Czołgowa Droga

Długość trasy: 79 kilometrów.

Mając cel jeździ się lepiej, można się zmotywować, sprężyć, rozłożyć siły. Dla nas celem samym w sobie bywa jazda na rowerze. I jak wtedy nazwać taki cel, ocenić do niego odległość, zaplanować trasę? No właśnie, jedziemy, w stronę nieoczywistego celu.

Ruszamy w kierunku Szaserów, potem Makowską. Pod wiaduktem Marsa przecinamy tory na Otwock i Korkową jedziemy do Zielonej. Potem Wspólną przecinamy Grzybową i w Woli Grzybowskiej przecinamy tory, tym razem na Mińsk.

Przecinamy też drogę 637 i zagłębiamy się w las. Zakazu wjazdu nigdzie nie widać, ale wchodzenia zakaz jest. W lesie napotykamy dziwne tablice „droga czołgowa” Potem na zdjęciach dopatrzyliśmy się, że na tablicy przy drodze jest napis „Poligon wojskowy. Wstęp wzbroniony”. I tych dróg czołgowych trochę widzieliśmy po drodze i wszystkie one jakieś takie rozjeżdżone. I w Sulejówku jest Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej – zaczęło się nam sklejać.

Gdzieś tu w okolicy jest Okuniew. Warto wpaść, bo byliśmy tam tylko raz i to zimą - potwornie wtedy zmarzliśmy. Tylko jak przez ten las dojechać? Spotkany rowerzysta, czyli rowerem można jednak wjeżdżać, opisuje nam drogę: jedna czołgowa, druga czołgowa, potem w prawo i przez mostek, ale nie wiem czy jest cały i będziecie w Okuniewie. No cóż, próbujemy.

Wreszcie wyjeżdżamy z lasu. Mostka nie ma, za to jest tablica z nazwą ulicy, właściwie oddającą charakter okolicy. Wyjechaliśmy w Okuniewie, jesteśmy zadowoleni.

Jedziemy popatrzeć jak wygląda pałac Łubieńskich latem. W latach siedemdziesiątych pałac stał się ruiną, po nacjonalizacji po II Wojnie Światowej. I dzisiaj ruiną jest coraz większą. Dopiero teraz widzimy w całej okazałości założenie parkowe z tyłu budynku. Tylko wyobraźnia podpowiada jak tu było ładnie na początku XIX wieku, gdy pałac powstawał.

Mijamy rynek niegdysiejszego miasta i kierujemy się w stronę miejscowości Zabraniec. Jak to się odmienia – Zabranieca, Zabrańca? A potem skręcamy do Trzcinki. I jeszcze dalej do Mostówki.

Towarzyszą nam obrazki i obrazy wsi mazowieckiej. Już się trochę za nimi stęskniliśmy.

Pojawiają się wierzby – widomy ślad obecności olendrów na tych ziemiach. Ale też jest okazja poobcować z użytkowymi dziełami sztuki. No i te łąki kwietne. Jak tu potrafi być ładnie.

A potem mijamy Mrozy i wjeżdżamy do Ossowa – Wrót Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Wszystko tu chyba jest związane z Bitwą Warszawską: szkoła, trasa rowerowa, wypożyczalnia rowerów, trasa turystyczna. Podobne wrażenia mieliśmy będąc w Radzyminie.

Zostawiamy pola bitewne za sobą i kierujemy się w stronę Zielonki. Tak sobie dzisiaj jeździmy to tu, to tam. Ale żeby do Zielonki? Ciekawe po co? A w Zielonce zamieszanie, bo przebudowują stację. I spotykamy baner akcji budowy drogi dla rowerów wzdłuż torów, z Tłuszcza do Warszawy. Bardzo nam się ta akcja podoba. Kręcimy się w poszukiwaniu kawy, ale bez skutku. Ruszamy w stronę Marek.

Pod Markami także wre robota. Powstaje obwodnica, która odciąży miasto od samochodów zmierzających w stronę Białegostoku. Obwodnica ma powstać do lata przyszłego roku; miejsce dla drogi dla rowerów też się znajdzie. Marki witają nas budynkiem, jednej z największych i najnowocześniejszych przędzalni wełny w Europie Środkowo-Wschodniej (fakt, że w połowie XIX wieku), fabryki braci Briggs. Pochodzący z Bradford bracia, zbudowali także osiedle robotnicze oraz budynek szkoły elementarnej – obecną siedzibę Mareckiego Ośrodka Kultury.

Powiedzieć, że Marki są nieoczywiste to banał. Jest tu dużo rzeczy z różnych bajek. To miasto, przez które całą dobę jadą tiry w stronę wschodniej granicy. Na dobę przez Marki przejeżdża 60 000 różnych pojazdów, czyli na godzinę 2500 samochodów, a na minutę ponad 41 samochodów. Są tu pozostałości po przemysłowym okresie świetności. Nie tylko przędzalnia, ale też pałac Briggsów, w którym po II Wojnie Światowej, mieściła się chyba jedyna w Polsce szkoła kinooperatorów. A dzisiaj jest tam gimnazjum goszczące mobilne miasteczko ruchu drogowego i kino letnie pod chmurką. I jest też 100% Legii. Jest też palarnia kawy Tchibo, rozsiewająca pachnące aromaty.

Do Warszawy i jej pokus jest rzut beretem. A jednocześnie władze miasta namawiają mieszkańców by zostali na weekend w Markach. W Parku Miejskim, w każdy weekend wakacji, odbywają się pikniki, koncerty, zabawy, animacje dla dzieci, warsztaty tworzenia biżuterii, strefa relaksu z leżakami, degustacje kawy i herbaty i tym podobne. Znaleźliśmy tu także parking B + R, czyli bike and ride.

Tu też szukamy kawy, ale także bez skutku. To, że w Markach jest palarnia kawy Tchibo, nie znaczy, że jest kawiarnia Tchibo. Trochę zniechęceni ruszamy w stronę domu. Okólną jedziemy w stronę ul. Kościuszki i potem w kierunku osiedla Lewandów. I już jesteśmy na Białołęce. Potem Głebocką przeskakujemy nad Trasą Toruńską i przez Centrum Handlowe Targówek, jedziemy do Wincentego i Ronda Żaba.

A potem przez Pragę i do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Wola Grzybowska #Sulejówek #Okuniew #pałac Łubieńskich #Zabraniec #Mostówka #Mrozy #Ossów #Marki #Białołęka

Komentarze

Ostatnie wpisy

Wrzosy w listopadzie nie są fioletowe

Długość trasy: 77 kilometrów.

W poszukiwaniu wrzosów ruszamy z Tłuszcza, który już kiedyś nas rowerowo przyciągnął. Wtedy jechaliśmy tam na własnych kołach.

Cały wpis

Wyrostek robaczkowy

Długość trasy: 35 kilometrów.

Jak wiadomo słowo appendix oznacza dodatek, ale też wyrostek robaczkowy. Nasz dzisiejsza trasa jest właśnie taka: krótka, szczątkowa, uzupełnia tę sprzed tygodnia i zaczyna się na ślepym dzisiaj Nowym Świecie.

Cały wpis

Debiuty

Długość trasy: 50 kilometrów.

Dzisiaj prawdziwe nowe otwarcie: pierwsza wycieczka po przeprowadzce Marcina na Ochotę, pierwsza wycieczka po roku od ostatniej naszej wycieczki, pierwsza wycieczka po złamaniu ręki Marcina, wreszcie pierwsza wycieczka po dziesiątej rocznicy naszego bloga.

Cały wpis