Jezusek spod plastikowego daszka patrzy

Długość trasy: 60 kilometrów.

Na rowerach poruszamy się przez cały rok. Na wycieczki jeździmy także zimą, szczególnie, że zimy ostatnio lekkie, zachęcające do dłuższych nawet eskapad. Nie zawsze jednak mamy ochotę dokumentować nasze wyjazdy – ostatnie kilka przejazdów nie zostawiło śladu na blogu. Uznaliśmy, że pora dać głos, bo uznacie, że zimą tylko grzejemy się przy piecu.

Ruszamy Jagiellońską w stronę Mostu Gdańskiego. Po drodze, przy Ratuszowej, mijamy kawiarnię Zostajemy, zaciszną i pełną na miejscu robionych ciastek. Mijamy Most Gdański i Mickiewicza mkniemy do pl. Inwalidów. Pogoda taka sobie, choć narzekać nie można – tydzień temu kostnieliśmy od deszczu, wiatru i mrozu. Dzisiaj jest sucho, lekki mrozek, warunki do jazdy bardzo przyzwoite.

Przecinamy pl. Wilsona i przez Sady Żoliborskie kierujemy się w stronę Słodowca. W okolicach Magiera nasze nozdrza podrażnia aromat świeżo pieczonych ciastek. Spekulujemy, że to aromaty z Lukullusa, naszej ulubionej ciastkarni.

Mimo pokusy wielkiej by zsiąść z roweru, wejść do Lukullusa, wypić kawkę, zjeść Armani, Ptysia, Florentynkę, jesteśmy twardzi jak Roman Bratny i jedziemy dalej. Po chwili aura smakowitości pozostaje tylko wspomnieniem.

Wólczyńską i Arkuszową jedziemy do Radiowa. Po raz pierwszy dzisiaj Marcin wyjmuje aparat – nie ma zupełnie weny do dokumentowania przejazdu. W Mościskach, na skrzyżowaniu 3 maja i Sikorskiego, stoi Jezusek. Ludność okoliczna ufundowała pomnik w latach trzydziestych XX wieku. I chyba żal się im się zrobiło zbawiciela, bo wyposażyli go w daszek – na pewno teraz już nie moknie.

Jak to często bywa na Mazowszu, industrial miesza się z wiejską sielskością. Z jednej strony drogi trakcje elektryczne, słupy latarni.

Z drugiej lasek brzozowy, strumyk, pomalowana szronem łąka. I tylko w tle ledwie majacząca trakcja przypomina, że to nie XIX wieczny obrazek.

Witacz stojący przy wjeździe do Lasek jasno sugeruje, że miejsce ma związek z osobami niewidomymi. Nazwa miejscowości symbolicznie wyrażona jest w alfabecie Braille’a. Z początkiem XX wieku powstało tu Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi. Towarzystwo prowadzi: przedszkola, szkoły podstawowe, szkoły zawodowe, liceum ogólnokształcące, szkołę policealną, szkołę muzyczną oraz internaty. Napis „Miło Cię widzieć”, umieszczony na witaczu pod napisem w Barille’u, odczytujemy jako przejaw swoistego poczucia humoru.

Główną ulicę Lasek zamyka ogromny kościół. Wieża kościelna opleciona jest kablami i służy jako maszt dla nadajników sieci komórkowych.

Postanawiamy poszukać ośrodka dla osób niewidomych. Na początku prowadzą nas drogowskazy, ale potem gdzieś znikają.

Pojawia się za to ostrzeżenie przed afrykańskim pomorem świń.

Zamiast pomoru, znajdujemy mur. I stróżówkę. Pusto tu, tylko siostra zakonna przemyka na rowerku. Pewnie wraca z mszy; na końcu alei drzew majaczy kościół.

Przed wjazdem na teren ośrodka powstrzymuje nas nakaz zejścia z roweru.

Za to na murze znajdujemy tablicę, która kieruje nas w stronę leśnego cmentarza AK.

Przez Izabelin jedziemy do Truskawia. W centrum miejscowości jest pętla autobusowa. Można wrzucić rower, dojechać na Młociny, przesiąść się w metro i być w centrum. A stamtąd już tylko chwila i będziemy w domu. My jednak twardość zachowujemy i wycieczkę kontynuujemy. Ruszamy w stronę Lipkowa.

Jak przystało na miejscowość znaną z Trylogii, jest tu ulica Skrzetuskiego i Wydma Bohuna. Jednak ulicy Wołodyjowskiego nie widzieliśmy. W Lipkowie jest trochę jak w górskich ostępach. Lipkowska woda szemrze, drzewa szumią, znowu tak wiejsko i obok cywilizacji

Wracamy w stronę Warszawy przez Babcie, które eksplorowaliśmy przy okazji kolejnej cmentarnej wyprawy. Potem przez Blizne wjeżdżamy do Warszawy od strony Bemowa. Skok przez Park Szymańskiego, obok gazowni na Kasprzaka, Most Świętokrzyski i do domu. Czekamy już na wiosnę, słońce, wenę i długie wycieczki.

ten wpis na Facebooku

#NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk

Komentarze

Ostatnie wpisy

Nad pięknym modrym Dunajem

Długość trasy: 435 kilometrów.

Godziny siedzenia w internecie, wyszukiwanie najlepszej trasy, próby kupienia biletów za pomocą internetowych stron kolejowych przewoźników - czeskich, słowackich i węgierskich, i klops: musimy ruszyć... na Dworzec Centralny w Warszawie, po bilety.

Cały wpis

Z inspiracji komunikacji (miejskiej)

Długość trasy: 60 kilometrów.

Czy można zainspirować się rowerowo trasą autobusu? Piotrkowi się udało i zaproponował trasę z Ursusa na Okęcie. Najpierw jednak do Ursusa trzeba dojechać.

Cały wpis

Fallout w (naprawdę) Starej Papierni

Długość trasy: 65 kilometrów.

Świat jak z gier komputerowych jest tuż za rogiem.

Cały wpis