W poprzek mgły

Długość trasy: 75 kilometrów.

Wiele miejsc w okolicach Warszawy już zwiedziliśmy. Dzisiaj wybieramy się w znane niby okolice, ale docieramy do nich w nowy dla nas, nieoczywisty sposób. Choć wciąż na rowerze.

I tym razem rozpoczynamy od pociągu. Na Wschodnim wsiadamy w pociąg w stronę Modlina i po dwudziestu minutach wysiadamy w Legionowie. Stacja o poranku pusta, zaspana, zapyziała. Jednak z zupełnie nieoczywistą galerią samochodów na peronie.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Pod poziomem peronów doznania estetyczne nie poprawiają się. Winda dla niepełnosprawnych i tych z dużymi bagażami, dostosowuje się do całokształtu.

zdjęcie zdjęcie

Nadal trzyma nocny przymrozek, nawet Manhattan jest lekko oszroniony.

zdjęcie

Z dworca jedziemy w stronę Zalewu Zegrzyńskiego, a potem skręcamy w Wolską, w stronę Stanisławowa Drugiego. Po drodze istny wysyp sklepów sportowych, a na wzniesieniu góruje nad miastem Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Stanisławów Drugi wita nas czerwonym niebem i mleczną mgłą. A wszystko wkoło pobielone jest od szronu; kwiaty i trawy nabrały dostojnej siwizny.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Mgła z każdą chwilą gęstnieje, widoczność maleje do kilkudziesięciu metrów. Im bliżej Kanału Żerańskiego, tym mniej świata widać. Robi się nierealnie. Jedziemy jakby poza rzeczywistością. Jest magicznie, pięknie, dziwnie.

zdjęcie zdjęcie

Mijamy Kanał, w którym wędkarze z zacięciem moczą kije. Zastanawiamy się jak wytrzymują bez ruchu w takiej temperaturze. Wraz z gęstniejącą mgłą, wyraźnie spada temperatura.

zdjęcie zdjęcie

To już nie jest przymrozek, to całkiem porządny mróz. Piotrkowi grabieją palce. Gdzieś w okolicach Izabelina musi się zatrzymać i poświęcić parę minut na rozgrzewanie przemarzniętych dłoni. Mgła ani myśli opadać, a aura objawia swój chłodny urok. Szczególnie rzeczka Czarna zachwyca nas swoimi ołowianymi odmętami.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Mijany mostek, groble wysadzane wierzbami przywodzą na myśl Olendrów, którzy osuszyli i ucywilizowali tak wiele podmokłych terenów na Mazowszu, jak i w samej Warszawie.

zdjęcie

Zostawiamy za sobą Izabelin, rzekę Czarną, drogę 631 i jedziemy w stronę Radzymina. Mijamy zamarznięte bagniska, drogę tarasuje zmurszały pień, a my wciąż naprzód, bo zimno i kawy się chce w ciepłym pomieszczeniu.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Mgła z wolna opada, a my jesteśmy na przedpolach Radzymina. Wizja kawy przesłania nam widoki przecudnych okoliczności przyrody i kultury materialnej.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

W okolicach Słupna pojawiają się nagle watahy bezpańskich psów. Omijamy je dużym łukiem, ale psów jest coraz więcej – atmosfera jest jak z filmów Hitchcocka. Wreszcie docieramy do miasta. W Radzyminie kawiarnie (zlokalizowaliśmy całe dwie) śpią snem sprawiedliwym. Nikomu nawet nie chce się napisać o której otwierają. Porzucamy więc to miasto cudu i kierujemy się w stronę Tłuszcza.

Mijamy Wiktorów, Stary Kraszew i Zamość. Zgodnie z tradycją Nieoczywistych Wycieczek, zakopujemy się w mazowieckich piaskach, po raz kolejny odkrywając w nas niewielkie powołanie do jazdy terenowej; Marcin ma tego powołania zdecydowanie mniej niż Piotrek. Dojeżdżamy do stacji w Jasienicy, znanej z postaci ks. Lemańskiego.

I tak przemieściliśmy się w poprzek Mazowsza, od linii kolejowej Warszawa-Modlin do linii kolejowej Tłuszcz-Warszawa.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Jadąc wzdłuż torów, docieramy do rzeczułki Cienkiej – zgodnie z nazwą, mizerny to strumyk. Już z daleka widać kapliczkę z Maryjką. Jednak ta jest inna niż dotychczas spotykane przez nas. Kapliczka poświęcona jest tragicznej śmierci sióstr Pągowskich, które utonęły w rzeczce Cienkiej. Myśl o tragedii sprzed ponad 130 lat, szczególnie Piotrkowi, nie daje spokoju.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Otrząsamy się z nastroju śmierci i pedałujemy ku kawie, do Tłuszcza. Słoneczko już całkiem miło przyświeca, ale kawa się należy. W Tłuszczu Piotrek zna tylko jeden lokal – Hotel Batory i tam właśnie zmierzamy. Restauracja Wenecja i jej szef kuchni zapraszają gorąco do środka. Przypinamy rowery, strząsamy pył ze spodni i atakujemy.

zdjęcie zdjęcie

A restauracja czynna od południa. Obchodzimy się smakiem i idziemy do pobliskiej stacji benzynowej na kawę z automatu. Co my, rowerkowcy, zrobilibyśmy bez świątyń przemysłu naftowego?

Po kawie z tekturowego kubka wsiadamy na maszyny i jedziemy do Wołomina. Dajemy się wyprzedzić kolarzom; trenujący kolarze to widomy znak, że idzie wiosna. Prawdziwi kolarze przecież zimą nie jeżdżą, jak kiedyś w radio oznajmił kolarz Czesław Lang.

zdjęcie zdjęcie

Wołomin wita nas krwawą ofertą. Kupujemy na stacji bilety do domu i za chwilę jesteśmy w pociągu jadącym do Warszawy Wileńskiej.

zdjęcie zdjęcie zdjęcie

Dosłownie po dwudziestu minutach jesteśmy na Pradze, a stąd już rzut beretem do domu.

zdjęcie

Postscriptum post mortem

Natrafiwszy na pamiątkową kapliczkę poświęconą XIX wiecznej tragedii, długo spekulowaliśmy co mogło się wydarzyć. Snuliśmy hipotezy: może siostry Pągowskie były bardzo małe i wpadły do rzeczki, a może były większe, ale w 1879 była powódź i zabrała dziewczynki? Piotrkowi nie dawało to spokoju i zaczął poszukiwać informacji. W sukurs przyszedł Internet i strona http://www.nekrologi-baza.pl/. Dzięki uprzejmości właścicieli portalu dowiedzieliśmy się, że siostry Pągowskie były dorosłe; jedna z nich była mamą dwójki dzieci. Mogiła sióstr znajduje się na Powązkach w kwaterze 57. My nadal jednak nie wiemy co wydarzyło się w tamten sierpniowy dzień nad rzeką Cienką.

zdjęcie

Zalew Zegrzyński Legionowo Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Stanisławów Kanał Żerański Czarna Olendrzy Radzymin Słupno Tłuszcz