Infrastruktura

Długość trasy: 50 kilometrów.

Dzisiaj przejażdżka o charakterze ewidencyjnym. Oglądamy nowsze fragmenty warszawskiej infrastruktury rowerowej, szczególnie te, którymi rzadziej jeździmy.

W warszawskich standardach rowerowych napisano: „celem Standardów jest ułatwienie oraz integracja działań związanych z rozwojem ruchu rowerowego”, oraz: „infrastruktura rowerowa powinna być dostosowana do potrzeb wszystkich użytkowników”.

Kiedyś cieszyliśmy się z każdego nowego fragmentu drogi dla rowerów. Dzisiaj nasze oczekiwania wzrosły. Paradoksalnie, im więcej jest rozwiązań: dróg, urządzeń, małej architektury, tym bardziej oczekujemy ich powszechności.

Rozpoczynamy pod pomnikiem Adama Loreta, w latach 30-tych XX wieku dyrektora Lasów Państwowych. Nie wiemy, czy jeździł na rowerze, choć pewnie leśnicy mogli używać rowerów.

W pobliżu pomnika, na skrzyżowaniu Harfowej i Grójeckiej jest pierwszy interesujący nas fragment: przejazd rowerowy przez Grójecką. Do niedawna było to bardzo niebezpieczne skrzyżowanie, z przejściem dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Pokonanie sześciu pasm ruchu budziło grozę. Na rowerze w praktyce nie dało się przejechać przez Grójecka. Teraz jest elegancki przejazd rowerowy, dobrze wymalowany - no i są światła.

Ruszamy wzdłuż Grójeckiej w stronę Śródmieścia. Szybko mija nam zachwyt – asfalt kończy się szybko i od Korotyńskiego droga dla rowerów jest z kostki, bez separacji od chodnika.

Jedziemy Białobrzeską, potem Niemcewicza i Tarczyńską. Zmierzamy do placu Zawiszy. Tu też jest ładne rozwiązanie – przejazd przez Raszyńską i wjazd w Nowogrodzką. Kiedyś nie do pomyślenia dla miejskich inżynierów było wytyczanie przejazdów rowerowych przez wielopasmowe ulice. Jak pięknie potrafi zmienić się myślenie.

Nowogrodzka, tylko trochę dalej, bo przy Chałubińskiego, jest naszym kolejnym celem. Tu nastąpiła jeszcze większa zmiana. Przejazd pod estakadami na Chałubińskiego jest elegancki, dobrze oznaczony, z sygnalizacją świetlną, z dobrymi dojazdami. I tylko dla rowerów. Obok wyznaczono przejście dla pieszych. A całe dziesięciolecia był to samochodowy ściek nie do przebycia. Ten drobny przejazd daje wygodne połączenie placu Zawiszy z Emilii Plater czy Marszałkowską.

Przez Emilii Plater i plac Defilad zmierzamy do Marszałkowskiej. Pod Pałacem Kultury napotykamy chanukową menorę ufundowaną przez grupę chasydów Chabad Lubawicz. Miejsce pilnowane jest przez służby mundurowe, chyba szykuje się chanukowa impreza.

A my jedziemy Marszałkowską by popatrzeć na całkiem nową drogę dla rowerów. Tylko fragment jest otwarty, reszta jeszcze formalnie nie jest oddana do użytku. Miło tak jechać przez środek miasta, bo choć może to zaskakujące, przez długi czas właśnie centrum było białą plamą na mapie stołecznej infrastruktury rowerowej.

Tą nową drogą można dojechać do Królewskiej.

A tam niespodzianka – droga kończy się nagle i pośrodku niczego. Jak byłoby pięknie gdyby drogi dla rowerów były budowane wzdłuż każdej ulicy.

Jedziemy do Miodowej, Bonifraterskiej i Międzyparkowej, by Mostem Gdańskim przeskoczyć przez Wisłę. Obok ZOO jest następna interesująca nas rowerowa inwestycja. Wzdłuż Wybrzeża Helskiego powstała droga, która tworzy ciąg od Mostu Gdańskiego do Mostu Siekierkowskiego (od portu praskiego droga była już wcześniej). Kiedyś obok ZOO jeździło się mało przyjemnie, teraz powstała droga elegancka, odseparowana od ruchu pieszego i samochodowego. Trochę zbyt tu betonowo, niemniej wygodnie. Celem budowy były przede wszystkim umocnienia przeciwpowodziowe, przy okazji powstała rowerowa infrastruktura.

Oczywiście szczęście nie trwa wiecznie i za Mostem Łazienkowskim droga robi się mniej przyjemna, kostka rządzi i tak jest do Mostu Siekierkowskiego.

Przez Most Siekierkowski przeprawiamy się znowu przez Wisłę, by na Ursynowie spojrzeć na jeszcze jedno infrastrukturalne rozwiązanie. Jedziemy Doliną Służewiecką, Rodowicza i Rosoła. Po drodze Marcin pompuje koła korzystając z miejskiej pompki – operacja kończy się sukcesem.

Dojeżdżamy do Wąwozowej – tu jest dziś nasz ostatni obowiązkowy punkt. Takie jakby światełka wmontowane w nawierzchnię drogi. Domniemujemy, że mają świecić, ale to raczej nie pomoże ani pieszym ani rowerzystom. Droga dla rowerów na Wąwozowej nie jest oświetlona latarniami i te kilka światełek raczej sytuacji nie zmienia.

Wracamy na Ochotę najpierw przez Las Kabacki, a potem wzdłuż toru wyścigów konnych. Mur okalający tor nadal jest plenerową galerią graffiti.

Z Wołoskiej skręcamy w Konstruktorską, gdzie powstaje nowa droga dla rowerów.

Potem Woronicza jedziemy do Żwirki i Wigury. Przy Banacha rozdzielamy się: Marcin jedzie w stronę Grójeckiej, Piotrek w stronę Waryńskiego.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Adam Loret #Grójecka #pl. Zawiszy #Chabad Lubawicz #Nowogrodzka #Królewska #Dolina Służewiecka #Las Kabacki #Tor Służewiec

Komentarze

Ostatnie wpisy

Janking*, czyli rekonesans okrężny

Długość trasy: 54 kilometry.

Spotykamy się na Ochocie, pod nowym biurem Fundacji TUS, gdzie pracuje Piotrek. Chcemy sprawdzić połączenie do Pruszkowa – mieszka tam znajoma Piotrka – taki dzisiaj mamy praktyczny cel. A potem zobaczymy co dalej, jak to na Nieoczywistych Wycieczkach.

Cały wpis

Bez czarnego kota

Długość trasy: 27 kilometrów.

Czy celem podróży może być pustka? A ideą przyświecającą rowerowej przejażdżce brak czegoś? Otóż tak. Patronem dzisiejszego spaceru jest pusty plac.

Cały wpis

Praga, Prażka, Pragulec

Długość trasy: mało kilometrów.

Piotrek ma takich znajomych, którzy bali się przejeżdżać na drugą – praską stronę Wisły; no cóż, byli z Bielan. To się z czasem zmieniło i wiele osób zaczęło doceniać urok warszawskiej Pragi. Tym bardziej, że II Wojna Światowa z tą częścią miasta obeszła się znacznie lepiej niż z lewobrzeżnymi dzielnicami.

Cały wpis