Wyrostek robaczkowy
Długość trasy: 35 kilometrów.
Jak wiadomo słowo appendix oznacza dodatek, ale też wyrostek robaczkowy. Nasz dzisiejsza trasa jest właśnie taka: krótka, szczątkowa, uzupełnia tę sprzed tygodnia i zaczyna się na ślepym dzisiaj Nowym Świecie.
Nowy Świat w sobotni poranek jest brudny i pełen wczorajszych imprezowiczów. Po zamkniętej w weekend ulicy hula wiatr i meandrują niezbyt trzeźwe indywidua i grupy. Jedni wyznają miłość drugim, inni bełkoczą coś do siebie w pijanych uściskach. Ale też pojawiają się słowa w obcych językach, zadowolone twarze kończących imprezę i zmęczone oblicza obsługi zamykającej lokale po długiej nocy. I w tym my, nie wiadomo czy nie najbardziej egzotyczni tutaj i o tej porze.


Zjeżdżamy Piękną i Myśliwiecką w stronę Wisły.

Na trawie widać ślady nocnych przymrozków, najwyraźniej jesień już na dobre zagościła w mieście.

Wjeżdżamy na teren Portu Czerniakowskiego, który po tak zwanej rewitalizacji stracił mnóstwo uroku i nie jest już tym miejscem, gdzie Przemek Pasek i Ja Wisła organizowali wiele niebanalnych imprez.

Przy wyjeździe z portu otwiera się zawsze piękny widok na Wisłę, Saską Kępę i Most Łazienkowski. Teraz chwila dla fotoreporterów – Marcin cyka zdjęcia, żartując, że jest to most najmniej znany warszawiakom. Najpierw w roli głównej Gruba Kaśka (dzięki jej pracy mamy wodę w domach), a potem sama rzeka.


W dole trenują wioślarze – jak oni w tym chłodzie i wilgoci są w stanie wiosłować z gołymi dłońmi? Piotrkowi na samą myśl grabieją ręce.

Teraz w roli głównej kładka rowerowa pod mostem - powstała w 2017 roku, długo po odnowieniu mostu po pożarze (2015) i tylko dzięki dużej presji środowisk rowerowych.


Już po praskiej stronie ruszamy Wałem Miedzeszyńskim w stronę Mostu Anny Jagielonki, trochę po to by objeździć okolice Południowej Obwodnicy Warszawy oglądane przed tygodniem. Z drogą dla rowerów wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego jest podobnie jak z innymi drogami dla rowerów w Warszawie – coś jest zrobione, ale niekonsekwentnie i bez dbałości o wygodę różnych użytkowników. Zjeżdżając z Mostu Łazienkowskiego, jadąc w górę Wisły, wpada się na ciąg pieszo rowerowy – ani to wygodne, ani bezpieczne i dla pieszych i dla rowerzystów.


Potem bez ostrzeżenia kończy się możliwość jazdy rowerem – rowerzysta staje się spieszony, przeprowadza maszynę przez przejście dla pieszych i musi jechać po drugiej stronie ulicy.


Po paru kilometrach, przy Fieldorfa, zabawa się powtarza i znowu zmieniamy stronę ulicy. Oczywiście, momentami jest uroczo, jedziemy za ekranami dźwiękoszczelnymi, a potem - dzięki inicjatywie prezydenta Komorowskiego - możemy jechać szczytem wału przeciwpowodziowego.



Pogoda jest piękna, słoneczko przygrzewa, dusza nam śpiewa, a nogi kręcą energicznie. Wtem! Na drodze dla rowerów pojawia się traktor. W zasadzie nie powinniśmy się dziwić, w Polsce wszyscy jeżdżą po drogach zarezerwowanych dla dwukołowców, ale żeby traktor?!


Chwilę później okazuje się, że dwa – pomagają sobie i jeden drugiego holuje, całkowicie uniemożliwiając przejazd. Ale to ludzkie pany były i przesunęły się odrobinę, udało się nam przecisnąć między barierkami a stalowymi pancerzami. Z rozrzewnieniem wspominamy traktorki, które w Wiedniu czyściły nawierzchnię dróg dla rowerów.
Mijamy Trakt Lubelski i estakady Południowej Obwodnicy, a potem jedziemy drogą 801 w stronę Józefowa. Droga dla rowerów kończy się gdzieś okolicy ulicy Czarnuszki, zatem odbijamy w stronę Falenicy, bo jazda z samochodami na wąskiej, ruchliwej drodze wcale się nam nie uśmiecha.

Kręcimy się po małych uliczkach gdzieś między Nadwiślem a Falenicą.

Od dziesięciu lat zwiedzamy Warszawę i okolice, a i tak wciąż trafiamy na widziane po raz pierwszy miejsca.

Bysławską docieramy do centrum Falenicy, czyli w okolice stacji kolejowej.

Tu przede wszystkim jest lubiana przez nas obu kinokawiarnia Stacja Falenica, ale jest też targowisko, które jest w tym samym miejscu od lat, chyba od początków istnienie miejscowości. Kiedyś słynęło z bazaru gołębi.

Walcowniczą jedziemy w stronę Aleksandrowa.

I tam gdzieś zagłębiamy się między drzewa, na wawerskie wydmy wspinamy się mozolnie. Droga jest raczej dla rowerów górskich, co potwierdzają liczne oznakowania.



Na wysokości Michalina, Sobieskiego i Otwocką, dojeżdżamy do torów linii Otwockiej.



Jeszcze parę kilometrów i mijamy most na Świdrze. Jest tu zupełnie inaczej niż wtedy, gdy Marcin drżącymi z zimna rękami robił zdjęcie temu samemu miejscu w 2012 roku, gdy wybraliśmy się na oglądanie świdermajerów.

Za chwilę jesteśmy już w Otwocku.

Wiadomo, że Otwock to kraina świdermajerów, ale można w nim spotkać także inne urokliwe drewniane budynki.

My dzisiejszą wycieczkę wykorzystujemy jako dodatek do tej z 2012 roku i jedziemy obejrzeć Górewicza.

Willa Gurewiczanka powstawała od 1906 roku aż do 1925 roku, by w efekcie stać się jednym z największym drewnianych budynków w Polsce. „Komfortowo wyposażony obiekt mógł pomieścić 80 rekonwalescentów i osób poszukujących wypoczynku. Miał bieżącą wodę, kanalizację, elektryczność, telefon, piece kaflowe, a później również centralne ogrzewanie. W 1927 roku ściany jadalni i czytelni zostały ozdobione malowidłami aut. Józefa Toma. Wokół budynku urządzono park w stylu angielskim z fontanną, kwietnikami, klombami, a także roślinnością egzotyczną.”. „Gurewicz” był chyba najbardziej spektakularnym świdermajerem. Po II wojnie światowej budynek sukcesywnie podupadał i praktycznie stał się ruiną. Firma Carolina Car Company odbudowała Gurewicza i urządziła w budynku klinikę ortopedyczną. Budynek prezentuje się wspaniale i chwała firmie za odwagę i wizjonerstwo.



My mamy trochę mieszane uczucia. Otoczenie budynku ma teren wyłożony kostką, do wejścia z zewnątrz do poszczególnych skrzydeł, w tym do restauracji, nie są dostępne dla osób poruszających się na wózkach. Trochę szkoda, w sytuacji gdy budynek został w praktyce odbudowany. W dodatku tuż obok jest bardzo ruchliwa jezdnia. Niemniej, na pewno warto było tu podjechać.



Piotrek musi wracać do domu, więc wsiadamy w pociąg. Niestety Koleje Mazowieckie proponują wieszanie rowerów. My, jak wiadomo, jesteśmy przeciwni, ponieważ uważamy że Rower to nie płaszcz, nie wieszaj go.

Piotrek wysiada na Warszawa Stadion, Marcin jedzie do Zachodniej.