Taki bajer to na Grójec

Długość trasy: 89 kilometrów.

Trochę zapomniane powiedzonko nie zniechęciło nas i wybraliśmy się do stolicy polskiego sadownictwa.

Ruszamy w stronę Śródmieścia przez Most Poniatowskiego. Buro jest strasznie i ponuro. Noc jeszcze, a latarnie świecą jakoś słabo. Na Placu Trzech Krzyży skręcamy w Aleje Ujazdowskie i Belwederską zjeżdżamy w dół. Sobieskiego jedziemy w stronę Miasteczka Wilanów. Z ciemności i mgły wyłania się silos Świątyni Opatrzności.

My prujemy dalej, w głąb osiedla, Branickiego skręcamy do Przyczółkowej. Niewiele gadamy, trasa znana i nudna, buro nadal – ogólnie kręci się nam jakoś bez radości.

Dojeżdżamy do Konstancina i skręcamy w Borową.

W Konstancinie też byliśmy kilka razy, ale Borową jeszcze nie jechaliśmy. Pamiętamy równoległą Saneczkową, ale jechaliśmy nią w odwrotną stronę – w dół. Borowa zmienia się w Prawdziwka, a ta w Głowackiego. Mrok ustępuje, mgła narasta, burość nadal atakuje zmysły. Marcin nawet nie próbuje zrobić zdjęcia.

Przed nami rzeczka Jeziorka, a nad nią mosteczek; nie jest wprawdzie zielony ale jest odmianą dla naszych oczu zmęczonych rozlewającą się szarością.

Przy wjeździe na mostek stoi dwóch panów raczących się gorzałką. Marcin z troski o nich zastanawia się, czy nie byłoby im milej gdyby rozpalili sobie ognisko. Piotrek tylko dziwi się, że można tak wcześnie zacząć picie.

Jedziemy ulicą Zubrzyckiego i trafiamy na pomazany głaz. Chyba ktoś próbował namalować kotwicę Polski Walczącej. Odbywa się tu walka propagandowa, bo pomnik poświęcony jest działaniom Gwardii Ludowej.

Z Chylic wyjeżdżamy Piaskową i kierujemy się w stronę Siedlisk. Drogą przez pola jedziemy do ulicy Do Lasu, a potem do Sielskiej.

Za chwilę jesteśmy w Żabieńcu. Tu wita nas Ludowy Klub Sportowy „Jedność Żabieniec”. Klub jest w A-klasie, więc dysponuje boiskiem do piłki nożnej. A poza tym znalazło się miejsce dla ścieżki zdrowia dla okolicznych mieszkańców.

Z Żabieńca droga prowadzi nas ku Jesówce. Mijamy rybne stawy hodowlane i kolejny raz rzeczkę Jeziorkę. Nazwa Leśna Polana kojarzy nam się z jedną z naszych wycieczek.

Przez Wólkę Kozodawską dojeżdżamy do Jazgarzewa, potem do Łbisk i Pęcher – ach te mazowieckie nazwy.

Co tu dużo gadać – nic po drodze się nie dzieje. Z Pęcher do Piskórki, potem do Jaroszowej Woli, dalej do Wągrodna, a potem do Prażmowa. Tak sobie jeździmy po mazowieckich wioseczkach i oko nasze nie zatrzymuje się na niczym szczególnym.

Ale oto z wolna zbliżamy się do pośredniego celu podróży, czyli sławnej w całym województwie giełdy w Słomczynie. Jedziemy co prawda przez las, ale to nie przeszkadza spotykać coraz więcej samochodów zmierzających w tę samą stronę co my.

I oto wyłania się ona – giełda. Na stronie internetowej można przeczytać: Giełda w Słomczynie k/ Grójca jest czynna jak zawsze od soboty godz.18.00 do niedzieli godz.14.00. Wszystkich Kupujących zapraszamy w niedzielę, już od bardzo wczesnych godzin porannych.

Mylnie nam się wydawało, że na giełdzie handluje się samochodami. Otóż handluje się wszystkim. Od budownictwa po ogród. Rowery też można kupić, a na stronie www giełdy przypisano je do kategorii relaks.

Głównym elementem giełdy jest błoto. Jest wszędzie. A pośród błota stoją wszystkie te dobra, których kupujący pożądają.

Giełda ma także poważne zaplecze. Znajdujemy kilka barów z kiełbasą. Jest punkt medyczny i radiowęzeł. Powoli opuszczamy targowisko i jedziemy w stronę Grójca.

Od miasta dzieli nas dosłownie kilka kilometrów. Gdy napotykamy po drodze pomnik Piłsudskiego, wiemy że jesteśmy na miejscu.

Miasto jest z lekka wymarłe. Może to kwestia pory – nie ma jeszcze południa. Architektura nie zachęcą do zatrzymywania się. Jest smutno. Odmianą jest mural z wizją przeszłości Grójca.

Szukamy rynku i znajdujemy Plac Wolności.

Szukamy też miejsca z kawą, ale nie jest to łatwe. Chyba na giełdzie w Słomczynie byłoby prościej coś znaleźć. Ale udaje się. Cukiernia z prawdziwymi włoskimi lodami i kawą z ekspresu.

Posileni i podniesieni na duchu ruszamy w stronę Chynowa, by pociągiem wrócić do Warszawy. Jakiś czas jedziemy krajową pięćdziesiątką; mamy wrażenie, że podczas naszych wycieczek zawsze na nią natrafiamy. Potem odbijamy na Drwale i Chynów. A stacja o nazwie Chynów, w zasadzie jest w miejscowości Jakubowizna.

Wsiadamy do pociągu i po około godzinie jesteśmy na Wschodnim.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Konstancin #Chylice #Żabieniec #Giełda Słomczyn #Chynów

Komentarze

Ostatnie wpisy

Pod Warszawą bitwa

Długość trasy: 75 kilometrów.

Z jakiegoś tajemniczego powodu, decydująca bitwa w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nazywana jest Bitwą Warszawską; wszak wiadomo, że działania wojenne toczyły się sporo kilometrów od stolicy. Na tyle daleko, że jadąc śladami walk robimy sobie całkiem długą wycieczkę.

Cały wpis

Ciechanów - tylko piwa czasem brak

Długość trasy: 114 kilometrów.

Brakuje nam czasu, głównie Piotrkowi, by pojechać trochę dalej. Ostatnie nasze wycieczki oscylują wokół tras około 50 kilometrowej długości, dzisiaj zatem coś dłuższego.

Cały wpis

Towarowce w Skaryszaku

Długość trasy: 50 kilometrów.

Po południu w Skaryszaku będzie prezentacja rowerów cargo, a my lubimy takie użyteczne maszyny. Mamy do parku tylko kilka minut. Ale co to za wycieczka trwająca tylko kilka minut? Zatem jedziemy do tych towarowców lekko naokoło.

Cały wpis