Cholera i jeszcze jedna, kiedyś rozpoczęta historia

Długość trasy: 43 kilometry.

Kilka razy próbowaliśmy [1, 2] znaleźć drogę na dawny Cmentarz Choleryczny, swego czasu nawet Gazeta Stołeczna odnotowała ten fakt: Między nasypami kolejowymi na granicy Nowej Pragi, Golędzinowa i Bródna wciąż poszukują cmentarza cholerycznego. Na mapie wygląda to prosto, ale nam dotąd nie udawało się tam trafić. Marcin zaparł się, by sprawę wreszcie zamknąć. Piotrek dla odmiany ma ochotę powtórzyć dawną zimową trasę do Rembertowa. Daje się pogodzić oba te pragnienia.

Ruszamy w stronę Mińskiej i Chodakowskiej. Piotrek ma nadzieję przejechać przez tory i dostać się na Szmulowiznę. Marcin wie, że to sprawa beznadziejna, ale pozwala Piotrkowi sprawdzić; Marta zachowuje spokojny dystans do sprawy. Przejeżdżamy przez tory i napada na nas pani dróżniczka. - Nie umiecie czytać? - krzyczy. - Mam wezwać straż? Marta jakoś ją uspokaja i pani, już bez zdenerwowania, tłumaczy, że donikąd nie da się tędy dojechać. Jak to zwykle na Grochowie, tory potrafią skutecznie oddzielać naszą dzielnicę od reszty miasta.

Dworzec Wschodni na wyciągnięcie ręki, ale musimy zawrócić. Wracamy do Żupniczej i przez tunel przy stacji wydostajemy się na Kijowską. Potem przez tory tramwajowe dostajemy się do Kawęczyńskiej.

Kilka lat temu Kawęczyńska w trakcie rewitalizacji została wyposażona w „wiedeńskie” wysepki tramwajowe. To taka konstrukcja, która polega na wyniesieniu jezdni na przystanku do poziomu chodnika. To kapitalne rozwiązanie, bo nie zaburza ruchu, a jednocześnie ułatwia wsiadanie do wysokiego tramwaju osobom starszym czy niepełnosprawnym oraz spowalnia ruch zwiększając bezpieczeństwo pieszych.

Otwocką dojeżdżamy do starego odcinka Radzymińskiej; potem na styku starej i nowej Radzymińskiej kładką przedostajemy się na drugą stronę ulicy. Z kładki rozciąga się zaskakująco ciekawa panorama okolicy; widać między innymi budynek kolejowy, który może być pozostałością Mareckiej linii wąskotorowej lub kiedyś istniejącej "normalnej" stacji kolejowej Warszawa Targówek.

Przejeżdżamy obok działek i Pratulińską wjeżdżamy na Targówek. Ossowskiego i potem Kołową wydostajemy się na Wincentego. Na Cmentarzu Żydowskim przy Rondzie Żaba wyraźne zmiany: trwają prace remontowe, zburzone jest stare ogrodzenie.

Jeden z celów naszej wycieczki już blisko. Przeskakujemy przez rondo i jedziemy chwilę Starzyńskiego. Potem na wysokości Namysłowskiej, przy przejściu dla pieszych, wspinamy się na nasyp kolejowy. Rowery zostawiamy przypięte do naturalnego w tej okolicy stojaka. Penetrujemy okolicę. Znajdujemy się w trójkącie utworzonym przez kilka nasypów kolejowych. Natrafiamy na kilka miejsc noclegowych pod chmurką, ale lokatorów nie spotykamy.

Jeszcze kilkanaście metrów i oczom naszym ukazuje się Cmentarz Choleryczny.

Jest odnowiony i zadbany. Magicznie wygląda to miejsce pochówku ofiar epidemii. Jak bardzo zmieniła się Warszawa - kiedyś cmentarz był co prawda na peryferiach, ale dało się do niego dojechać z terenu miasta. Teraz naokoło są tory, a przecież do Cmentarza Żydowskiego w prostej linii jest pewnie około kilometra. Epidemia cholery, która wybuchła w Warszawie pod koniec XIX wieku, czyli w sumie nie tak dawno, jest przyczynkiem do rozmowy na temat powszechności szczepień dzieci.

Zostawiamy cmentarz za sobą i ruszamy w stronę Staniewickiej.

Przekraczamy kilka nitek torów i docieramy do Zakładów Budownictwa Mostowego. Mijające nas pociągi pokazują, że jesteśmy w środku węzła kolejowego. Ale też można tu poszaleć na jakimś torze rajdowym. Ale gdzie dokładnie, nie wiemy.

Staniewicką dojeżdżamy do Odrowąża i znowu jesteśmy obok Cmentarza Żydowskiego, tyle że po drugiej stronie. Drogą dla rowerów jedziemy ulicą Matki Teresy z Kalkuty (dawniej Budowlaną) wzdłuż muru cmentarnego. Potem Gilarską wjeżdżamy na teren Zacisza. Zacisze zasługuje na swoją nazwę: jest kameralne, malownicze i spokojne.

Kościeliską przekraczamy Radzymińską i dalej Płońską ruszamy w stronę Ząbek. Łodygową i Skorupki docieramy do Piłsudskiego. Ależ tu się zmieniło. Gdy byliśmy tu ostatnim razem, Piłsudskiego było jednopasmową drogą. Teraz to wielkie i wybetonowane skrzyżowanie. Jest nawet droga dla rowerów, ale tylko po jednej stronie arterii i nie tak łatwo się na nią dostać.

Z Piłsudskiego skręcamy w Bankową i wzdłuż torów podążamy do Zielonki Bankowej. Tu też duże zmiany. Linia kolejowa jest modernizowana, chyba dla potrzeb Pendolino.

Przez las docieramy do Mokrego Ługu, a tam zawody w biegach na orientację. Jest też konkurencja dla rowerkowców.

Aleją Sztandarów zbliżamy się do Akademii Obrony Narodowej.

Wjeżdżamy na jej teren. Czego tu nie ma: kościół, Centrum Gier Wojennych, pan sprzedający miód. Wszystko pod ręką dla studentów szacownej uczelni.

Z AONu ruszamy ulicą Chruściela „Montera” w poszukiwaniu Posiaduffki – naszego drugiego celu podróży.

Kawiarenka otwarta niedawno. Z dużym ogrodem, kawą, wyborem ciast i miejscem zabaw dla dzieci. Na pewno przyda się mieszkańcom Rembertowa. Siedzimy na słoneczku, wyciągamy nóżki i rozleniwienie nas dopada.

Czas się ruszyć, acz niechętnie. Chruściela do Cyrulików, a potem przez tory jedziemy do Marsa. Mały spacer po Gocławku, lekki truchcik po Osiedlu Ostrobramska, wjazd w Grenadierów i do domu.

ten wpis na Facebooku


Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Blisko domu

Długość trasy: 40 kilometrów.

Wydaje się nam, że Warszawę zjeździliśmy już całą. Paradoksalnie więc dzisiaj przyglądamy się najbliższej okolicy. I co? Wycieczka jest jednak nieoczywista.

Ostatni taki las

Długość trasy: 183 kilometry.

Do lasu nas gna. I to nie do byle jakiego – ruszamy do Puszczy Białowieskiej. Na stronie Lasów Państwowych można przeczytać, że „Puszcza Białowieska jest dla leśników skarbem. Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od ponad 90 lat. W 1929 roku ich starania doprowadziły do zerwania kontraktu z angielską firmą The Century ETC, tzw. Centurą, która prowadziła rabunkową wycinkę puszczy”. Dla nas Puszcza też jest skarbem.

Poszukiwacze zaginionej nekropolii

Długość trasy: 93 kilometry.

Gdy na naszym blogu wpisać w pole wyszukiwania „cmentarz”, to pojawia się informacja, że ta fraza pasuje do 42 wpisów. Czyli prawie 40% naszych wycieczek ociera się o śmierć. Pół biedy kiedy tytuł posta brzmi Warszawa cmentarna, ale pisać o cmentarzu przy okazji Niedzielnego spaceru? Dzisiaj ruszamy w poszukiwaniu mennonickiego cmentarza.