Nowy, dzielny, stary

Długość trasy: 73 kilometry.

Na Mazowszu sporo jest miejscowości, których nazwy powtarzają się jakby, jednak powtarzają się nie do końca. Jak gdyby autorzy nazw cierpieli na brak inwencji.

Kontynuujemy trochę temat poprzedniej wycieczki i sprawdzamy jak ma się droga dla rowerów wzdłuż Radzymińskiej. Czy może pociągnęli ją do samych Marek? Byłby bardzo ładny przelot od Dworca Wileńskiego. Wbijamy na drogę na wysokości Szwedzkiej.

Tu droga jest elegancka: asfaltowa, odseparowana od chodnika. Dalej też jedzie się wygodnie.

Na wysokości ulicy Kościeliskie jest oznaczony przejazd i podpórki dla strudzonych jazdą.

Przy Domu Kultury Zacisze jest piękny kawał infrastruktury: droga, stojaki, stacja Veturilo. Przyjemnie popatrzeć. Gdyby tak było wszędzie, nie było by strach wysyłać dzieciaki na zajęcia pozalekcyjne.

Przy Młodzieńczej droga się psuje, a może dopiero się tworzy.

Dalej wszystko wraca do normy i jedzie się elegancko. Już nam się wydaje, że tak będzie do Marek, albo chociaż do Centrum M1.

Niestety, na wysokości Bystrej droga odbija w stronę Zielonki. Przy przystanku jest nawet coś na kształt (rowerowego) park&ride. Jednak droga nie dla nas, my jedziemy prosto. Miłe było te pięć kilometrów spokoju i wygody.

Dalej jedziemy poboczem. Często się tak dzieje, że kończy się Warszawa i kończy się infrastruktura. Współpraca międzygminna to trudna sprawa. Mijamy M1 i estakady drogi na Białystok.

Dalej nie ryzykujemy jazdy poboczem i telepiemy się wydeptaną ścieżyną; dobrze, że nie jest mokro, bo błoto by nas zabiło. I za chwilę wjeżdżamy do Marek.

A tu szał i swoboda – zamknięta jest jedna strona Piłsudskiego, jednej z bardziej ruchliwych dróg wylotowych w okolicach Warszawy. Dziennie przejeżdżało nią 60-70 tysięcy samochodów, z czego duża część to ciężarówki. 70 tysięcy na dobę, to około 50 samochodów na minutę. W godzinach szczytu ulica była stale zakorkowana, auta poruszały się w ślimaczym tempie. Mieszkańcy skupieni wokół inicjatywy Tak dla obwodnicy Marek kilka lat temu wywalczyli budowę obwodnicy. Teraz obwodnica jest na ukończeniu a Piłsudskiego będzie rewitalizowana. I dzisiaj można nią jechać pod prąd. Ale frajda.

Nigdy jeszcze tak tu nie było – niemal pusto. I my, paniska, jedziemy sobie tempem spacerowym pod prąd i z wysokości siodełek napawamy się swobodą.

Pod mareckim ratuszem jest stacja Veturilo; tu system zwie się Koło Marek. Zawsze był tu parking rowerowy, a teraz jeszcze można wypożyczyć rower. Marki są coraz bliżej Warszawy: Veturilo, pierwsza strefa autobusu - gdy dociągną tu drogę dla rowerów to zrobi się rzut beretem na Pragę.

Skoro są warunki, to napieramy nadal na północ z lekkim wschodnim odchyleniem, wciąż lewą stroną. Z wolna opuszczamy miasto.

Skręcamy w stronę miejscowości o wdzięcznej nazwie Pólko.

Jak to na nieoczywistej wycieczce, mamy mały krosik po leśnej drożynie.

Marcin zostaje w tyle, żywo zainteresowany budzącą się wiosną.

Potem wjeżdżamy między zabudowania i oto jesteśmy w miejscowości Pólko. Jak to się odmienia? W Pólku?

Znowu jakaś drożyna, a potem natrafiamy na upadłą cywilizację. A może to rodząca się cywilizacja?

To sam środek cywilizacji, rzeczona obwodnica Marek. Przejęła ruch z miasta, choć dzisiaj samochodów jakby mniej.

Wjeżdżamy do Nowego Jankowa, który jest jedną z tych miejscowości, które nadają sens naszej dzisiejszej przejażdżce. Zaraz jest oczywiście Stary Janków, na niektórych mapach zwany Jankowem Starym.

Przez Rżyska jedziemy ulubionym typem drogi Marcina: asfaltowa przez las. Mijamy Kraszew Dzielny po drodze do Kraszewa Starego. Oczywiście nie odmawiamy sobie zahaczenia o Nowy Kraszew.

W drodze do Starego Paska (czy to familia czy rzecz do podtrzymywania spodni?) trochę mazowieckiego piaseczku. Istnieje miejscowość Pasek: stary się zużył, trzeba było załatwić kolejny, ale ani nowy, ani stary, po prostu Pasek. Główną ulicą Starego Paska jest Prymasa Tysiąclecia.

Czasem słów nam brakuje by opisać doznania serwowane nam przez Mazowsze i jego mieszkańców.

Przez Klembów przebijamy się do Zamościa. On tu jest, całkiem blisko, nie trzeba jechać ku wschodniej granicy. Kiedyś w okolicach Klembowa była wieś Zamoście, może to dzisiejszy Zamość; by wjechać do wsi trzeba przejechać przez most na rzece Cienkiej. Widzimy pierwsze w tym roku bociany.

Trochę obrazków z serii smutek i nostalgia Mazowsza.

Zbliżamy się do Jasienicy Mazowieckiej. Na szczęście ludzie potrafią w lesie także się bawić, nie tylko śmiecić.

Zachęcająco wygląda przebicie w nasypie kolejowym, my jednak jedziemy boczkiem wzdłuż torów. Na stacji Jasienica, a raczej przystanku, śniadaniamy.

Przygląda się jakieś kocisko, ale nie przyłącza się.

Posileni ruszamy do Tłuszcza. Przy rzece Cienkiej (tej od Zamościa) zatrzymujemy się przy pomniku postawionym ku pamięci sióstr Pągowskich – znowu nie możemy się nadziwić, jak one się utopiły w tym strumyczku.

W Tłuszczu już byliśmy kilka razy, coś nas tu ściąga. Za każdym razem pytamy siebie: po co jechać do Tłuszcza?

Może po to, by trafić na opuszczony kolejowy budynek?

Poszukiwania kawy tradycyjnie kończą się fiaskiem. Jadąc w stronę Postolisk, przecinamy tory i naocznie uzmysławiamy sobie, jak ważnym węzłem kolejowym był kiedyś Tłuszcz, a może nadal jest? To miasto „według klasyfikacji PKP ma kategorię dworca aglomeracyjnego”.

Do Postolisk wjeżdżamy ulicą Stylową. Już z daleka widać ogromny kościół Świętego Stanisława.

Podobno podczas zrzutu cichociemnych w marcu 1942 roku, jeden ze spadochroniarzy omal nie zawisł na kościelnej wieży.

Decydujemy się jechać na kawę i lody do Jadowa. Wiemy wprawdzie z naszych poprzednich wycieczek, że cukiernia rusza na początku kwietnia, ale na fejsie, na stronie lodziarni mają napisane, że dzisiaj pracują. Pogoda cudna, wiosna przyszła już, więc może otworzyli w tym roku wcześniej?

Rzecz jasna Jadów ma swoją nową wersję – Nowy Jadów. W Jadowie czeka nas jednak rozczarowanie, lodziarnia jest zamknięta. Nie można zbytnio wierzyć mediom społecznościowym.

Niepocieszni jedziemy do Urli.

Wsiadamy w pociąg i do domu.

ten wpis na Facebooku

Tagi: #NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk #Radzymińska #Urle #Tłuszcz #Marki #Obwodnica Marek #Jadów #Urle #Siostry Pągowskie #Jasienica #rzeka Cienka #Postoliska

Komentarze

Ostatnie wpisy

Mistrzoski paździerz

Długość trasy: 59 kilometrów.

Mam trochę dość tego fotografowania, powiedział Marcin po wycieczce na Mokotów. Może trochę pojeździmy? Zatem Pruszków jest dzisiaj celem. Nie wiadomo skąd ta zależność? Hm… trochę nie wiadomo.

Cały wpis

Mokotów w zimowy dzień - bez napinki

Długość trasy: 42 kilometry.

Duzi jesteśmy, prowadzimy bloga już ponad osiem i pół roku, nawet nie wypada tłumaczyć z jakiego powodu dzisiaj na Mokotów. Gdyby jednak szukać uzasadnień, to można by rzec: jeździ się, bo ma się rower.

Cały wpis

Deszcz na infrastrukturze

Długość trasy: 48 kilometrów.

Jeździmy na ogół utartymi ścieżkami: praca, dom, sklep. Rano w pośpiechu, po południu w jesiennym zmroku. Nie oglądamy zbytnio infrastruktury rowerowej, która zmienia się tak jak cała Warszawa.

Cały wpis