Nadzieja odjeżdża ostatnia

Długość trasy: 46 kilometrów.

Pierwsza w nowym roku jazda, ale pogodowe warunki przypominają wiosenne. To kolejna zima, gdy temperatura nie jest styczniowa, a o śniegu możemy tylko pomarzyć.

Patrzymy na nasze relacje choćby z 2020 roku czy 2016 i wiemy, że w styczniu w Polce jest coraz cieplej.

Ruszamy Targową i Solidarności w stronę Marek. Chcemy zobaczyć, czy przy okazji remontu (głównej) ulicy Piłsudskiego w Markach, poprawiły się warunki dla pieszych i rowerzystów.

Na wysokości Szwedzkiej „podziwiamy” efekt sporu wspólnoty mieszkaniowej, pieszych, rowerzystów i władz miejskich. Swego czasu wspólnota zastawiła płotkami i słupkami przejście i przejazd przed wejściem na klatki. Długo trwało, ale wreszcie Miasto Warszawa wybudowało drogę dla rowerów i przeorganizowało przystanek – w efekcie piesi i rowerzyści mają odseparowaną i dedykowana dla siebie przestrzeń.

Smutny to widok, jak bardzo trzeba fizycznie utrudnić wjazd, żeby wyegzekwować jego zakaz.

Mijamy Targówek i Zacisze. Wzdłuż ulicy poprowadzona jest droga rowerowa i jedzie się całkiem przyjemnie. Ale, jak mówią słowa piosenki, „nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić”. Na wysokości centrum handlowego M1 kończy się droga dla rowerów i nasze marzenia o komfortowym i bezpiecznym dojeździe do Marek. Kończy się Warszawa i kończy się droga dla rowerów.

Jeszcze trafia się nam jakiś ogryzek przejazdu rowerowego pod estakadą i dalej kierują nas w bok od Piłsudskiego. A my chcemy prosto, do samego centrum Marek.

Meandrujemy bocznymi uliczkami. Są na nich jakieś fragmenty rowerowej infrastruktury, ale sporo jest dróg z trudną nawierzchnią.

To czego nie ma, to przejazd wzdłuż centralnej ulicy, czyli Piłsudskiego.

Przed budynkiem urzędu miasta jest jeszcze świąteczna atmosfera.

Jest też wystawa starych przedwojennych fotografii, pośród których można zobaczyć także rowerowe aktywności dawnych mieszkańców Marek.

Miasto zyskało obwodnicę i uspokoił się ruch samochodów w centrum Marek. Pamiętamy naszą wycieczkę z 2016 roku, gdy centralna ulica była ściekiem samochodowym w kierunku na Białystok – jeździło tędy około 70 tysięcy samochodów dziennie. Była realna szansa, aby przy okazji remontu Piłsudskiego, Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wspólnie z władzami Marek stworzyła przestrzeń przyjazną pieszym i rowerzystom. Niestety, poza nawierzchnią dla samochodów nie zmieniło się absolutnie nic. Teraz jest to wyremontowany ściek samochodowy.

Nic to, opuszczamy Marki i jedziemy w stronę Augustówka. Obok jest Augustów, ale nie ten podlasko-suwalski, tylko nasz, mazowiecki. Otaczają nas okoliczności przyrody trudno nazywalne. Chyba jest to po prostu mazowiecka nuda.

Mostkiem na Zdziarskiej przeprawiamy się nad rzeką Długą i ulicą Kąty Grodziskie jedziemy w stronę miejscowości Kąty Grodziskie. W zasadzie to już Warszawa i Kąty Grodziskie to jej część – nie wiadomo jak nazwać teraz ten teren. Wyrosło tu mnóstwo domów i teraz to osiedle, ale ta podwarszawska wieś została dołączona do Warszawy nie tak dawno, bo w 1977 roku.

Są tu nawet całkiem porządne drogi dla rowerów. Niestety także na Białołęce można natrafić na porzucone, na drogach dla rowerów, elektrośmieci dla niepoznaki nazywane elektrycznymi hulajnogami. To bardzo niebezpieczne przedmioty. Teraz je zauważamy, ale niedawno Piotrek o mało nie wpadł na taki sprzęt porzucony wieczorem na środku drogi.

Przez Grodzisk i Lewandów, też kiedyś wsie, kierujemy się w stronę Trasy Toruńskiej. Wszędzie tu panoszy się chaotyczna zabudowa. Osiedla, bez infrastruktury i bez skomunikowania ze sobą, wyglądają jak klocki zrzucone z nieba przez niedouczonego urbanistę. Podczas wycieczek omijamy zwykle te tereny, bo poczucie brzydoty i bałaganu jest dla nas fizycznie odczuwalne.

Jakąś zabłoconą niby-drogą docieramy do Trasy Toruńskiej.

A za ekranami dźwiękochłonnymi, w okolicach Marywilskiej, znajdujemy szkołę podstawową. Chyba na rowerze nie jest tu łatwo dojechać.

Kluczymy w pobliżu stacji kolejowej Warszawa Praga, poszukując wjazdu na most Grota.

Przekraczamy Wisłę i zaraz za Kępą Potocką natrafiamy na ogromy mural poświęcony Powstaniu Warszawskiemu. Rzecz wykonana zawodowo w sposób przemyślany. Jednak całość ma charakter mocno propagandowy.

Drogą rowerową wzdłuż Trasy Toruńskiej jedziemy do Marymontu. Słowackiego dojeżdżamy do placu Wilsona i potem w dół, do Wisłostrady. Przy Moście Gdańskim żegnamy się: Marcin jedzie w stronę Ochoty, Piotrek w stronę Pragi.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Targówek #Zacisze #Radzymińska #Marki #Kąty Grodziskie #Białołęka #Trasa Toruńska #Kępa Potocka

Komentarze

Ostatnie wpisy

Janking*, czyli rekonesans okrężny

Długość trasy: 54 kilometry.

Spotykamy się na Ochocie, pod nowym biurem Fundacji TUS, gdzie pracuje Piotrek. Chcemy sprawdzić połączenie do Pruszkowa – mieszka tam znajoma Piotrka – taki dzisiaj mamy praktyczny cel. A potem zobaczymy co dalej, jak to na Nieoczywistych Wycieczkach.

Cały wpis

Bez czarnego kota

Długość trasy: 27 kilometrów.

Czy celem podróży może być pustka? A ideą przyświecającą rowerowej przejażdżce brak czegoś? Otóż tak. Patronem dzisiejszego spaceru jest pusty plac.

Cały wpis

Praga, Prażka, Pragulec

Długość trasy: mało kilometrów.

Piotrek ma takich znajomych, którzy bali się przejeżdżać na drugą – praską stronę Wisły; no cóż, byli z Bielan. To się z czasem zmieniło i wiele osób zaczęło doceniać urok warszawskiej Pragi. Tym bardziej, że II Wojna Światowa z tą częścią miasta obeszła się znacznie lepiej niż z lewobrzeżnymi dzielnicami.

Cały wpis