Blisko domu

Długość trasy: 40 kilometrów.

Wydaje się nam, że Warszawę zjeździliśmy już całą. Paradoksalnie więc dzisiaj przyglądamy się najbliższej okolicy. I co? Wycieczka jest jednak nieoczywista.

Jedziemy Chrzanowskiego, by po chwili trafić na wojskowy szpital na Szaserów. Skręcamy zatem w Wiatraczną i wzdłuż szpitalnego płotu jedziemy w stronę torów. Na mapie, wzdłuż torów, biegnie Makowska. Jednak w realu ma ona postać wydeptanej ścieżki. A potem tunelu pośród krzaczorów. I tak zaraz na początku trafia się nam lekki offroad pośród kolejowego anturażu, bo przecież jedziemy obok torów węzła Olszynki Grochowskiej.

Przeciskamy się przez pokrzywy i mokrą od porannej rosy roślinność i wyjeżdżamy na Makowską pełną gębą. W zasadzie pełną garaży – bo choć na mapie widać przerywaną linię, to w rzeczywistości widać wyjazdy z garaży. Miejsce to jest swoistą galerią murali. Ale oferuje też rozrywkę bardziej dla ciała. Grillowanie pod garażami to chyba jednak objaw desperacji.

My nadal podążamy Makowską i zaliczamy zdziwienie: Makowska ma skrzyżowanie z Garwolińską, choć wydawało się nam, że ta ostatnia nie przecina Szaserów. Co więcej, znajdujemy dom z adresem Garwolińskiej właśnie.

Kolejne zadziwienie spotyka nas gdy trafiamy na domy, które wyglądają trochę jak przedwojenne, aurę mają domów komunalnych i oba są pod numerem Makowska 155. Trochę to jednak zaskakujące, że są tak oddalone od pozostałych domów osiedla przy Szaserów.

Dalej Makowska znowu się zwęża, a nawet pojawia się na niej szlaban, postawiony chyba przez mieszkańców, którzy nie mieli ochoty widzieć tu samochodów.

Mijamy stację Warszawa Olszynka Grochowska.

Dojeżdżamy do skrzyżowania z Szaserów, a potem kierujemy się do stacji Warszawa Gocławek. Przejeżdżamy Makowską na całej jej długości. Makowska została wytyczona przed wojną jako droga biegnąca wzdłuż torów. Po II Wojnie została zabudowana głównie domkami jednorodzinnymi, a w latach sześćdziesiątych powstało tam osiedle mieszkaniowe. Pod koniec 2009 roku przebudowano ulicę, poszerzono, zbudowano mostek nad Kanałem Kawęczyńskim i od tej pory Makowska łączący Grochów z Gocławkiem. Razem z przebudowaną Szaserów stanowi bardzo dobry objazd zatłoczonej Grochowskiej, jeśli chcieć samochodem czy rowerem jechać od Marsa do Wiatracznej. A Makowska pomimo tych zabiegów raz jest nowoczesną drogą a raz gruntową ścieżyną.

Przeskakujemy przez perony stacji Gocławek i Korkową, a potem Rezedową jedziemy w głąb Marysina Wawerskiego.

To trochę sentymentalna podróż, bo Piotrek mieszkał na Marysinie przez kilkanaście lat. Mijamy malowniczy punkt skupu złomu i pozostałości po zlikwidowanej Spółdzielni Inwalidów „Saturn”. W „Saturnie” mama Piotrka przepracowała kilkadziesiąt lat. Swego czasu był to w Polsce główny producent smoczków butelkowych i gryzaków, a także czepków kąpielowych i dętek do piłek plażowych. Firma działała ponad 60 lat.

Mijamy też komin Elektrociepłowni Kawęczyn.

Ulicą Króla Maciusia dojeżdżamy do obiektu sportowego „Syrenka”, który w czasach gdy Piotrek tu mieszkał był po prostu biednym, zapuszczonym boiskiem z małą saneczkową górką.

Teraz to wypasiony kompleks sportowy z wielofunkcyjnymi boiskami, placem zabaw dla dzieci, strefą rekreacyjną i rowerową stacją naprawczą.

A niedawno postawiono tu mini tężnie. To super pomysł, szczególnie w upały, które ostatnio coraz częściej się zdarzają. Jesteśmy tu dość rano, tężnie pracują; na co dzień pojawiają się tu jeszcze metalowe krzesła, na których można przysiąść i napawać się lekkim chłodem i solankową aurą. To jakiś odlot patrzeć na tężnie w otoczeniu betonowych blokasów.

Ulice Króla Maciusia i Starego Doktora, przy których są tężnie, nie przypadkowo znajdują się w tym miejscu - mają związek z Januszem Korczakiem. Dokładnie na terenie dzisiejszego Ośrodka „Syrenka”, w 1921 roku, Janusz Korczak założył ośrodek Kolonii Letnich „Różyczka” dla dzieci z warszawskich sierocińców. Na terenie ośrodka był internat, przedszkole, gospodarstwo, które pomagało wyżywić dzieci. W tamtych latach Marysin był małą podwarszawską miejscowością – wsią Czaplowizna. Pobyt w „Różyczce” dla sierot był w zasadzie jedyną okazja wyjazdu poza miasto. Ostatnie kolonie odbyły się w 1940 roku. Janusz Korczak latem 1940 roku napisał do wójta gminy Wawer: „to może być ostatnia szansa pobiegania dzieci po lesie […] może to ostatnie lato”.

Skręcamy w las w stronę Rembertowa. Przecinamy Płatnerską, potem Grzybową i jedziemy Działyńczyków – jesteśmy na Nowym Rembertowie.

Kręcimy się w okolicach Bellony, Niedziałkowskigo, Ilskiego. Sporo tu klimatu z przedwojennego Rembertowa. Małego miasteczka i miejscowości letniskowej - był i jednym i drugim.

Ciekawy dom stoi przy Cyrulików róg Chruściela. Mijaliśmy ten dom wielokrotnie, jednak nigdy się przy nim nie zatrzymaliśmy. Zaprojektowany jest tak, że od ulicy ma reprezentacyjny fronton, a od tyłu jest całkiem spore podwórko. Ze znalezionych informacji wynika, że dom jest z początku dwudziestego wieku i należał do Kazimierza Granzowa.

Granzow był właścicielem pięknej willi w Kawęczynie. Dzisiaj po budynku nie ma już śladu. Willa stałą na skrzyżowaniu Strażackiej i Chełmżyńskiej i na zdjęciach Googla można zobaczyć jej pozostałości. Obecnie pusty plac po willi jest, o ironio, przy Rondzie Granzowa. Drewniane werandy i zwieńczenia dachów domu przy Chruściela przypominają Świdermajery.

Z Chruściela skręcamy w Paderewskiego i jedziemy w stronę Zielonki. Przy ul. Katiuszy zatrzymuje nas rumowisko okazujące się być zakładem kamieniarskim. Wystawka firmy sprawia wrażenie zaginionego lądu.

Potem jedziemy Żołnierską i skręcamy w Bankową. Teraz ta okolica to wielkie betonowe drogi. Kiedyś gdy tu byliśmy, był tu głównie las.

Przechodzimy przez staję Zielonka Bankowa i jedziemy w stronę Urzędu Miasta w Zielonce. W okolicach stacji Zielonka wpadamy na ciacho i kawę do lokalnej cukierni. Pora już była najwyższa by się posilić i zsiąść z rowerów.

Po postoju jedziemy Marecką w stronę Ząbek. Potem drogą wzdłuż płotu szpitala w Drewnicy. Przy okazji zahaczamy o nigdy nie zobaczony cmentarz przy Drewnickiej i odczytujemy przesłanie z terenu szpitala psychiatrycznego.

Okrążamy szpital w Drewnicy i w Ząbkach przechodzimy przez tory. Ze stacji widać jak bliziutko jest Warszawa.

I już zmierzamy do domu, na Grochów stąd jest bardzo blisko. Przez Elsnerów i Targówek Fabryczny dojeżdżamy do Zabranieckiej. Przez Szmulowiznę do Dworca Wschodniego, Żupniczą i już jesteśmy w domu.

ten wpis na Facebooku

#NWR #Rower #Warszawa #Piotr Todys #Piotrek Todys #Marcin Kowarzyk

Komentarze

Ostatnie wpisy

 Nowy wpis

Teściki dwa

Długość trasy: 32 kilometry.

Dzisiaj czas sprawdzania. Systemu rowerów miejskich bez stacji dokujących oraz Trasy Świętokrzyskiej.

Cały wpis

Sromów.

Długość trasy: 110 kilometrów.

Jak zatytułować opis przejażdżki do Sromowa? Wpadają nam do głowy pomysły banalne lub głupawe. Zostaje więc Sromów i kropka! A nawet z kropką.

Cały wpis

Kroczym na Zakroczym

Długość trasy: 81 kilometrów.

Najpierw miasto nazywało się Kroczym i leżało blisko Wisły, blisko przeprawy przez rzekę. Liczne powodzie wymusiły przenosiny miasta w wyżej położone miejsce, a przy okazji zmieniła się też nazwa miejscowości. Dzisiaj celem jest Za-kroczym.

Cały wpis