

Ostatnie wpisy

Draśnięci pazurem odległości

Długość trasy: 133 kilometry.

W dobie pandemii jest w nas potrzeba pożądanego przewentylowania płuc, a i nasze rowery potrzebują dłuższego przetarcia. Włocławek zatem wydaje się być dobrą destynacją.

Cały wpis

Niby integracja

Długość trasy: 46 kilometrów.

Marcin mówi, że odwiedzane przez nas zimą miejsca mają potencjał na letnie wypady. Piotrek na to: – Chodź, pokażę Ci jak zmienił się Targówek Przemysłowy, latem lepiej widać.

Cały wpis

Niejasne skutki inspiracji

Długość trasy: 67 kilometrów.

Piotrek dostał od znajomej publikację o dworach i pałacach w okolicy Legionowa. I pojechaliśmy szukać tej niegdysiejszej architektury.

Cały wpis