Infrastruktura, niska temperatura, manufaktura i smogu fura

Długość trasy: 36 kilometrów.

Nie jest przesadnie gorąco – dzisiaj pokręcimy się niezbyt daleko od domu. Tylko smog jest podobno gigantyczny. No ale jak tu nie jeździć skoro jest chęć, są rowery, jest Warszawa.

Cel jakiś chcemy sobie znaleźć, bo jednak nam niesporo jechać tak bez celu. Poprzyglądamy się miejskiej rowerowej infrastrukturze. Zaczynamy niedaleko nas, na Garibaldiego. To króciutka ulica na tyłach Ronda Wiatraczna, rozpięta między Aleją Stanów Zjednoczonych a Aleją Waszyngtona. Uliczka jest bogata w infrastrukturę: dozwolona jest jazda pod prąd i wymalowano pas do skrętu. Nie bardzo rozumiemy po co to wszystko, bo na co dzień nie ma tu zbyt dużego ruchu.

Lekko zdzwieni ruszamy w stronę Grenadierów. Jedziemy na tyłach Waszyngtona ulicą Kirasjerów. Nazwy ulic, jak to często na Grochowie, maja związek z orężem. Nazwa ulicy Grenadierów pochodzi od nazwy pieszej formacji, której głównym zadaniem było miotanie granatów ręcznych. Kirasjerzy to ciężkozbrojna jazda. Garibaldi trochę się wyłamuje, bo to zasłużony dla zjednoczenia Włoch rewolucjonista. Jednak ma w swojej biografii polski wątek, bo w 1863 roku, w trakcie powstania styczniowego, zaapelował do społeczeństw Europy: „nie opuszczajcie Polski”. Po drodze mijamy wspomnienie po Kici Koci – klubokawiarni mieszczącej się w osiedlowej kotłowni. Kicia przeniosła się niedaleko, a w miejscu kotłowni deweloper buduje blokas.

Grenadierów dojeżdżamy do Międzyborskiej i skręcamy w Stanisława Augusta. Ta ulica też jest jednokierunkowa i tu także jest elegancko oznaczony kontrapas. Znowu jesteśmy trochę zdziwieni, bo Stanisława Augusta, ulica biegnąca głównie na obrzeżach Pól Elekcyjnych (odbywała się tu elekcja Henryka Walezego i Augusta III Sasa), jest cicha i spokojna. A i na Polach Elekcyjnych jest cisza, spokój i chyba smog. Na pewno jest też mróz – termometr w liczniku Piotrka pokazuje 12°C na minusie.

Międzynarodową wracamy do Waszyngtona i jedziemy popatrzeć na Kinową. Niedawno przeszła gruntowny remont i wydawało się nam, że będzie tam droga dla rowerów. Ale niczego takiego nie znajdujemy, jest tylko wykończenie łącznika drogi wzdłuż Stanów Zjednoczonych.

Wracamy zatem do Waszyngtona, bo droga wzdłuż Trasy Łazienkowskiej jest zasypana śniegiem i kierujemy się w stronę Śródmieścia. Mijamy Saską, na której wymalowano eleganckie pasy dla ruchu rowerowego. Cieszy nas każdy kawałek infrastruktury rowerowej, jednak martwi trochę pozorne rozwiązywanie problemów. Dobrze widzieć nowe drogi rowerowe, jednak czemu są wytyczane na mało uczęszczanych uliczkach? W naszej okolicy trudność sprawia nam jazda Aleją Waszyngtona i Mostem Poniatowskiego. To tutaj przydałby się drogi dla rowerów – w godzinach szczytu jazda z Grochowa do śródmiejskiej części miasta jest mało przyjemna i stresująca. Był kiedyś pomysł na drogę dla rowerów na Poniatowszczaku, ale pozostał jedynie w sferze koncepcji.

A widoki z mostu ciekawe. Dołem płynie śryż, plaże zamarznięte i ta lekko niepokojąca poświata.

Z Ronda de Gaulle’a skręcamy do Placu Trzech Krzyży, a potem w Mokotowską. Ta ostatnia stała się posiadaczką bogatej rowerowej infrastruktury. Tuż za placem wytyczono kontrapas, który ładnie komunikuje Plac Trzech Krzyży z Piękną.

Zaraz za Kruczą, na Mokotowskiej jest strefa tempo 30 – ograniczenia prędkości do 30 kilometrów na godzinę. Wyniesiono skrzyżowanie, zrobiono rondo na skrzyżowaniu z Koszykową. Na Koszykowej wytyczono kontrapasy w stronę Placu Konstytucji i Placu Na Rozdrożu.

Wjeżdżamy w Koszykową w stronę Placu Na Rozdrożu by zaznać tych smakowitości. Jednak kierowcy zaparkowanych samochodów są przeciwko nam. Nie odmawiamy sobie przyjemności by skręcić w Aleję Przyjaciół. Ta uliczka tworzy cichy i uroczy zaułek. I jeszcze rzut oka na architektoniczną perełkę w corbusierowskim stylu. To Dom Pod Żaglem, zaprojektowany przez Juliusza Żórawskiego w 1937 roku. Zaprojektowano go zgodnie z zasadami Le Corbusiera, czyli między innymi dom jest oderwany od ziemi, ma fasadę z wstęgowymi oknami i płaski dach. W budynku zastosowano windy otwierające się wprost do mieszkań. Piotrka znajoma wynajmowała w nim mieszkanie w latach dziewięćdziesiątych, ale wtedy już drzwi do wind były zablokowane od strony mieszkań. Na dachu budynku umieszczono maszynownię wind przykrytą betonowym daszkiem-żaglem.

Kontrapas Koszykowej wchodzi w Plac Na Rozdrożu pod prąd jadącym z naprzeciwka samochodom. My do tej pory skręcaliśmy w lewo na drogę rowerową, w stronę Al. Ujazdowskich. Skręt był dość ostry i zdecydowanie kolizyjny z ruchem samochodów. Dzisiaj dopiero zobaczyliśmy, że jest zbudowany skręt w prawo i potem droga rowerowa bezpiecznie prowadzi łukiem w lewo. Jednak nie jest to oczywiste i przydałoby się jakieś oznakowanie. W ogóle oznakowanie dróg dla rowerów jest raczej mizerne i daleko mu do tego stosowanego na drogach dla samochodów.

Wracamy do Placu Konstytucji i Marszałkowską jedziemy do Jerozolimskich i Dworca Centralnego. Świętujemy epokowe wydarzenie w warszawskim drogownictwie – uruchomienie naziemnego przejścia między Dworcem Centralnym i Marriottem. Jeszcze kilka tygodni temu, gdy ktoś poruszający się na wózku lub z wózkiem dziecięcym chciał dostać się z Centralnego na drugą stronę Alej Jerozolimskich, to by ominąć schody musiał zrobić ponad trzykilometrową pętlę. Dzisiaj pokonuje się ten stupięćdziesięciometrowy dystans po bożemu – najkrótszą drogą, bez żadnych barier, w chwilę. I odetchną też pasażerowie podróżujący z walizkami – na dworzec zdecydowanie łatwiej się dzisiaj dostać. Przy okazji wybudowano łącznik przez Aleje Jerozolimskie spinający drogę rowerową na ulicy Emilii Plater. Wszystko to jeszcze w budowie, ale przejście już działa.

Temperatura wzrasta – jest jakieś 8°C poniżej zera. Poziom smogu raczej ten sam – powietrze nadal ma dziwną barwę. A my jedziemy do Ronda ONZ i Prostą w stronę Woli. Przy skrzyżowaniu Kasprzaka i Krzyżanowskiego drobna inwestycja poprawiła komfort jazdy. Do tej pory droga dla rowerów urywała się przed przejściem dla pieszych. Teraz jest ciągłość i nie jeździ się ludziom po palcach. Jedziemy dalej, wzdłuż muru gazowni. Przy Prymasa Tysiąclecia trwa przebudowa zatoki autobusowej. Dzięki temu poszerzył się chodnik. Myślimy, że to przygotowania do dobudowania brakującego odcinka drogi dla rowerów biegnącej na drugą stronę Prymasa.

Jedziemy Prymasa do Wolskiej, a potem skręcamy w Elekcyjną. Mijamy Moczydło i dojeżdżamy do Obozowej. Mała zawijka i skręcamy w ulicę Ostroroga. Zaraz za skrzyżowaniem z Sołtyka trafiamy na miasteczko rowerowe. Trzeba będzie tu przyjechać wiosną. Na Ostroroga zaś jest sporo rowerowej infrastruktury. Pojawiają się „sierżanty” a potem pasy dla rowerów. Skręcamy w Tatarską i jedziemy obok Muzułmańskiego Cmentarza Tatarskiego. Za chwilę jesteśmy na Powązkowskiej.

Na Powązkowskiej zatrzymuje nas duży budynek. Oczywiście sto razy tędy jechaliśmy, jednak nigdy nie zwrócił naszej uwagi.

Wjazd jest od Burakowskiej. Okazuje się, że budynek jest częścią małej pofabrycznej enklawy. Jesteśmy na terenie dawnej fabryki koronek, zbudowanej na początku XX wieku. Potem była tam wytwórnia artykułów spożywczych, a następnie warsztat samochodowy. Teraz jest to miejsce gdzie są biura, kawiarnia, sklepiki. Fabryka Koronek Burakowska 5/7 ma nawet swój fanpejdż na fejsie.

Miejsce jest urokliwe i pełne wysmakowanych detali. Ktoś tu bardzo popracował nad wyglądem. Lubimy takie rewitalizacje.

Nawet sklep z winami cały jest winem opleciony. Napis na fasadzie zobowiązuje: wszystko wokół wina.

Do głównego budynku przyklejony jest budyneczek wyglądający na mieszkanie. To dosyć niesamowite miejsce na apartament. Ktoś zza firanek obserwował nasze spacery po podwórku, a potem nawet nam pomachał.

Opuszczamy fabrykę i jedziemy do ronda Babka, zwanego dla niepoznaki Rondem Zgrupowania AK „Radosław”, a potem skręcamy w ul. Słomińskiego. Tu też infrastruktura poprawiła się wyraźnie. Droga dla rowerów zyskała nową nawierzchnię. Jest lepiej odizolowana od chodnika i ma bardziej przewidywalny przebieg. Biegnie wzdłuż Parku Kusocińskiego, potem nawet skręca na teren parku i wyskakuje na Międzyparkową.

Przez Most Gdański przejeżdżamy na praską stronę Warszawy. Śryż nadal płynie, choć ociepliło się zdecydowanie, jest 6°C poniżej zera. I słoneczko już od jakiegoś czasu przygrzewa. A smog przydaje Warszawie tajemniczości.

Przez Pragę wracamy na Grochów, na ciepłą herbatę i gorącą kąpiel.

ten wpis na Facebooku


Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Blisko domu

Długość trasy: 40 kilometrów.

Wydaje się nam, że Warszawę zjeździliśmy już całą. Paradoksalnie więc dzisiaj przyglądamy się najbliższej okolicy. I co? Wycieczka jest jednak nieoczywista.

Ostatni taki las

Długość trasy: 183 kilometry.

Do lasu nas gna. I to nie do byle jakiego – ruszamy do Puszczy Białowieskiej. Na stronie Lasów Państwowych można przeczytać, że „Puszcza Białowieska jest dla leśników skarbem. Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od ponad 90 lat. W 1929 roku ich starania doprowadziły do zerwania kontraktu z angielską firmą The Century ETC, tzw. Centurą, która prowadziła rabunkową wycinkę puszczy”. Dla nas Puszcza też jest skarbem.

Poszukiwacze zaginionej nekropolii

Długość trasy: 93 kilometry.

Gdy na naszym blogu wpisać w pole wyszukiwania „cmentarz”, to pojawia się informacja, że ta fraza pasuje do 42 wpisów. Czyli prawie 40% naszych wycieczek ociera się o śmierć. Pół biedy kiedy tytuł posta brzmi Warszawa cmentarna, ale pisać o cmentarzu przy okazji Niedzielnego spaceru? Dzisiaj ruszamy w poszukiwaniu mennonickiego cmentarza.