Manifestacje pasji tworzenia
Długość trasy: 55 kilometrów.
Dzieła sztuki potrafią kryć się w zaciszu galerii i muzeów. Są jednak tacy twórcy, którzy preferują ekspozycję w stylu open-air. A budowniczowie mostów z definicji prezentują swoje prace na świeżym powietrzu.
Pierwsze dzieła sztuki czekają na nas niedaleko, bo na Mińskiej. Chwila pedałowania i jesteśmy na miejscu - Mińska 12. Jak napisano na stronie www.puszka.waw.pl - wyszukiwarce sztuki miejskiej i często ulotnej - mamy odnaleźć „niewielkich rozmiarów czarny szablon przedstawiający biegnącą postać o kubistycznej twarzy. Praca znajduje się w okolicach muralu Phlegma.” I zaiste jest ludzik mały i może nawet biegnący. A na drugiej ścianie budynku znany mieszkańcom Kamionka wielki mural. Posępny i dominujący, skazany na niebyt wraz z kamienicą.




Rzut beretem, bo w okolicach Warszawy Wschodniej, jest skupisko kilku murali. Jadąc Żupniczą, po skręcie w Bliską można podziwiać sprężysto-drapieżnego ptaszora. A na kamienicach stojących na tyłach Frycza Modrzewskiego prezentują się nieco przygaszone kolejne malowidła.



Przeskakujemy tunelem pod torami Wschodniego, przecinamy Kijowską i wjeżdżamy w Osiedle Kijowska. Tam, na Korsaka, klęcząca postać próbuje paznokciami wydrapać coś na ścianie. Rzeczywistości mieszają się, bo na sąsiedniej ścianie kamienicy ktoś przypomina Romana Dmowskiego. Dmowski, jak wiadomo, urodził się na Kamionku czyli jego tu obecność tłumaczy się też historycznie.


Dalej jedziemy Radzymińską i u wylotu Białostockiej zaskakuje nas niespodziewana panorama, sąsiadują ze sobą bazylika św. Michała Archanioła i św. Floriana i wolski wieżowiec - Warszawska Wieża Handlu przy ulicy Chłodnej.

Skręcamy w Śnieżną, a potem w Grodzieńską. Tu stare fizycznie sąsiaduje z nowym. Stare, klasyczne można by rzecz, praskie podwórko spotyka się z moderną plombą; wspomnienie dziewiętnastowiecznej Warszawy z modą na mieszkanie na Pragulcu. Znalazło się nawet miejsce na fasadzie dla Maryjki, która nawiązuje do starej kapliczki na podwórku. Architekt spróbował zachować pamięć po zburzonej Warszawie. Jeszcze do niedawna można było znaleźć obnażone kamienice ze śladami nieistniejących kondygnacji.





U wylotu Grodzieńskiej wita nas mural poświęcony Powstaniu Warszawskiemu. Jest edukacyjny, bez epatowania patriotyzmem spod znaku dzisiejszej Polski Walczącej.


Kosmowskiej przecinamy Aleję Solidarności i wjeżdżamy w Szwedzką. Przy Równej można zobaczyć motyw podobny do tego na Grodzieńskiej, tyle że w jeszcze bardziej współczesnej wersji.


Kierujemy się w stronę Ronda Żaba, a potem Wincentego dojeżdżamy do Rogowskiej. Tu, na tyłach Cmentarza Żydowskiego, przy Rogowskiej jest świeżutki mural. Powstał w październiku, w ramach tegorocznej edycji festiwalu Street Art Doping i nosi tytuł System Edukacji. Nam skojarzył się z The Wall Pink Floyd, choć sami nie wiemy czemu.

Niedaleko od Rogowskiej jest Gościeradowska, a na kamienicy na skrzyżowaniu z Olgierda znalazło swoje miejsce hasło Loesje.

Ruszamy spod cmentarza w stronę Żerania. Tu, jak co roku o tej porze, odbywa się handel cmentarnymi akcesoriami. W tym roku pojawił się także wyszynk w postaci food truck’ów i jest też kawa - w dodatku z roweru.


Jedziemy drogą dla rowerów wzdłuż Wysockiego, mijamy Trasę Toruńską i kierujemy się w stronę nowiutkiej kładki dla rowerów. Najłatwiej wjechać na nią od strony Mostu Toruńskiego, zjazdem przy samej Wiśle. Kładka Żerańska, bo taką nosi nazwę, to istne cacuszko pachnące świeżością i świecące nowością. Po skończeniu dojazdu od strony Wisły, kładka będzie świetnym uzupełnieniem trasy z Saskiej Kępy na Tarchomin.




Wokół kładki zbudowano tarasy widokowe i miejsca odpoczynkowe. Super rozwiązania dla biegających, spacerujących, chodzących i jeżdżących. Niestety już jacyś źli zmotoryzowani próbują zmienić te miejsca w parking.




A widoki z kładki piękne. Z jednej strony widok na lewy brzeg Wisły. Z drugiej na Kanał Żerański obmywający elektrociepłownię.


Drogą dla rowerów jedziemy z biegiem Wisły do Mostu Marii Curie. Mijamy Wisłę, a potem Marymoncką i Podleśną zjeżdżamy na Kępę Potocką. Na Kępie jest zadbany park z tulipanami-krzesełkami i stacją serwisową dla rowerów. Narzędzia są zadbane, a pompka działa. Piotrek korzysta z okazji i pompuje oponki.


Z biegiem Łachy Potockiej (taki ni to kanał, ni stawik) dojeżdżamy do Potockiej. A tam na walącej się kamienicy czeka na nas wlepa i malowidło. I nie wiadomo co artysta miał na myśli i czemu tu namalował to.

Jadąc Mickiewicza przemykamy przez Plac Wilsona, Plac Inwalidów i Zajączka. A potem kręcimy do świątyni konsumpcji, szczęśliwości i bezpieczeństwa - Arkadii. Ale nie po to by zanurzyć się w odmętach kupowania, ale by podziwiać pomysł uczczenia jednej z barwniejszych par polskiej kinematografii. W wiadukcie na ulicy Kłopot biegnącej pod Jana Pawła II uhonorowano Jana Himilsbacha i Zdzisława Maklakiewicza. Mają tu ronda swojego imienia i informacje biograficzne. A wszystko to dzięki władzom dzielnic Śródmieście i Wola oraz pomysłodawczyni całości Katarzynie Łowickiej.




Nie mogło zabraknąć kadrów z filmów z udziałem obu panów. I tak podziwiamy całą galerię murali, albo jeden gigantyczny mural. Genialny to pomysł tak organizować miasto i jednocześnie przypominać ciekawych artystów.




Po filmowej uczcie jedziemy na Muranów. Przez Rondo Babka, Stawkami docieramy do Karmelickiej. A tam ze ściany patrzy na nas Marek Edelman z żonkilem - legendarny komendant powstania w warszawskim getcie.

Zostajemy na Muranowie i jedziemy na pobliskie Nowolipki. Tam pod numerem 15 doceniony został Bohdan Lachert. Przed Drugą Wojną Światową tworzył architektoniczny duet z Józefem Szanajcą. Lachert i Szanajca wprowadzali i tworzyli przed wojną awangardowe trendy w polskiej architekturze; Bogna Chomątowska napisała o nich poruszającą książkę. Po wojnie Lachert już sam (Szanajca zginął we wrześniu 1939 roku) zaprojektował Muranów jako osiedle-pomnik getta, jednak socrealizm przykrył to wyrównującym wszystko płaszczem zideologizowanej architektury.




Jedziemy w stronę Hali Mirowskiej, jakże różnego od Arkadii - centrum handlowego. Jednak znowu nie po to by robić zakupy. Przyciąga nas znak Polski walczącej zupełnie inny niż te powszechnie spotykane. Na murze hali, w czasie wojny odbywały się tu egzekucje, wciąż widać ślady kul. Przejmujący jest ten kilkucentymetrowy znak. Czy jest plastrem na „ranę” w murze, czy może opatrunkiem na rany Warszawy niemal całkowicie zniszczonej po zdławieniu Powstania Warszawskiego?




Ruszamy dalej w stronę Ronda ONZ. Zaskakuje nas, że wreszcie została oddana do użytku droga dla rowerów biegnąca wzdłuż ulicy. Do tej pory jeździliśmy nią „na dziko”. Teraz została wyposażona w oznakowanie pionowe i poziome - jedziemy pierwszy raz legalnie.



Przecinamy Aleje Jerozolimskie i dojeżdżamy do Koszykowej, chcemy dalej pojechać Piękną. Jednak zatrzymują nas Koszyki - oddana niedawno, po gruntowym remoncie, popularna niegdyś hala targowa. Od początku remont Koszyków budził duże kontrowersje. Halę w zasadzie rozebrano i nie bardzo dawaliśmy wiarę w to, że coś z zabytkowej budowli ocalało. Jednak inwestor i architekt z pracowni JEMS zapewniali, że elementy zabytkowe zostaną użyte przy budowie hali. Oryginalna hala powstała w latach 1906-09 i była ozdobiona secesyjną dekoracją. Obecna konstrukcja hali częściowo składa się z oryginalnych, ponad stuletnich elementów. Mateusz Świętorzecki, architekt z pracowni JEMS, zapewniał w Gazecie Wyborczej, że „dach rozpięty jest na autentycznej konstrukcji. […] Oryginalne elementy podparte są na nowych filarach.” Hala została dopełniona budynkami biurowymi.




Przecinamy Plac Konstytucji i jedziemy w stronę Alej Ujazdowskich. Mniej więcej na wysokości ambasady USA jest mural z Gustlikiem - Franciszkiem Pieczką. Przesłanie obrazu jest dość dramatyczne.

Nowym kontrapasem na Koszykowej wracamy na chwilę w stronę Placu Konstytucji, by poszukać wlepki z mamą karmiącą. Jednak została już zapaskudzona. Sztuka uliczna jest bardzo ulotna i podatna na interakcje, niekoniecznie przyjemne. Podobne wrażenia mieliśmy podczas wycieczki do Fortów Bema.


Jeszcze skok na Marszałkowską przy Placu Zbawiciela by popatrzeć na wlepy na szybach wystawowych. Ta galeria też zniknie niebawem, jednak artysta/artystka zaryzykował/a by pokazać światu swoje prace.


Napojeni sztuką ruszamy w stronę Mostu Poniatowskiego i w stronę Grochowa, do domu.